Jesień – czas deszczu, chłodu, wilgoci i dostawania z liścia z kratek nawiewu. Chciałoby się tu rzec jakieś ale, po którym wymieniłbym pozytywy, lecz dopowiem, iż jest to także czas ostatnich rajdów turystycznych i wyskakujących jak rude bąble na Fiacie Ritmo zakończeń sezonu. Jedną z takich imprez był 3. Hubertus Classic, który w niedzielę 15 października dodał jeszcze więcej koloru malowniczym drogom Opolszczyzny.

Zanim przejdziemy do, jak to się mówi, meritum, w skrócie wyjaśnię czym są w ogóle te całe rajdy turystyczne – a właściwie turystyczno-nawigacyjne. W końcu nie każdy miał do czynienia z tego rodzaju rozrywkami i może sobie pomyśleć, że to jakieś zgromadzenia motoryzacyjnych zwyroli bezlitośnie upalających zabytki klasy zero. Nie żebym był przeciwko – patrz Goodwood Revival lub LeMans Classic. No ale do rzeczy.

Rajd turystyczno-nawigacyjny- co to takiego?

Zasadniczo jest to wspaniała forma spędzania wolnego czasu ze swoim klasykiem/youngtimerem/gratem/gruzem, jeśli kręci Was coś więcej niż stanie i kopanie w Stomila, oraz zdmuchiwanie farfocli z lakieru i pucowanie go mikrofibrą z włosia peruwiańskiego bobra. Rajdy turystyczno-nawigacyjne są czymś w rodzaju gry w podchody, tyle że z samochodami – jeździmy trasą wyznaczoną przez różnorakie wskazówki nawigacyjne (Google Maps niekoniecznie tu pomaga), odpowiadamy na pytania związane z tym, co widzimy po drodze, oraz bierzemy udział w konkurencjach sprawnościowych.

Hubertus Classic

Hubertusowa nawigacja – czyli itinerer. Doceniamy różnorodność.

O ile nawigacja i pytania trzymają się na ogół pewnego kanonu, o tyle próby sprawnościowe ogranicza tylko wyobraźnia organizatorów. Przez ostatnie 10 lat trafiłem na naprawdę przeróżne zadania – od rozpoznawania części samochodowych po samym dotyku, przez parkowanie na centymetry, po sprint z taczką, na której znajdował się silnik od Malucha. Serio.

Kluczowym na takim rajdzie jest posiadanie zorganizowanego i uważnego pilota, który będzie nam mówił, gdzie mamy jechać i gdzie się zatrzymać. Polecam dobranie osoby zrównoważonej, z którą ewentualna dyskusja na temat słuszności obranej trasy nie grozi ciosem w czambo. Prawdziwymi hardkorami nawigacji są motocykliści, którzy albo są kierowcą i pilotem w jednym, albo jadą z pasażerem, który przykleja im materiały rajdowe na plecy i dyktuje co robić. Szacun. Udział samochodem posiada tę przewagę, że możemy wybrać się większą brygadą, w której każdy członek przejmuje inne obowiązki, a uwierzcie mi – niektóre rajdy są wyzwaniem nawet dla trzech par oczu.

A kto w tym czymś wygrywa? Otóż nie ten, który na mecie znajdzie się pierwszy – może to dać zupełnie przeciwny rezultat. Rajdy turystyczno-nawigacyjne polegają przede wszystkim na poprawnym rozwiązaniu zadań z trasy. Za każdą błędną odpowiedź, potknięcie w próbie sprawnościowej lub mocno przekroczony dopuszczalny czas przejazdu, załogi otrzymują punkty karne. Kto zdobędzie takowych najmniej, ląduje najwyżej w tabeli wyników. Dla urozmaicenia imprez organizatorzy często przyznają nagrody także w innych kategoriach – na przykład w konkursie elegancji (za stylowy wóz i pasujący do epoki ubiór załogi), fair play (za pomoc udzieloną innemu uczestnikowi), czy za najszybszy przejazd próby sportowej (jeśli organizator posiada dostęp do placu, gdzie takową próbę może wytyczyć).

Rajd turystyczny, Start, Wartburg, Fiat 124, Fiat 125

Przykładowy start rajdu – w tym przypadku Tatra Veteran Rallye w Ostrawie.

Z rajdów w Polsce możemy wybierać jak z gratów za pińcet w 2008 r. Wbrew pozorom, nie są to wyłącznie imprezy ociekające prestiżem i splendorem, z noclegami w czterogwiazdkowych hotelach, ale również przyziemne, graciarskie spędy, gdzie wpisowe nie przekracza 100 złotych polskich za załogę i gdzie można wystartować Fiestą z 1994 r. i nikt nie będzie na nas krzywo patrzył. Jeśli przekonuje Was taka zabawa z samochodem, polecam szukać wydarzeń tej kategorii na Facebooku – zapewniam, że w szczycie sezonu można sobie zaplanować rajd w dosłownie każdy weekend.

