W komentarzach napisanych pod moimi poprzednimi recenzjami oraz testami samochodów luksusowych, w których zazwyczaj zamieszczałem luźne uwagi dotyczące mojej pracy, kilku Czytelników wyraziło zainteresowanie moją branżą, więc dzisiejszy artykuł poświęcę w całości opisowi tej ciekawej profesji. Jeśli jesteś zainteresowany tym, jak wygląda praca szofera – dobrze trafiłeś.

Na początku zaznaczę, że opowiem nie tylko o swojej pracy, co o całym rynku, bo szofer możliwości pracy ma mnóstwo – od jeżdżenia na etacie, przez bycie wolnym strzelcem, po prowadzenie własnej firmy. Opowiem Wam kim jest szofer, jakie ma możliwości pracy, oraz o paru innych aspektach tej pracy. Zdecydowana większość informacji i spostrzeżeń opiera się na rynku londyńskim, bo sam pracuję w Wielkiej Brytanii i realia angielskiej stolicy są mi znane bardziej niż jakichkolwiek innych miast.

Białe rękawiczki i czapki szoferskie przeszły już do historii. / fot. noraismail, Shutterstock.com

Praca szofera – rys historyczny

Zawód szofera jest niemal tak stary, jak sama motoryzacja, zmieniają się jedynie przyczyny zapotrzebowania na tę profesję. Na przełomie XIX i XX w. automobile stanowiły głównie fanaberię bogaczy – nie były zbyt użyteczne, ponadto wymagały sporych umiejętności, zarówno w prowadzeniu jak i w obsłudze technicznej. Dawne automobile były tak uciążliwe, że z dzisiejszego punktu widzenia aż trudno uwierzyć, że ludzie chcieli nimi jeździć. Samochody bywały wtedy przejawem snobizmu, ale szybko zdobywały popularność wśród ówczesnej śmietanki towarzyskiej i jeśli świeżo upieczony właściciel takiego automobilu nie był prawdziwym pasjonatem, to potrzebował szofera, żeby móc korzystać ze swojej nowej zabawki. Nawet jeżeli ówczesny bogacz potrafił sam prowadzić i serwisować swój automobil, to jego obsługa wymagała tyle pracy, zarówno przed podróżą, jak i po niej, że i tak potrzebny był człowiek, który to wszystko zrobi. Za potwierdzenie tych wszystkich trudności w tamtej epoce niech świadczą słynne słowa wypowiedziane niegdyś przez Gottlieba Daimlera, jednego z czołowych pionierów motoryzacji: „… na świecie nigdy nie będzie więcej niż milion automobili, bo człowieka pracy nigdy nie będzie stać na zatrudnienie szofera…”

Chętnych na przeczytanie o tym jak dokładnie wyglądała praca szofera u zarania automobilizmu, zapraszam do Szczepana na Automobilownię, wielkiego autorytetu w dziedzinie historii motoryzacji, a prywatnie mojego znajomego. Link znajdziecie TUTAJ. Streścił on dla nas poradnik szofera z 1906 r.!

praca szofera

Po ponad stu latach zmieniły się przyczyny zapotrzebowania na zawód szofera oraz stosunek jego pracy. Prowadzenie samochodu od dekad jest na tyle łatwe, że stało się dostępne dla większości społeczeństwa państw rozwiniętych, ale pojawiły się nowe problemy – przede wszystkim z parkowaniem, ale i z natężeniem ruchu w dzisiejszych metropoliach. Często zostawianie samochodu w docelowym miejscu podróży jest niemożliwe, a i sam przejazd może być stresujący. Zatrudnienie szofera lub skorzystanie z jego usług sprawia, że można wysiąść pod samymi drzwiami biura, restauracji lub teatru i nie przejmować się parkowaniem, a później wsiąść w tym samym miejscu. Szofer weźmie też na siebie wszelkie przeciwności związane ze współczesnym ruchem drogowym wielkich miast, a właściwie to sposobem swojej jazdy rozwiąże je, jeszcze zanim się pojawią – ale o tym opowiem w akapicie poświęconym prowadzeniu.

