Honda Elysion jest w moim posiadaniu już od jakiegoś czasu i jak dotąd przejechałem nią ponad 4000 km. Pora zatem na kilka podsumowań: czy było warto, co się zepsuło, czy zostałem oszukany, czy jednak są miejsca na świecie, gdzie da się kupić auto bez oglądania.
No dobra, ale czym jest ta Honda?

Tak Honda Elysion prezentowała się w materiałach promocyjnych. Na zdjęciu wersja Prestige (na zdjęciu głównym: Elysion Aero). Na rynku japońskim powszechne jest stosowanie różnych przodów i tyłów nadwozia dla różnych wersji tego samego auta.
W pewnym momencie Honda zdecydowała, że trzeba stworzyć konkurencję dla lokalnego duopolu Nissana i Toyoty w kategorii luksusowych vanów. Elgrand i Alphard podzieliły japoński rynek, swoją drogą w tamtym czasie bardzo dochodowy. W 2004 r., podczas Tokyo Motor Show zaprezentowany został 8-osobowy van od trzeciego gracza – Honda Elysion. Była to dość nowa konstrukcja, która bazowała wprawdzie na modelu Odyssey, ale miała przesuwne drzwi. Tu mała uwaga, bo nazewnictwo jest trochę mylące: Honda Odyssey w tamtym czasie występowała na świecie w (przynajmniej) dwóch wersjach: RL1 i RB1/2. RL1 była wersją przeznaczoną na rynek północnoamerykański i była znana także pod nazwą Honda LaGreat. Natomiast RB1/2 była międzynarodową wersją, bez przesuwnych drzwi. Były to różne auta, nawet jeśli chodzi o wymiary RL1 było większe o niemal 40 cm od RB1.
Początkowo zakładano sprzedaż na poziomie 4000 sztuk miesięcznie, w przedsprzedaży zamówiono 10000 egzemplarzy. Auto miało wyłącznie silniki benzynowe: 4-cylindrowy K24 o mocy 160 KM i dwa V6 o mocach, odpowiednio, 250 KM i 279 KM.
Nazwa to z mitologii greckiej Elizjum – czyli miejsce pobytu dusz zmarłych bohaterów. Nie wiem, czy to najlepsza nazwa dla auta, zwłaszcza biorąc pod uwagę wyczyny polskich wojowników dróg. No ale biorąc pod uwagę sympatię Japończyków dla Francji, brzmi to sympatycznie i kojarzy się z polami elizejskimi.
Uprzedzając fakty: auto w sumie nie odniosło aż tak wielkiego sukcesu, więc w 2013 r. zaprzestano produkcji tego samochodu w Japonii. Żeby jednak było ciekawiej, nazwa Elysion żyje do dziś – samochody o tej nazwie nadal sprzedaje się w Chinach poprzez joint venture Hondy (Dongfeng Honda).
Co ja kupiłem?
Moja Honda Elysion to w zasadzie najtańsza wersja – z silnikiem K24 o mocy 160 KM. Jako że posiadałem kiedyś Hondę Civic Type-S z silnikiem K20 (bodajże A3), miałem wyłącznie dobre wspomnienia z tą jednostką. Ceniłem ją za oszczędność, wkręcanie się na obroty, dobre osiągi. V6 pominąłem, bo w Japonii i tak nie ma gdzie jeździć szybko – autostrady mają ograniczenia i znając V6 z mojego drugiego vana stwierdziłem, że 4 cylindry dadzą mi trochę oddechu przy dystrybutorze (bo ceny paliwa w Japonii są rekordowo wysokie – w chwili pisania litr benzyny regular to 174 JPY czyli 5,01 PLN. Wiem, wiem – w Polsce jest znacznie gorzej)
No to wsiadamy
Pierwsze wrażenie z zewnątrz: to naprawdę duży Civic Mk VII! Ale wygląda dobrze i zaskakująco nowocześnie nawet dzisiaj. Bardzo spokojna stylistyka, mniej chromu i odwagi stylistycznej niż w przypadku Vellfire, Alpharda czy Elgranda. Pod tym względem Honda zdecydowanie lepiej się starzeje.

Typowa sytuacja pod przedszkolem: Toyota Vellfire (poprzedni model), aktualna Toyota Esquire i Elysion.
Pierwsze wrażenie jest takie, że to bardziej samochód osobowy niż van z perspektywy kierowcy. Wprawdzie siedzi się dość wysoko, dźwignia zmiany biegów jest w konsoli, ale jest się obudowanym kokpitem. Charakterystyczną cechą Elysiona jest niebieskie podświetlenie zegarów sprawiające wrażenie głębi – nie wiem dlaczego, ale była to rzecz eksponowana w folderach reklamowych Hondy.
