Kojarzycie Beavisa i Buttheada? Dwóch nastoletnich, tęskniących za rozumem obywateli rysunkowych Stanów Zjednoczonych charakteryzujących się specyficznym śmiechem? TAK, wiem, tematem miała być Honda NSX, ale dajcie mi chwilę.
W jednym z odcinków twórca kreskówki, Mike Judge, którego zresztą podejrzewam o bycie ukrytym petrolheadem, umieścił Chevroleta Corvair w roli obiektu westchnień głównych bohaterów. Mike w humorystyczny sposób kilkukrotnie kreatywnie zjechał (lub zdyskredytował, wedle uznania) twory motoryzacyjne odbiegające od swoich czasów lub obiektywnie złe.
Właściciel wspomnianego Chevroleta został uznany przez naszych ulubieńców za nadzianego, prawdopodobnie przez wzgląd na stan wspomnianego pojazdu i ogólną ignorancję motoryzacyjną. Chwilę potem naszym oczom ukazuje się wspomniana persona, oświadczając że (delikatnie rzecz ujmując) przewaliła cały swój majątek na ratowanie tylnosilnikowego ucieleśnienia abominacji. W przeciwieństwie jednak do narysowanego Corvaira, na zasadniczy podmiot dzisiejszego wpisu realnie istniejący w trójwymiarze pozwolić sobie mogą faktycznie nadziani realnymi środkami pieniężnymi.
Honda NSX nie wymaga przedstawienia i niemal w każdej materii broni się sama…
… choć ta należąca w przeszłości do Ayrtona Senny z pewnością zasługuje na nieco więcej uwagi niż pozostałe. Choć sam nie jestem fanem sportów motorowych (nie znaczy to że ich nie lubię, po prostu mnie jakoś bardzo nie grzeją), nie mogę odmówić nieszczęśliwie zmarłemu przed niemal trzema dekadami posiadania cojones ze stali najwyższego gatunku. Gdyby hasło albo grubo albo wcale miało się zmaterializować, zdecydowanie stałoby się to przy jego narodzinach.
Senna doskonale wiedział jak jechać i do czego służy bolid. Zapewne też wiedział do czego służy Honda NSX i mogę założyć się, że podobnie jak Gordon Murray bardzo doceniał ten wóz. Choć sam nigdy nie położyłem swych łap na tym dziele inżynierii, ufam że te dwie osobistości pozostają bardzo dobrym wyznacznikiem kunsztu inżynieryjnego.
Honda NSX jest zapewne bliska jeżdżącej perfekcji
Jeśli kiedykolwiek przejadę się tym modelem lub, co lepsze, nabędę odpowiedni egzemplarz, obiecuję zmienić powyższe zdanie. Obietnica wynika z poszanowania dla niepodważalnych guru w temacie konstruowania i wyczynowego prowadzenia samochodu. Obstawiam zresztą, że uśmiech Jokera zmaterializuje się na mojej twarzy bez użycia dodatkowych narzędzi.
Istnieje niewiele aut tak dobrze narysowanych. Od premiery minęło 35 lat, a pojazd nadal robi piorunujące wrażenie. Proporcje w każdym calu są po prostu perfekcyjne, a detale dopracowane i spójne – bez wątpienia.
Honda Ayrtona Senny z pewnością nie jest egzemplarzem na daily
Bzdura, oczywiście że jest. Są rzeczy, których kupić nie można, ale za niektóre warto odpowiednio zapłacić. Mam szczerą nadzieję na to, że nabywca opisywanego egzemplarza bez zawahania dokręci licznik tak bardzo jak to będzie możliwe. A pole do popisu jest ogromne, bowiem obecny stan drogomierza wczesnego, 3-litrowego egzemplarza wynosi 62900 km. Niestety nie wiadomo ile z nich nakręcił sam Ayrton Senna.
Jeśli masz spory nadmiar gotówki lub zapas nerek niewiadomego pochodzenia – możesz już zacierać ręce do czerwoności
Jeśli się postarasz to ich barwa będzie licować z oferowanym samochodem. I raczej nieszczególnie interesuj się liczarką, przyda się waga. Oczekiwana kwota bowiem wynosi 500 tys. funtów.
To jak, w co dziś zainwestujesz? W motoryzacyjnego świadka historii czy w apartament w Warszawie?
Zdjęcia: Auto Trader