Dzięki tym umiejętnościom i luksusowemu samochodowi, szofer potrafi zmienić konieczność przemieszczenia się w przyjemność. Nie jest to przesada z mojej strony, bo zdarza się, że klienci, zarówno stali, jak i ci przypadkowi, żegnają mnie słowami: „Dziękuję, to była czysta przyjemność”. Ponadto kilkukrotnie zdarzyło mi się, że osoba korzystająca z moich usług chciała po prostu jeździć, nieważne gdzie. Oczywiście na regularne podróżowanie z szoferem pozwolić sobie mogą jedynie najbogatsi, więc dla zapotrzebowania na usługi szoferskie kluczowe są dwa czynniki: zamożność miasta (nie tyle średnia zarobków, co liczba bogatych mieszkańców i przyjezdnych), oraz trudność prowadzenia samochodu w danej lokalizacji.

Londyn świetnie spełnia oba warunki, dlatego w stolicy Wielkiej Brytanii są setki, jeśli nie tysiące szoferów. Londyn ma najwyższy współczynnik występowania multimilionerów na terenie Europy, choć wszystko zależy od zestawienia, bo używając innych wskaźników, najlepsza okazuje się… Moskwa. Żeby było bardziej obrazowo, to na terenie Londynu znajduje się około 150 pięciogwiazdkowych hoteli, a w Warszawie jest ich 10 [Przypis autora: 10 pięciogwiazdkowych było na początku 2022 roku. W chwili aktualizacji tekstu, w drugiej połowie 2024 jest już tych hoteli 15, z czego niektóre oferują usługi znacznie droższe od tych dotychczasowych. To dobitnie pokazuje, jak szybko rozwija się Warszawa i że obecnie Polska jest… modna]. Samo prowadzenie samochodu w tej wielokulturowej metropolii nie należy do łatwych, bo zmagać się trzeba z ogromnym natężeniem ruchu i wszechobecną ciasnotą. Żeby napisać obrazowo, choć tym razem subiektywnie, to kiedy odwiedzam polską stolicę, to przy Londynie Warszawa wydaje się być miastem-widmem, a warszawskie ulice przy londyńskich wyglądają jak autostrada.

praca szofera

Czym się różni szofer od kierowcy?

Kierowca po prostu prowadzi samochód, a szofer dba o potrzeby klienta i do tego prowadzi samochód. To zupełnie inny poziom oraz zakres świadczonych usług. Nawet jeśli w większości przypadków potrzeby ograniczają się do prowadzenia samochodu, to zdarzają się też zadania dodatkowe, a szofer zawsze chętnie je wykona i co najważniejsze – zrobi to dobrze. Przykład z życia: zawiozłem klienta do opery, a ten poprosił mnie, żebym w czasie trwania spektaklu pojechał do jego apartamentu, zabrał opisane przez niego walizki i zawiózł je do innego hotelu na miesięczne przechowanie. Przypadkowemu kierowcy nikt kluczy do apartamentu nie da, a szoferowi – jak najbardziej.

Chodzi tu o dość proste zadania, które jednak wymagają zaufania i pewności, że człowiek właściwie wszystkiego dopilnuje. Może to być odwiezienie dzieci do szkoły, zarezerwowanie stolika w restauracji, czy pomoc w załatwianiu spraw życia codziennego. Szofer to też gwarancja doświadczenia – nie ma takiej możliwości, żeby wykonywać ten zawód bez wcześniejszego doświadczenia w jeżdżeniu czy znajomości kluczowych lokalizacji. Szofer to człowiek, który w pracy wszystko ma dopięte na ostatni guzik, zwraca uwagę na najmniejszy szczegół i dąży do perfekcji. Za przykład niech posłuży moje spotkanie z kolegą, który też jest szoferem. Wsiadł do mojej S-Klasy i po chwili mówi:

– Masz brudny plastik na podłodze pod fotelem.

– Wiem, ale nie ma najmniejszych szans, że zauważy to ktoś niebędący szoferem.

– No tak.