Sama konsola jest czytelna, ale to klasyczny misz-masz języka angielskiego z japońskim. Chyba nigdy nie ogarnę, czemu nie udało się zrobić przycisków w jednym języku. Niemniej rozumiem ekscytację producentów ekranami LCD – dzięki nim taki bałagan można łatwiej ogarnąć. Na marginesie – moja kierownica jest dość mocno zużyta na górze jak na 77000 km przebiegu – ale może to kwestia temperatur, które w Japonii bywają naprawdę wysokie.
Istotna sprawa – fotele są bardzo przyjemne. Wprawdzie nie jest to wygoda na zasadzie „o muj borze, nigdy nie miałem lepszego fotela”, ale raczej „przejechałem już 500km i muszę siku, a faktycznie, plecy mnie w ogóle nie bolą”. Do tego jeszcze wrócę, bo tego rodzaju odczucia miałem dość często przy tym aucie. W sensie te dotyczące wygody, nie załatwiania potrzeb fizjologicznych.
Honda Elysion – jakie jest jej wnętrze?
Przestronne. Zdecydowanie z tyłu jest to bardziej van niż z przodu. Elysion nie posiadał wersji 7-osobowej (z kapitańskimi fotelami), była tylko jedna wersja: 8-osobowa. Drugi i trzeci rząd dzielą się w proporcji 1:2, środkowa część rzędu jest składana. Można je też rozłożyć do (względnie) prostego łóżka. Rzędy można dowolnie przesuwać (na zdjęciu widać szyny).
No i tu pierwszy zgrzyt. Wydawało mi się przed zakupem, że tylna kanapa może być łatwo zdemontowana albo podniesiona do pionu przy ścianach bocznych, jak w starym Mitsubishi Delica. No nie. Można tylko podnieść siedzisko żeby zminimalizować rozmiar, ale to tyle. Odkręcać foteli mi się nie chce, nie bardzo mam samozaparcie (i potrzebę), ale byłoby fajnie jakby można je szybko wyjąć. Nie jest to bardzo istotna sprawa, ale to pierwsze uczucie zawodu.
To co mi jednak osłodziło ten zawód to wewnętrzny podwieszany telewizor dla pasażerów. Fantastyczna sprawa gdy się jedzie z dziećmi, na dodatek nie rozprasza kierowcy bo jest niezależne od monitora na konsoli środkowej. Niestety, małe rozczarowanie nadeszło potem, bo działa dobrze z DVD… Niestety, to era przed Android/iPhone Auto i na razie szukam prostego rozwiązania. No, ale jak się ma DVD to jest ok (na szczęście lokalna biblioteka ma trochę DVD dla dzieci).
Jak Honda Elysion jeździ?
Jeździ… Dobrze. Tylko tyle, a może aż tyle?
Z perspektywy pasażera jest dobrze, nie ma się do czego przyczepić. Jest cicho. Jest przestronnie. Auto ma dobrze zaprojektowany układ klimatyzacji i ogrzewania – działa bardzo sprawnie czy to chłodząc, czy (ostatnio) ogrzewając samochód. Te auta były używane jako taksówki, więc dla pasażera naprawdę jest to bardzo wygodne auto. Jedyna rzecz, która mnie zastanawiała jako pasażera – dlaczego środkowy rząd ma miejsce na kubek, a tylny nie?
Z perspektywy kierowcy jest… też dobrze, jednak jest kilka ale
To może najpierw to, co jest dobre. Przede wszystkim: zawieszenie. Jest BARDZO dobrze dobrane pod względem twardości i komfortu. Auto jest sztywniutkie, wręcz jak Seba na bagietach. Świetnie tłumi nierówności, ale pozwala na szybszą jazdę w zakrętach. Jest to duża różnica w stosunku do Elgranda/Alpharda – one są jednak bardziej komfortowe i nie pozwoliłbym sobie na pokonywanie zakrętów tak jak w Elysionie.
Silnik… Tu trochę na dwoje babka wróżyła. Silniki serii K są świetne, ciche i dość oszczędne. Natomiast pazur pokazują przy kręceniu wyżej. No i tu jest pewien szkopuł – niby Hondzie nie brakuje mocy i na autostradzie przyspiesza bez wysiłku. Niestety dynamiczne wyprzedzanie na drodze z jednym pasem ruchu tym autem, o takiej masie i z automatyczną skrzynią biegów jest niezbyt realne. Co do spalania to w górach w cyklu wiejsko-górzystym spala nieco powyżej 11 l/100 km. Przyznam że wspominam czasem moje V6 z Elgranda z rozrzewnieniem (choć nie przy dystrybutorze).
