Plany, obecne modyfikacje, historia – czyli skrót wiadomości na temat mojego pierwszego samochodu, o którym to właśnie będę miał przyjemność tutaj pisać, przy okazji dzieląc się efektami i zdobytą dzięki temu wiedzą. A nuż i Wam się te relacje do czegoś przydadzą?
Zacząć muszę chyba od tego, że pierwszą pracę podjąłem właśnie po stwierdzeniu – chcę Miatę. I tak to się potoczyło, że kilka tygodni później już siadałem za biurkiem i zbierałem na wymarzony egzemplarz. Postanowiłem od razu, że auto to musi spełniać kilka warunków. Poczynając od silnika o pojemności 1,8 l, a kończąc na ciekawym kolorze.
Pewnego dnia pojawiło się ogłoszenie
Jego przedmiotem była Mazda MX-5 w ciekawej wersji Icon i specjalnym kolorze „Chili Orange” z ostatniego roku produkcji. Kolor kupił mnie od razu, pierwsze zwątpienie pojawiło się, gdy znalazłem informacje o tej wersji. Była to specjalna edycja produkowana w 2005 r., wyróżniająca się głównie kilkoma dodatkami stylistycznymi, ale wydana tylko na rynek brytyjski. Oznaczało to, że samochód był po przekładce, kolejne znalezione informacje w sieci nie napawały optymizmem – znalazłem zdjęcia podwozia, które wyglądało… jak to w japończyku.
Niemniej za namową kolegi i tak zdecydowałem się pojechać i sprawdzić śrubokrętem podłogę. Było to spontaniczne i byłem już przygotowany, biorąc ze sobą pieniądze, a samo auto było 250 kilometrów od domu. Przyjechaliśmy z tatą i w momencie, gdy ją zobaczyłem to decyzja zapadła, a podejście sprzedającego, stan auta i przejażdżka tylko utwierdziła mnie w tym przekonaniu.
Tu muszę zaznaczyć, że była to pierwsza Mazda MX-5 Miata, w jakiej w życiu siedziałem, było to pierwsze oglądane przeze mnie auto, a do tego w odległości 250 kilometrów w jedną stronę. Chwilę potem już jechałem Miatą do domu.
I tak ruszyła maszyna
W ten sposób stałem się posiadaczem Mazdy MX-5 z 2005 r., w wersji z silnikiem 1.8 VVT 146KM, w pięknym kolorze, z fabryczną szperą Fuji i w wersji z dużymi hamulcami, czyli tarczami 270 mm z przodu oraz 276 mm z tyłu. Takie rzeczy już w tych rocznikach były standardem, ale dalej jest to zaleta. Podgrzewane fotele, lusterka i materiałowy dach ze szklaną szybą to kolejne przyjemne cechy, a pomarańczowa nitka na skórzanych fotelach i srebrne ramki nawiewów dają temu wnętrzu sporo. Dużym atutem jest także modyfikacja wykonana przez poprzednika, czyli drewniana kierownica Nardi montowana w innych wersjach tych samochodów.
Trochę już w Miacie zrobiłem
Przez już ponad rok udało mi się przeprowadzić parę modyfikacji, a także naprawić kilka rzeczy. Na samym początku zabezpieczyłem wnęki w bagażniku podkładem epoksydowym, po wcześniejszym usunięciu osadu rdzy i potraktowaniu gołej blachy neutralizatorem – reaguje on z metalem zabezpieczając go i po tym można na niego kłaść podkład. Naprawiłem też drobne usterki jak niedziałające podgrzewanie fotela (wymieniłem matę grzewczą), wymieniłem antenę elektryczną na oryginalną, lecz działającą, a także wymieniłem uszczelkę pokrywy zaworów, przy okazji sprawdzając luzy zaworowe. Do tego zmieniłem gumy chroniące wybierak skrzyni biegów wraz z tulejką na jego końcu. Zalane zostały też nowe płyny do każdego miejsca.
Najbardziej uciążliwą usterką okazała się cieknąca maglownica – podjąłem się wymiany własnoręcznie, montując regenerowaną sztukę na poliuretanach i wymieniając od razu końcówki drążków kierowniczych.
Z ważnych rzeczy zdobyłem również osłonę silnika, która chroni przede wszystkim paski osprzętu, a nie było jej niestety na miejscu.
Moja Mazda Miata doczekała się też modyfikacji
Niezbyt pasujący radioodtwarzacz z ekranem dotykowym zastąpiłem ramką, w której mieści się mniejsza jednostka, a nad nią trzy wskaźniki. Na razie jednak zamontowane są tylko dwa, to jest temperatura wody oraz ciśnienie oleju.
Po wyciekach z dwóch oryginalnych chłodnic zainwestowałem również w znacznie grubszą aluminiową chłodnicę wody, do której domontowałem dwa cienkie wentylatory zamiast jednego oryginalnego.
Przy pierwszej wizycie na torze okazało się także, że fotele nie trzymają mnie tak dobrze jak bym chciał, dlatego zainstalowałem rurę do montażu pasów szelkowych oraz wspawałem mocowania ich w tunelu środkowym. To zdecydowanie poprawiło trzymanie w fotelu, a wraz z drugim kompletem oryginalnych felg i oponami typu semi-slick od razu poprawiło czasy na torze.
Najważniejsza modyfikacja pojawiła się jednak niedawno
Jest to komputer typu standalone – Speeduino, pozwala to na strojenie silnika w czasie rzeczywistym i ustawienie wszystkiego. Obecnie uczę się stroić i jeżdżę, testując różne ustawienia i starając się nie wysadzić silnika. Z tego względu pojawiła się również szerokopasmowa sonda lambda zamiast oryginalnej.
Z ważniejszych i bardziej znaczących rzeczy, to raczej większość, ale były również inne drobnostki, od demontażu osłon przeciwsłonecznych po nową obudowę filtra powietrza pod maską.
Co dalej?
Zdecydowanie chcę utrzymać Mazdę w dobrej kondycji tak mechanicznej, jak i blacharskiej, co jak wiadomo jest wyzwaniem. Ponadto ma być szybsza, ale nie zapominając o tym, by zawieszenie nadążało za mocą. Gwint z regulacją tłumienia, sportowe klocki i tak dalej. W kolejnych odcinkach będę Was informować, co udało się zrobić przy samochodzie. Może nawet spotkamy się kiedyś na torze?