Z drugiej strony, to luksus polega m.in. na dbałości o każdy najmniejszy detal i nawet jeśli żaden pasażer czegoś nie zauważy, to szofer i tak to zrobi dla własnej świadomości, że jest porządnie – to zwiększa zawodową pewność siebie i swoich usług. Ostatecznie więc po uwadze kolegi wspomniany plastik wyczyściłem.

Szofer o wiele więcej planuje

O ile kierowca może wcisnąć w nawigacji „Jedź” i po prostu wykonywać jej polecenia, tak szofer dodatkowo upewni się, że miejsce docelowe jest tam, gdzie pokazuje nawigacja, a nie za rogiem lub po drugiej stronie ulicy, zwróci uwagę na punkty charakterystyczne, żeby nie przegapić lokalizacji i wykorzysta w planowaniu swoje doświadczenia oraz wiedzę. Na jednym ze szkoleń usłyszałem świetny tekst dotyczący przygotowań: By failing to prepare, you are preparing to fail. Zarówno samochód szofera (na zewnątrz i w środku), jak i jego wygląd są nieskazitelne i słowo to nie jest użyte na wyrost – w tej branży używa się takich określeń, bo słowo czysty lub schludny nie odda w pełni standardów.

Szofer musi być też świetnie zorganizowany i tak rozplanować swój czas, żeby zdążyć z tym co ma do zrobienia, zanim np. klient skończy spotkanie biznesowe. Dobra organizacja wynika też z korzystnych nawyków – jeśli trafi się niespodziewana wolna chwila, to szofer wykorzysta ją na toaletę lub posiłek, dzięki czemu później będzie bardziej elastyczny i bez problemu dostosuje się np. do późniejszej nagłej zmiany planów czy wydłużenia całego zlecenia lub dnia pracy. Kierowca o tym wszystkim myśleć nie musi, bo on jedzie tylko z punktu A do B i jego rola na tym się kończy.

Szofer przestrzegając wysokich standardów branżowych dba o dyskrecję oraz zapewnia prywatność swoim klientom i dlatego nie mogę zdradzać tu jakichkolwiek szczegółów, przez które można zidentyfikować konkretnego człowieka. Kierowca nie ma takich zobowiązań, ani nie musi dbać o swoją reputację w aż takim stopniu. Szoferów wyróżnia też zaangażowanie, oddanie pracy i duma ze świadczonych przez siebie usług, podczas gdy kierowcy może się zdarzyć jechać jak za karę. Szofer zna i stosuję szoferską etykietę, a jego umiejętności drogowe są na najwyższym poziomie. Ponadto szofer zazwyczaj jest ambitniejszy zawodowo i chętnie się szkoli ciągle zwiększając swoje umiejętności. Zapewnia też większe bezpieczeństwo, ma aktualny certyfikat pierwszej pomocy i podstawowe umiejętności z zakresu obserwacji pod kątem potencjalnych zagrożeń, a dzięki parkowaniu umożliwiającemu szybkie odjechanie, odpowiednim nawykom i pewności siebie, minimalizuje ryzyko kradzieży czy napadu. Zorientuje się, że jest śledzony i będzie wiedział co zrobić. Nie zostawi przez pomyłkę otwartej klapy bagażnika, ani nie da sobie wyrwać walizki z ręki, bo w niej mogą znajdować się miliony i to dosłownie.

Krótka anegdota dotycząca gotówki: najbogatsi jak najbardziej wciąż jej używają i to w znacznych ilościach. Kiedyś wiozłem jednego ze swoich stałych klientów, a ten aż nie mógł się doczekać, żeby mi opowiedzieć, że wymienił swoje Ferrari na inny model. Od słowa do słowa, przeszło na temat znanego, wyspecjalizowanego w super-samochodach salonu w którym je kupił. Mój pasażer powiedział, że wcześniejszy klient tej firmy zapłacił za któryś hiper-samochód Ferrari 980 tys. funtów (ponad 5 mln zł) gotówką. W salonie były maszynki do liczenia pieniędzy i duży sejf – pracownicy byli przygotowani i nie byli zdziwieni, czyli to się zdarza. Dodam do tego, że podczas podróży prywatnymi odrzutowcami wszelkie kontrole ograniczone są do minimum, więc nigdy nie wiadomo, czy jakaś walizka nie jest wypełniona po brzegi gotówką.