Ogólnie jednak silnik jest na plus. Na początku roku jeździłem przez miesiąc po Polsce dość nowym Citroenem C4 SpaceTourer z nieco słabszym silnikiem (jednak jest to auto o klasę mniejsze). Nie da się ukryć, że Honda sprawia wrażenie zdecydowanie mocniejszego auta (zresztą podsumowując wszystko inne, to ze dwie klasy wyższego, pomimo mojej sympatii do C4).
No i ostatnia rzecz, ta mityczna jakość plastików. To auto ma 14 lat. Naprawdę NIC w nim się nie rusza, nie trzeszczy, nie telepie. Jeśli coś słychać, to znaczy że położyłeś gdzieś drobne czy długopis. Tak jak nigdy nie zwracałem na to uwagi, to w tym aucie po prostu wszystko jest spasowane tip-top.
Jeśli chodzi o wady…
Bardzo lubię popijać kawę podczas jazdy. W moim Elgrandzie mam 7 (!) miejsc pod kubeczki dostępne z perspektywy kierowcy. Natomiast w Elysionie mam teoretycznie dwa – ale nie są one w zbyt wygodnym miejscu, a na dodatek ścianka podłokietnika skutecznie ogranicza miejsce. To zostało poprawione w następnym roczniku, ale mój pech – nie wiedziałem o tym przed zakupem.
Dużą wadą dla mnie jest brak zamykania tylnej klapy z pilota i dość słabo działające przyciski w klamkach. Honda chciała mieć przyciski dotykowe, ale (może przez wiek) nie działają one tak dobrze jak normalne przyciski. Jeśli chodzi o klapę, to ze względu na moje małe dzieci wolę odejść z nimi od auta i zamknąć klapę z pilota (bo jak się kręcą wokół samochodu, mogę trafić w głowę).
W sumie to żadna wada, ale w bagażniku jest miejsce pod podłogą. W Elgrandzie jest podobnie, jest tam naprawdę obszerny schowek. W Elysionie ma on może z 5 cm głębokości. Dziwne.
Co się zepsuło?
Nic… prawie.
Po kilku dniach przestały mi się włączać światła przy otwieraniu drzwi. Zestresowany przewertowałem instrukcję obsługi, ale nie mogłem znaleźć przyczyny ani nawet wyłącznika świateł. Napisałem do sprzedawcy, po czym przyszła odpowiedź. No właśnie, sprzedawca odpisał wieczorem i wskazał mi gdzie jest przycisk do świateł wewnętrznych. Może to tylko ja, ale naprawdę nie mogłem dojść do tego gdzie był zlokalizowany.
Czyli?
Mam z tym autem pewien zgryz. Ile razy myślę o czymś co mnie w nim irytuje, to stwierdzam, że w sumie po prostu moje oczekiwania były rozbuchane.
Trochę też czuć że to auto z nieco minionej epoki – widać to po mocno analogowym wnętrzu, braku małych udogodnień jak wbudowanych gniazd USB, firmowej nawigacji bez możliwości łatwego połączenia z Androidem/iPhonem (choć jest zaawansowana jak na tamte czasy, ma nawet dostępny twardy dysk, czy można wyjąć kartę PCMCIA). Trafiła też na rynek w czasie, gdy Elgrand i Alphard szykowały się do zmiany pokoleniowej. Choć zapewne jest bardziej zaawansowana od ówczesnych modeli, następna generacja aut konkurencji była znacznie bardziej komfortowa od Hondy. Honda postanowiła nie przedłużać agonii i w 2013 r. zamknęła produkcję w Japonii. Obecnie największym vanem na rynku japońskim jest StepWGN. Natomiast Elysion wrócił na rynek w Chinach i tam sprzedaje te zakładane 4000 sztuk miesięcznie.
Elysion jest naprawdę pozbawiony większych wad. Z tym że wiele z zalet bierze się za pewnik – tak jak wygodne fotele, dobrą pozycję za kierownicą czy udany silnik. W przeszłości miałem auta, jak choćby Hyundai Getz, którego wnętrza nie potrafię sobie przypomnieć nawet gdy zamknę oczy – choć był to bardzo uczciwy kawał żelaza. Z Elysionem wiem, że będzie inaczej, to nie jest nijakie auto.








