W trzydziestym ósmym odcinku Ekspresówki zajrzymy do Chin, a one zajrzą do nas, Volkswagen odgrzeje starego kotleta na płycie indukcyjnej, zaś mistrz Formuły 1 pokaże, że umie się dobrze bawić również amatorskimi zabawkami. Zapraszamy!
Jest projekt waloryzacji PCC od zakupu samochodu z 1000 zł na 3000 zł
Od lat wartość samochodu, od której nie trzeba było płacić podatku PCC, wynosiła 1000 zł. Wpisywano tyle na umowie kupna-sprzedaży również wtedy, gdy w oczywisty sposób była to nieprawda. Piekielne ogary skarbówki miały tu jednak szczegółowe tabelki, którymi posiłkowały się przyjmując deklarację i bywało, że niejeden potencjalny spryciarz nieprzyjemnie się zdziwił. Lub w drugą stronę – kiedy grat za tysiaka na umowie okazywał się tak strupieszały, że kupujący chciał go zwrócić i dowiadywał się, że dostanie z powrotem tylko tyle, ile widnieje na umowie, a nie tyle, ile faktycznie uiścił pomiętymi banknotami. Ministerstwo Finansów przewiduje, że nowa wyższa kwota zacznie obowiązywać od 1 stycznia 2027 r.
Odliczanie VAT od zakupu samochodu spalinowego ma być niemożliwe – proponuje Unia Europejska
Konkretnie to propozycja Departamentu Podatków i Unii Celnej, który postrzega to jako zachętę dla przedsiębiorców do przejścia na samochody elektryczne. Tylko bowiem od bateriowozów ma być możliwe odliczenie VAT dla firm. Nie pierwszy i niestety nie ostatni to raz, kiedy oderwani od rzeczywistości biurokraci proponują jakieś fantasmagorie napędzane chciejstwem i myśleniem życzeniowym. Choć niewykluczone, że to nie głupota ani karmienie się iluzjami, ale przyziemny cynizm i wyrachowanie, podlewane tłustymi plikami juanów. Kto bowiem coraz śmielej poczyna sobie na rynku bateriowozów, m.in. dzięki porzuceniu takich tam drobnomieszczańskich przesądów jak prawa pracownicze czy kodeksy pracy? Dla ułatwienia dodamy, że nie są to firmy europejskie.
Huawei i JAC to nowe (elektryczne) Maserati
Obecny właściciel marki Maserati, ulubiony koncern wszystkich petrolheadów – Stellantis, ewidentnie od dawna nie ma na nią pomysłu ani budżetu, a efektem tego są rozmowy prowadzone od maja z chińskimi firmami Huawei i JAC. W rezultacie Chińczycy zamierzają pokazać światu elektrycznego SUV-a (co za zaskoczenie) oraz model GT, które w Chinach będą oferowane pod marką Maextro, a na świecie jako Maserati. JAC ma dostarczyć projekt i moce przerobowe fabryki, a Huawei platformę Harmony Intelligent Mobility Alliance (HIMA), układ napędowy i system jazdy autonomicznej. Co będą mieli do roboty Włosi? Podobno ostateczny montaż w Europie, ale wygląda to bardziej na jakąś formę SKD lub CKD, żeby tylko uniknąć ceł na chińskie samochody.
Volkswagen odgrzewa XL1, tym razem na baterie
Kilkanaście lat temu świat motoryzacyjny wyglądał nieco inaczej: synonimem oszczędności i efektywności były turbodiesle, które pakowano wszędzie, tworząc abominacje w rodzaju małych miejskich samochodzików z ciężkim i głośnym silnikiem, którego jedyną zaletą było niskie spalanie. Na tej fali powstał VW XL1, który co prawda nie był wielkoseryjnym samochodem (sprzedano 250 egzemplarzy), ale producent obwieszczał w ten sposób miastu i światu, że to nasze, przez nas wykonane i to nie jest nasze ostatnie słowo. Pomysł wrócił odświeżony na potrzeby realiów bliższych współczesnym trendom i oto zademonstrowano koncepcyjny póki co model Mission Efficiency, bazujący na elektrycznym ID.Polo w kwestii silnika i po części akumulatorów. Dzięki arcyniskiemu współczynnikowi oporu powietrza, wynoszącym 0,158, akumulator o pojemności 54 kWh umożliwił przejechanie 663 km na jednym ładowaniu. Koncepcyjny model wyposażono też w panele słoneczne, dodające w optymistycznym wariancie do 30 km zasięgu dziennie. Na razie nie ma oficjalnych informacji, czy Mission Efficiency wyjdzie poza fazę konceptu do przechwalania się i trafi do sprzedaży.
Trzyosiowy Ford EcoSport istnieje naprawdę i ktoś go sobie nawet kupił

Twórcy przyświecała prosta myśl: przemoc nie jest odpowiedzią. Jest pytaniem, a odpowiedzią na nie jest „tak”. / fot. cars757, BringaTrailer.com
Seryjnemu Fordowi EcoSport z 2019 r. dobudowano coś w rodzaju odwłoku oraz wyposażono w (niehamowaną?) trzecią oś, ale ilość miejsca dla pasażerów pozostała bez zmian. Powiększył się za to bagażnik, co jednak i tak nie ma większego znaczenia, ponieważ celem przeróbki było stworzenie przyciągającej wzrok mobilnej platformy pod reklamowy billboard i rzeczywiście trudno przeoczyć tak przebudowany samochód. Trudno byłoby też pogodzić się ze spalaniem seryjnego silnika 2.0 o mocy 168 KM, które wedle wskazań komputera pokładowego (5,6 mpg, czyli ok. 42 l/100 km) oscyluje w rejonach właściwym ciągnikowi siodłowemu z załadowaną do pełna naczepą, mozolnie pokonującemu jakąś mocno pagórkowatą okolicę – ale optymistycznie zakładamy, że po ostatnim resecie komputera auto po prostu jeździło powoli i na krótkim dystansie. Ktoś o odwadze zdecydowanie większej niż moja nabył tego miniaturowego behemota za 10 666 dolarów. Te trzy szóstki wydają się być bardzo na miejscu.
Max Verstappen zasiadł za kierownicą gokarta i w 35 minut wyprzedził wszystkich
Dla czterokrotnego mistrza Formuły 1 było to, jak sam przyznał, wspaniałe doświadczenie i nostalgiczny powrót do początków kariery. W wyścigu 100 gokartów zaplanowanym na 30 okrążeń Max Vesrtappen startował z ostatniej pozycji, a jedną z reguł było, że każdy wyprzedzony przez niego zawodnik odpada z rywalizacji. Po pierwszym okrążeniu było to już 60 gokartów, a na ósmym mistrz F1 walczył już w pierwszej piątce. Po 35 minutach wyprzedził wszystkich i tym samym ukończył wyścig. Nie potrzeba bolidów z najwyższej półki, żeby się świetnie bawić, zwłaszcza kiedy chłopcy dojrzewają do mniej więcej dziesiątego roku życia, a potem już tylko rosną.
I tym drażniącym każdą kobietę akcentem kończymy ten odcinek. Koncepcyjnym Volkswagenem zwykły śmiertelnik się póki co nie przejedzie, splugawionym słodko-kwaśnym sosem Maserati trochę niesmak, a trzyosiowym Fordem bez sensu. Zostają graty za minimalną krajową, dopóki ich podaż jest więcej niż homeopatyczna.