Na koniec jedna z ważniejszych cech szofera:  umiejętności interpersonalne na wysokim poziomie. W branży bardzo dużo mówi się o inteligencji emocjonalnej i empatii – dzięki niej szofer potrafi wyczuć emocje i oczekiwania klienta lub szefa, więc świetnie dostosowuje swoje podejście i działania do danej sytuacji. Podsumowując, nie każdy kierowca jest szoferem, ale każdy szofer jest świetnym kierowcą, a różnice między nimi są znacznie większe, niż mogłoby się wydawać. Można też uznać za pewnik, że obowiązki wspólne dla obu grup szofer wykona lepiej i bardziej profesjonalnie od kierowcy.

 

fot. photo-denver, Shutterstock.com

Gdzie i jak pracuje szofer?

Na przełomie XIX i XX w. szofer był służącym, a dziś – nawet jeśli pracuje dla konkretnej rodziny – najwyżej pracownikiem etatowym, członkiem personelu. Dzisiejszy szofer może pracować na etacie lub na własny rachunek. Może wozić tylko jednego człowieka lub setki różnych pasażerów – możliwości jest mnóstwo.

Zaczynając od etatu, tutaj znów pojawia się kilka dróg kariery do wyboru, które podzielę na trzy grupy. Pierwsza opcja to stała praca dla tzw. UHNWI (Ultra-High-Net-Worth Individual), czyli ludzi, których tzw. wartość netto (wartość całego majątku pomniejszona o kwotę długów i zobowiązań) przekracza 30 mln dol. Ci ludzie są tak bogaci, że mogą zatrudnić szofera na stałe i z finansowego punktu widzenia nie robi im to wielkiej różnicy. Albo wręcz odwrotnie – zatrudniając szofera oszczędzają czas każdego dnia, dzięki czemu zarobią w tym dodatkowym czasie więcej, niż zapłacą szoferowi. Druga opcja to firmy szoferskie, a trzecia – inne firmy oraz instytucje, posiadające własne limuzyny, przykładowo hotele lub ambasady. W każdym z tych przypadków szofer jeździ samochodami dostarczanymi przez pracodawcę, nie ponosi kosztów ani żadnego ryzyka. Praca dla UHNWI jest zdecydowanie najciekawsza, najbardziej złożona i najbardziej ekscytująca, więc zostawię ją na koniec.

Opcje druga i trzecia są proste – w firmie szoferskiej kierowca pracuje w stałych godzinach i jeździ tam, gdzie danego dnia ma zlecenie. W pozostałych firmach i instytucjach może być trochę inaczej – znam kilka przykładów, w których szofer (w firmie z branży usług luksusowych oraz w ambasadzie) całymi dniami siedzi we własnym domu i ma płacone za pozostawanie w gotowości w określonych godzinach, a jeśli zajdzie potrzeba przewiezienia gdzieś kogoś, to zostanie powiadomiony z dużym wyprzedzeniem. W obu przypadkach zarobki raczej nie imponują, zaletą są stałe godziny i krótki czas pracy. To zajęcie dla ludzi ceniących święty spokój, którzy lubią odpracować swoje godziny i iść do domu niczym się nie przejmując. Tego typu stanowiska mają też najmniejsze wymagania, a dostać się na nie można choćby z ogłoszenia. Jest to też łatwa droga, żeby się w tej branży zahaczyć.