Trzeci Hubertus Classic, organizowany przez Opolski Ruch Pojazdów Zabytkowych i Klasyczne.KK, nawiązywał do europejskich tradycji myśliwskich

Napisałbym „jak nazwa wskazuje”, lecz ja sam nie wiedziałem o dniu św. Huberta (znanego również pod nazwą Hubertowiny), ale jak wiemy – podróże kształcą, a rajd to też taka jakby podróż. Owe święto polegało na tzw. pogoni za lisem – czyli grupową gonitwą konną za jeźdźcem z przyczepioną do ramienia lisią kitą.

Samochodowy Hubertus wzorował się co nieco na tej formule. Załoga zerowa, zwana lisem, ruszyła w drogę jeszcze przed startem rajdu i pokonała ją w zapisanym później czasie. Naszym celem było jak najdokładniejsze zbliżenie się do tego czasu, po drodze rozwiązując wszystkie zagadki opracowane przez organizatorów, oraz wzięcie udziału w próbach strzeleckich z użyciem wiatrówki i karabinu ASG.

Ach, no i najważniejsze – ze względu na to, że doświadczamy jeszcze ostatnich podrygów złotej, polskiej jesieni, rajd przeznaczony był dla aut zabytkowych (poza sezonem takie restrykcje idą w niepamięć). Wystartować mogły wozy, których produkcję modelu rozpoczęto przed rokiem 1989, lub 1991 – dla aut z bloku wschodniego. Wobec tego start i cała trasa były pełne naprawdę zjawiskowych samochodów, a kilka z nich doczłapało nawet zza południowej granicy. A to nie wszystko – rajd połączono z zakończeniem sezonu pod Zamkiem w Mosznej, który na ten dzień stał się gospodarzem istnego święta klasycznej motoryzacji. Ale o tym za chwilę…

Malownicza Opolszczyzna

Wczesnym rankiem wyruszyliśmy z Górnego Śląska moim francuskim voiture de champignon, by zdążyć na śniadanie w postaci kiełbasy z dzika, multum ciast, ciepłej kawy i chłodnej oranżady. Jako pilot towarzyszyła mi moja druga połówka pomarańczy, a jako dodatkowi nawigatorzy – dwa ananasy, w tym znany z naszej redakcji Franek. Już sam start pokazał nam, że mamy do czynienia z imprezą na wysokim poziomie. Pojazdy wszelkiej maści – od przedwojnia po lata 90. – zebrały się pod neogotyckim Pałacem Większyce. Powiedzieć, że ten pałac jest elegancki, to jak nic nie powiedzieć.

Hubertus Classic

Taki widok nas powitał. Jak tu się nie zakochać?

Imprezie towarzyszyła motoryzacja ze wszystkich stron świata. No, może brakowało trochę włoszczyzny i Skandynawii.

Hubertus Classic

Wspaniały, autentyczny Taunus P5, wyglądający na dopiero co wytarganego z szopy pod Kolonią.

Volkswagen Scirocco

Wczesne Scirocco dwójka – bez prawego lusterka, za to z niebieską tapicerką.

Hubertus Classic

Jest i coś dla masoch… no dobra, wczesne 125p nie trafia się codziennie.

Hubertus Classic

Był czas, kiedy Opel potrafił robić i ciekawie, i ładne wozy. Na zdjęciu model Commodore.

Hubertus Classic

DKW z 1928 r., i to bez kosza – ten pan nie uznawał miękkiej gry.

Chwila oczekiwania na odprawę pozwoliła na spokojne sfotografowanie wszystkiego, co miało cztery koła. Dwa zresztą też. W ramach pakietu startowego otrzymaliśmy wskazówki nawigacyjne, bilety do Zamku w Mosznej, płyn do spryskiwaczy, bon na ucztę z dzika na mecie, oraz numer startowy 22. Przed grzaniem świec czekała nas jeszcze pierwsza konkurencja strzelecka z wiatrówką w dłoniach. Zaraz potem około 50 załóg zaczęło ustawiać się w kolejce do bramy wyjazdowej.

Hubertus Classic

Przedstawiciele splendoru – Baron i Lord.

Peugeot 505, Mercedes W123, Polonez, Borewicz, Pałac Większyce

Kolejka do startu. Grzejemy bolid.

