W redakcji Petrolheart.pl są osoby o zupełnie różnych gustach motoryzacyjnych, ale jest takie jedno auto, które lubimy wszyscy – to MG MGB i jego zamknięta odmiana, MGB GT. Okazja by o tym aucie napisać jest bardzo zacna – pojawił się ciekawy restomod, i to w dwóch smakach.
Designem tego malutkiego, przesympatycznego wozu możemy cieszyć się już od ponad 6 dekad. Szczęśliwie zaskarbił on sobie pokaźne grono sympatyków.
Tym wszystkim osobom oczko puszcza firma Frontline Cars, profesjonalnie zajmująca się odnawianiem i modyfikowaniem opisywanego modelu. Tu nie ma miejsca na kompromisy, jeśli z jakiegoś powodu Twoja sympatia do MGB jest równie konkretna jak zasobność Twojego portfela – Fronline Cars otwiera przed Tobą drzwi.
MGB GT jako restomod – i to na dwa sposoby
Choć Frontline Cars serwuje MGB w naprawdę ciekawych smakach od 1991 r., te które teraz wchodzą do oferty zainteresują jeszcze szersze grono nabywców. Przygotowano bowiem dwa naprawdę elektryzujące warianty, w tym jeden w dosłownym znaczeniu, jest bowiem samochodem elektrycznym. Zanim jednak zaczniecie krzyczeć z oburzenia – przeczytajcie następny akapit.
Tu nie ma mowy o kompromisach. Albo grubo, albo wcale
Masa własna opisywanych aut wynosi odpowiednio 1122 kg dla modelu spalinowego i 1186 dla modelu elektrycznego, w obu restomodach MGB GT możemy liczyć na niemal równy rozkład mas 50:50. O odpowiednią trakcję wersji spalinowej dba zawieszenie skonstruowane we współpracy z firmą Nitron, zaś o wyhamowanie nadmiernego temperamentu sześcio- i czterotłoczkowe hamulce, odpowiednio dla przedniej i tylnej osi.
Rozmiar wentylowanych tarcz również jest konkretny – 310 mm. Frontline Cars twierdzi, że wzmocnieniu uległo także podwozie, co pozwala na swobodne wykorzystanie mocy samochodu.
MGB GT LE60 i MGB GT BEE: skąd czerpią moc?
Jeśli myśleliście, że w ślad za opisaną wyżej specyfikacją techniczną idzie także duża moc – nie rozczaruję Was. Ponieważ jednak jesteśmy na Petrolheart.pl, zaczniemy od wersji spalinowej, czyli LE60.

Za napęd tejże odpowiada silnik V8 Rovera o nieskromnej pojemności 4,8 l, krzesający z siebie imponujące 380 KM i 403 Nm. Za przekazywanie mocy na koła odpowiada pięciobiegowa skrzynia manualna Tremec połączona z dyferencjałem o ograniczonym poślizgu. Zestaw ten pozwala rozpędzić małego wojownika do setki w czasie około 4 s.

Niemniej imponująca pozostaje wersja elektryczna, również korzystająca z… manualnej skrzyni biegów. Co prawda parametry silnika elektrycznego nie są już tak imponujące – to 114 KM i 220 Nm – ale jestem przekonany, że użycie klasycznej przekładni i charakterystyka silnika elektrycznego dostarczają naprawdę sporo zabawy.
Bateria ma pojemność 40 kWh, zasięgu nie podano. Jeśli jednak spowodujesz wir w bak… a nie. Jeśli rozładujesz akumulator do zera, masz 5 godzin aby nabrać sił na kolejną rundę po torze.
Jeśli już rozmarzyłeś się o podbijaniu torów spalinowym restomodem na bazie MGB GT – musisz się pospieszyć
Wszystko co dobre szybko się kończy. Nie inaczej sprawa ma się z propozycją od Frontline Cars, planowane jest bowiem wykonanie 30 konwersji na wariant LE60, zaprojektowany by uczcić 60-lecie samochodu. W lepszej sytuacji są chętni na konwersję na napęd elektryczny – tu limitu nie przewidziano, a przynajmniej nie podano.
Szansa na zobaczenie aut na żywo i zamówienia konwersji dla siebie nadarzy się już 8 października w ramach Bicester Heritage Sunday Scramble. Pierwsze egzemplarze zaczną cieszyć właścicieli już w przyszłym roku. Elektryczny model BEE będzie dostępny także jako roadster, podczas gdy spalinowy LE60 – wyłącznie w zamkniętej odmianie GT.