praca szofera

Praca dla UHNWI jest o wiele ciekawsza, znacznie bardziej wymagająca, lepiej płatna, ale może też być stresująca i wpływać negatywnie na życie prywatne przez znacznie mniejszą ilość czasu wolnego. Ten rodzaj pracy jest też najbardziej zbliżony charakterem do dawnej służby sprzed I wojny światowej. Taki szofer przede wszystkim wozi ludzi – nie tylko szefa, ale też jego rodzinę, a czasem nawet znajomych. A to jeszcze nie wszyscy, bo zdarza się też wozić część personelu rezydencji, np. kucharza po zakupy. W takich przypadkach szofer raczej nie zmienia samochodu tylko dlatego, że w danej chwili nie wiezie szefa ani jego rodziny, więc zdarza się, że dwunastocylindrowa limuzyna służy mu do jazdy po bułki i jako samochód służbowy. Chociaż oczywiście są też rodziny, w których Rolls-Royce Phantom lub Maybach 62 wyjeżdżają z garażu tylko na specjalne okazje i wracają do niego tak szybko, jak to tylko możliwe. Na marginesie dodam, że Maybach 57/62, choć nie jest już produkowany od ponad 10 lat, to wciąż cieszy się popularnością wśród najbogatszych, bo nie ma go czym zastąpić. Późniejsze Mercedesy-Maybachy bazujące na S-Klasach W222 i W223 to zupełnie nie ta klasa samochodu, znacznie niższa jakość wykonania i dużo mniejsza dbałość o szczegóły. X222 i X223, bo takie oznaczenia noszą współczesne Mercedesy-Maybachy, nie są następcami 57/62 – to zejście o co najmniej jedną klasę niżej. W swoim czasie Maybach 57/62 najprawdopodobniej był najlepszą limuzyną świata, mógł konkurować z Phantomem VII, a może nawet go przewyższał, podczas gdy dzisiejszy Rolls-Royce Phantom VIII jest na rynku sam i nie ma żadnej konkurencji.

Etatowy szofer bogaczy, poza wożeniem ludzi, dba też o stan samochodów

Mowa zarówno o bieżącym utrzymaniu ich w czystości, jak i o serwisie mechanicznym. Przy większej flocie robi się z tego sporo roboty, a szofer musi się, za przeproszeniem, użerać z serwisami – tak, użerać, bo w Wielkiej Brytanii kultura techniczna i jakość usług jest na niskim poziomie, zwłaszcza po Brexicie. Bywa, że autoryzowany serwis przetrzymuje samochód miesiącami i na koniec twierdzi, że nie potrafi rozwiązać danego problemu. Sam też niedawno pojechałem do pobliskiego autoryzowanego serwisu Mercedesa i okazało się, że nie mają klocków hamulcowych do S-Klasy. Zrozumiałbym to, gdybym jeździł jakimś rzadkim modelem AMG sprzed dwudziestu lat, ale chodziło o zwykłego, trzyletniego Mercedesa. Problemy z zaopatrzeniem wynikają z braku ludzi do pracy i są widoczne w wielu branżach. Podobno nawet prywatny odrzutowiec trudno jest serwisować w Wielkiej Brytanii – te same problemy techniczne i zaopatrzeniowe, w efekcie samolot często nie jest gotowy do lotu na czas.

praca szofera

Wracając do obowiązków etatowego szofera bogaczy, to zajmuje się on wszystkim, co jest związane z samochodami. Uczestniczy w zamawianiu nowych samochodów, odbiera je z salonów, sprzedaje stare samochody i zajmuje się logistyką, bo np. czasem trzeba któryś pojazd wysłać za granicę. Zamawia usługi szoferskie, jeśli w domu z jakiegoś powodu brakuje samochodów lub szoferów oraz pomaga przy zatrudnianiu nowych. Poza tym często załatwia proste sprawy życia codziennego. Widywałem ogłoszenia, w których do obowiązków szofera należało wyprowadzanie psa i grabienie liści, ale to jedna z tych ofert, które wiszą miesiącami i nie znajdują chętnych. Nawet nie chodzi o obowiązki, które do szoferów nie należą, a o wyraźny sygnał, że z tym pracodawcą jest coś nie tak i próbuje oszczędzać na czym tylko się da, lub jest ogólnie problematyczny.

Do wad takiego rodzaju zatrudnienia zwykle należą przede wszystkim długie godziny pracy. Zmiana teoretycznie trwa 10 godzin, ale w praktyce często się przedłuża, a w wielu miejscach pracuje się 6 dni w tygodniu. Ponadto nie zawsze godziny pracy są regularne, bo bywają dostosowywane do potrzeb z dnia na dzień – tutaj dużo zależy od nawyków szefa i tego jak jest zorganizowany, ale w wielu przypadkach nie da się nic zaplanować. Na szczęście od szofera nie wymaga się dyspozycyjności w dni wolne, bo albo szoferów jest więcej niż jeden, albo rodzina w razie potrzeby skorzysta z usług jednej z firm z tej branży.