Ciach! Ruszamy

Pierwsza trasa, stosunkowo prosta i dokładnie opisana (aczkolwiek z małym potknięciem dotyczącym podanej odległości między manewrami) zaprowadziła nas do kolejnej próby strzeleckiej – tym razem z karabinu ASG z celownikiem kolimatorowym. Zaiste wygodna rzecz. Tutaj skończył się pierwszy etap, po którym otrzymaliśmy ogromną mapę, prowadzącą nas przez urokliwe miejscowości w okolicach Kędzierzyna-Koźla.

Fiat 126p, Opolszczyzna

Jedna z wielu malowniczych dróg, których nie było czasu spokojnie sfotografować. Ciśniemy za Malczanem.

Drugi etap zawiódł nas do zapuszczonego Pałacu Rozkochów nieopodal Głogówka. Tam czekało na nas (oczywiście) strzelanie oraz, dla odmiany, zadanie piesze – otóż w Pałacu urządzono galerię sztuki, w której mieliśmy odszukać określone eksponaty i spisać z nich pewne szczegóły. Ci, których spostrzegawczość nie wyprowadziła na manowce, mogli w wolnej chwili skorzystać z namiotu z produktami regionalnymi, rozstawionego specjalnie z okazji Hubertusa.

Pałac Rozkochów, VW 1200, Garbus, Ford Orion

Pałac pałacem, ale Orion po prawej był w stanie gabinetowym i dzierżył czarne blaszki.

Pora na ostatni, najdłuższy etap – przez niego zaprowadził nas klasyczny itinerer rajdowy, z którym można spotkać się na przeważającej większości imprez tego rodzaju. Obyło się bez błądzenia jak dzieci kukurydzy we mgle wojny (znane przysłowie), a i sama droga obfitowała w pewne smaczki, jak na przykład gnijące BMW E21 na czarnych, poniemieckie maszyny rolnicze, czy brodzenie w wodzie dla załóg o porządnym prześwicie.

Mercedes W126, C126, Lorinser, Mercedes C126

Jedna z napotkanych załóg – Mercedes C126 Lorinser. Wspaniałość.

Wołga, Volga, GAZ-24, GAZ 24

Nie ma róży bez ognia, nie ma rajdu bez czarnej Wołgi.

No i cyk, meta!

Sam wjazd na nią pozostanie na długo w naszej pamięci – wszak niecodziennie zdarza się wjechać pod sam Zamek w Mosznej, otoczeni tysiącami ludzi przybyłych na zakończenie sezonu. Zaparkowaliśmy w strefie przeznaczonej dla rajdowców i nie zwlekając, udaliśmy się na to, co lubimy najbardziej – na graciarskie łowy.

Moskwicz Aleko, Aleko, Moskwicz 2141

Nasi południowi sąsiedzi też lubią, jak boli. Moskwiczem Aleko nie zajedziesz daleko.

Auto Union, DKW, DKW 1000

Jeden z dwóch (!!!) Auto Unionów 1000, które odwiedziły Zamek w Mosznej.

Triumph TR7, Triumph, Roadster

Jeśli myślicie, że Merc R107 jest nieproporcjonalny, to nie znaliście Triumpha TR7.

Hubertus Classic

Mon dieu! 404 to jeden z pierwszych pancernych Peugeotów.

Citroen BL11, Traction-Avant

O! Nareszcie Traction Avant, który nie jest czarny bądź biały.

Hubertus Classic

Rzadki okaz Golfa I bez przysłowiowej gleby i felgi.

Volvo 480, 480, Shooting Brake

Ale bym takim Volvo 480 jeździł. Nawet bardziej, niż 360-ką.

Żuk, UAZ 452, Stonka, Buchanka

Romans Stonki z Żukiem skończy się panewki hukiem.

Spacer wśród tych nietuzinkowych okazów zakończyliśmy gorącą kawą i świeżym mięchem z dzika, oraz ostatnią próbą strzelecką. Niestety, ze względu na pewne problemy techniczne związane z liczeniem wyników, nie dowiedzieliśmy się czy ponieśliśmy sromotną porażkę – w zasadzie nadal czekamy. No nic, zdarza się – 3. Hubertus Classic zgodnie uznaliśmy za niezmiernie udaną imprezę i szczerze nie możemy doczekać się kolejnej edycji, zaplanowanej na 20 października 2024.

Przed odjazdem Peżot zaliczył krótką sesję na tle Zamku, a także poinformował nas, że potrzebuje nowego wysprzęglika, gubiąc jakąś połowę zapasu DOT-4 ze zbiornika i nie pozwalając na swobodne manewrowanie. No ale nie po to kupuje się francuskiego grata, żeby jeździć bez awarii.

Peugeot 505, 505, Zamek Moszna

No, to teraz jeszcze wymienić wysprzęglik i można latać dalej.

Spodobał Ci się ten tekst? Rozważ postawienie nam wirtualnej kawy - dzięki!

Postaw mi kawę na buycoffee.to