Do wad takiej pracy można zaliczyć też natłok obowiązków

Bywają dni, że od rana do wieczora trzeba załatwiać najróżniejsze sprawy, a nie każdy to lubi. Z opowieści wiem też, że nierzadko dochodzi do starć między personelem, bo współpracować trzeba z wieloma osobami i mimo, że oni wszyscy pracują dla jednego człowieka, to ich interesy bywają sprzeczne i czasem trudno to pogodzić. Przykładowo szofer ma coś do zrobienia poza domem, ale kucharz chce jechać na zakupy, ochroniarz upiera się, że samochód ma czekać w gotowości, a asystentka mówi jeszcze co innego – istny dom wariatów. Praca dla UHNWI to jedyny rodzaj zatrudnienia szofera, gdzie tego typu zjawiska występują – wszędzie indziej jest święty spokój. Oczywiście to wszystko zależy od konkretnego domu lub rodziny, bo w niektórych miejscach wszystko działa jak w zegarku, a godziny pracy są zgodne z założeniami.

Poza tymi niedogodnościami praca o takim charakterze wydaje się mieć same zalety

Dobre zarobki – dużo powyżej angielskiej średniej krajowej i zazwyczaj powyżej średniej londyńskiej. Praca jest też bardzo ciekawa choćby dlatego, że człowiek może zobaczyć od środka jak taka rezydencja funkcjonuje oraz jak żyją najbogatsi. Często zdarzają się też zagraniczne wyjazdy, a wtedy praca może przypominać wakacje. Przy okazji szofer zakosztuje odrobiny luksusu – a to zje jakiś absurdalnie drogi posiłek, a to przeleci się helikopterem. Zdarza się też, że taki szofer dostaje prezenty, bo szef sobie coś kupi, ale jednak mu się nie podoba – może to być zegarek kosztujący tyle co wynagrodzenie szofera za parę miesięcy, rower kosztujący tyle co samochód, albo designerski dres za równowartość 5 tys. zł. Tak, niektórzy naprawdę kupują takie rzeczy. Znam przypadek, w którym szef bez okazji dołożył szoferowi do zakupu Mercedesa-AMG, oraz wynajął mu piękny apartament w luksusowej dzielnicy po to, żeby miał on blisko do pracy. Słyszałem o szoferze, który odchodząc na emeryturę dostał jacht. Tak jak wspominałem w teście mojego W222 (już do niego wyżej linkowałem, ale na wszelki wypadek zrobię to jeszcze raz), kiedyś przeczytałem „Podręcznik dla klas wyższych” – jego autor napisał, że wieloletniemu i bliskiemu pracownikowi, w ramach podziękowań za całe lata starań, należy się porządna odprawa i to taka, żeby go porządnie ustawić – czyli takie rzeczy zdarzają się naprawdę. Tyle, że w obecnych czasach ludzie rzadko kiedy pracują tak długo w jednym miejscu. Występują też naprawdę korzystne oferty – przykładowo 6 miesięcy pracy w roku, a miesiące wolne w pełni płatne.

Jak zostać takim szoferem?

Z ulicy jest naprawdę trudno, dobre oferty zazwyczaj trafiają się z polecenia. Zawsze też wymagane jest doświadczenie. Jednak jak już się zahaczy, to dobry szofer pracę znajdzie zawsze. Pytanie tylko jak trafi, bo to zawsze jest ruletka, chyba że w danym miejscu pracują już jacyś znajomi, lub chodzą plotki wyrażające skrajne opinie.

Sam dla UHNWI na ich samochodach pracowałem kilka razy – zawsze dorywczo, z ciekawości i w ramach zdobywania nowych doświadczeń. Zazwyczaj było to zastępstwo lub chwilowa potrzeba dodatkowego szofera. W jednym z tych miejsc Mercedesem klasy V woziłem m.in. dziecko do szkoły. Dziecko miało asystenta, który zaprowadzał je z parkingu do szkoły, więc nie musiałem robić nic poza prowadzeniem. Następnie jechaliśmy do sklepu i asystent robił zakupy. Później nie robiliśmy nic aż do końca lekcji dziecka. Niby fajnie, bo praca lekka i relaksująca, tylko po odniesieniu zakupów asystent wracał do samochodu i… zasypiał na kilka godzin. Tłumaczył, że w rezydencji spać nie może, bo tam się dużo ludzi kręci i jest hałas, a w nocy nie mógł usnąć, bo wczoraj wyspał się w pracy. Zwizualizujcie to sobie: siedzę w samochodzie, nie mam nic do roboty, a obok śpi jakiś facet. A jak nie śpi to jeszcze gorzej, bo wtedy gada głupoty. I to pierwszego dnia, aż strach pomyśleć, co by było po tygodniu. Nie wytrzymałbym z takim, a szofer niestety nie ma wpływu na to, z kim musi pracować.

Wiele razy jeździłem po płycie lotniska, ale nie musiałem zakładać żółtego koguta./ fot. Svitlana Hulko, Shutterstock.com

Druga grupa możliwości zatrudnienia to praca dla samego siebie

Teoretycznie tutaj nie ma żadnego szefa ani grafiku, ale ja twierdzę, że szefem jest rynek, bo ma on swoje oczekiwania oraz wymagania, do których warto się dostosować. Sam działam w ten sposób i być może zwróciliście uwagę, że o pasażerach tylnych foteli zazwyczaj piszę „klient”, a nie „szef”. Ten rodzaj pracy jest zdecydowanie najbardziej zróżnicowany i to pod każdym względem, a zarobki nie mają ani górnej, ani dolnej granicy, bo jak w każdym biznesie – można go rozwijać, ale można też zbankrutować. Taki szofer sam musi zdobyć samochód oraz klientów, a dróg do tego jest mnóstwo. Samochód można kupić, leasingować lub wynająć, a zlecenia pozyskiwać dzięki platformom szoferskim, marketingowi, networkingowi, znajomościom, lub po prostu wykonując zlecenia innych firm szoferskich. Podbieranie cudzych klientów, np. wykonując zlecenie jako podwykonawca, uznaje się za bardzo nieeleganckie i nieetyczne, a ceni się lojalność, ale powszechne jest wykorzystywanie Uber Lux do łatwego zdobycia nowych klientów – firma się przed tym w żaden sposób nie zabezpiecza, ani nie jest w stanie tego kontrolować. W Uberze „luksie” jeżdżą wszelkie samochody segmentu F i to niekoniecznie najnowsze, ceny są niższe niż średnie dla tej branży, a wymagania oraz jakość usług – niskie. Mimo to, jeśli dopisze Wam szczęście, to korzystając z tej aplikacji może przejedziecie się kiedyś Bentleyem lub Rolls-Royce’em. Właśnie dlatego, że jego szofer wychodzi z założenia, że skoro i tak nie ma innych zleceń, to trochę pojeździ na aplikacji, bo nigdy nie wiadomo kogo swoją limuzyną przewiezie, a nowa znajomość może w przyszłości przełożyć się na dziesiątki tysięcy funtów przychodu.

Zaletą pracy dla siebie jest ogromna elastyczność, poczucie wolności i bardzo szeroki wybór zleceń. W tym przypadku szofer nie zagłębia się tak bardzo w życie najbogatszej części społeczeństwa, za to doświadcza znacznie większej różnorodności osób i miejsc. Żeby się tym zająć trzeba mieć licencję na przewóz osób oraz spełniający wymagania samochód, który też musi mieć stosowną licencję. Wystarczy spełniać te podstawowe warunki i w wielu firmach można już zaczynać. Spróbować może każdy, a jeśli szofer się nie sprawdzi, to przestanie dostawać nowe zlecenia, lub dana firma podziękuje mu za współpracę. W niektórych firmach trzeba na początku przejść osobne szkolenie, w innych odbyć spotkanie wprowadzające.

praca szofera

Na koniec anegdota, która przypomniała mi się dzięki wspomnianemu wcześniej artykule na Automobilowni. Zacytuję ostatnią radę z liczącego niemal 120 lat poradnika szoferskiego:

„Porządny szofer powinien być całkowitym abstynentem. Jeśli sprawa ma się inaczej, powinien przynajmniej maskować efekty picia, w tym przede wszystkim – unikać wesołości.

Historia miała miejsce w Monte Carlo, gdzie wykonywałem zlecenie. Dowiedziałem się, że mam trochę czasu wolnego, więc postanowiłem zjeść obiad i poszedłem do swojej ulubionej restauracji (była blisko, a i tak nie dało by się pod nią zaparkować). Była niedziela i dopiero po dotarciu na miejsce zorientowałem się, że w Monako restauracje są tego dnia nieczynne. Musiałbym jechać do Francji, co zajęłoby parę minut, ale znów – znikome szanse na zaparkowanie, a parę minut już zmarnowałem na spacer i powrót.

Zdecydowałem się zjeść w pięciogwiazdkowym hotelu w Monte Carlo, w którym wtedy zatrzymał się klient. Wystarczy, że podam jego nazwisko, numer pokoju i powiem, że to na jego rachunek i problem niedzielnego obiadu załatwiony. Trochę głupio byłoby mi zjeść jakiś stek za tysiąc złotych, więc znalazłem w menu rozsądną pozycję – risotto dnia za 40 euro, do tego cola, mrożona kawa i wystarczy. Nie zapytałem, co to za risotto, bo wychodziłem z założenia, że może być z kurczakiem lub z owocami morza, a chętnie zjem jedno i drugie. Po jakimś czasie przyszła kelnerka, podała zamówienie i powiedziała, że to… szampańskie risotto. Czyli ryż w szampanie – w pierwszej chwili nie wiedziałem, co mam z tym zrobić. Z jednej strony nie powinienem spożywać alkoholu, ale z drugiej, to przecież obiadem się nie upiję, w Europie Zachodniej do jazdy po drinku podchodzi się znacznie luźniej niż w Polsce, limity alkoholu są wyższe, ważąc ponad 100 kg w żaden sposób tego alkoholu nie odczuję, a innego obiadu zamówić nie zdążę. Poza tym jazda samochodem będąc zmęczonym lub rozdrażnionym, a jedno i drugie wynika z głodu, jest realnie bardziej niebezpieczna, niż po symbolicznej dawce alkoholu.

Zdecydowałem się zjeść szampańskie risotto, które wyglądało jak bliżej nieokreślona ryżowa paćka, na którą położono pięć pestek granatu i duży plaster jadalnego złota. Risotto w smaku było słabe, gorzkie i kwaśne – nie polecam. Na szczęście wesołości ukrywać nie musiałem, bo działania alkoholu nie poczułem w najmniejszym stopniu. Zresztą i tak nie było mi do śmiechu, bo co to za obiad, bez mięsa i to jeszcze w niedzielę?! Innym razem, jadąc jedynie z ochroniarzem, utknąłem w korku Saint-Tropez. A że on ma duże doświadczenie i zawodowo zjeździł kawał świata, to zapytałem go, o co chodzi z tym miasteczkiem, czemu tak przyciąga bogaczy i co w nim szczególnego. Odpowiedział krótko: „Nothing, it’s just posh bullshit, Alex”. To określenie świetnie pasuje do całego mnóstwa usług oferowanych w Monako i Saint-Tropez – jedzenia posypywanego złotem lub hotelowej myjni za 80 euro, po której samochód wciąż jest brudny.

Napisałem już kim jest szofer oraz gdzie może pracować, a w następnym tygodniu opowiem bardziej szczegółowo, czym i jak jeździ szofer, jak wygląda, jak się zachowuje, oraz kim są ci wszyscy bogacze i pozostali pasażerowie tylnych siedzeń limuzyn. Jeśli macie jakieś pytania, zachęcam do zadawania ich w komentarzach pod tekstem – odpowiem na nie albo w drugiej części artykułu, albo bezpośrednio pod danym komentarzem.

Spodobał Ci się ten tekst? Rozważ postawienie nam wirtualnej kawy - dzięki!

Postaw mi kawę na buycoffee.to