Cześć! Jak co tydzień, zapraszamy na Garażowe rozmowy. Tym razem chcielibyśmy dowiedzieć się, samochody jakich narodowości lubicie najbardziej.

Od razu uściślę, że nie mówimy o kraju, w którym te auta się produkuje, a kraje, z których dane marki się wywodzą. Czyli np. będziemy mieć w poważaniu, że niektóre Audi czy Porsche produkuje się na Węgrzech, Tesle w Chinach, a jakieś Mercedesy w Austrii czy w Grecji.

W moim sercu szczególne miejsce zajmują samochody brytyjskie

Ze szczególnym uwzględnieniem Lotusa, oczywiście. Niestety jak dotąd nigdy nie miałem okazji się autem tej marki przejechać, ani nawet usiąść w środku, ale jestem fanem tej marki, a modele takie jak Esprit (szczególnie V8, ale też S4, S4s czy GT3), Elise, Exige czy Evora – uwielbiam. Mam też kilka książek o Lotusach, w tym obszerne monografie nt. Esprita i Evory – ta druga książka jest o tyle ciekawa, że obejmuje tylko i wyłącznie bazową Evorę z początku produkcji.

garażowe rozmowy

Lotus Sport Exige 240R

Bardzo lubię też Astony i Jaguary, ze szczególnym uwzględnieniem takich modeli jak DB7 Vantage, DBS (ten na bazie DB9), XJ220 (<3) czy pierwszej generacji XK.

garażowe rozmowy

Jaguar XJ220

Oczywiście brytyjska motoryzacja wręcz ocieka potężną dawka graciarstwa i aut obrzydliwych wizualnie (to m.in. o Tobie, Marcosie Mantis M70), niejednokrotnie dała się też poznać od strony wyjątkowo podłej jakości. Istnieje nawet akronim, który uwielbiam: Lotus – Lots Of Trouble, Usually Serious (mnóstwo problemów, zwykle poważnych). Jeśli kiedyś będę mieć Lotusa, to sobie ten napis na nim umieszczę, choć na tle innych marek brytyjskich to akurat Lotusy jawią się często jako auta stosunkowo bezproblemowe – zwłaszcza po nawiązaniu współpracy z Toyotą w 1982 r.

Samochody włoskie doceniam, ale nigdy nie były na moim topie

Tak, jest tu mnóstwo aut, o których albo marzę (chociażby Ferrari F355 i 550 Maranello czy Lamborghini Diablo SV czy SE30), albo doceniam ich technikę czy wkład w motoryzacyjną historię świata, ale mam wrażenie, że im nowsze auta z Włoch, tym bardziej nadmuchana jest ich stylistyczna wspaniałość. Ale weź coś takiego powiedz przy ludziach, to zlinczują – dobrze, że mogę sobie takie rzeczy wypisywać w bezpiecznych czterech ścianach. Co się natomiast tyczy wspaniałości mechanicznej, to subiektywnie nie mogę jej ocenić. Może kiedyś.

Ferrari F355

W ostatnich latach zdecydowanie mocniej wsiąkłem w samochody japońskie

Mam tu na myśli przede wszystkim JDM-y, czyli auta oferowane tylko na tamtejszym rynku wewnętrznym. Nierzadko są one niesamowicie ciekawe od strony konstrukcyjnej, nie waham się też stwierdzić, że wiele z nich najzwyczajniej podoba mi się wizualnie. To nie jest ten sam typ podobania się co auta włoskie czy brytyjskie (poza tymi garażowymi kasztanami, ma się rozumieć), ale… no mógłbym jeździć. Kupiłem sobie nawet doje… no… obszerną encyklopedię sobie kupiłem, regularnie przeglądam też, jakie japońskie ciekawostki podsuną mi różne strony, profile i grupy na Facebooku. Lubię też jeździć zwykłymi autami japońskimi, które oferowane są (lub były) w Europie. Jakby to ujął Z. Łomnik, mają one bardzo wysoki WJK, czyli Współczynnik Jak Trzeba.

garażowe rozmowy

Lexus GS 450h

A co z amerykanami? I niemcami?

W tej pierwszej grupie też znalazłbym mnóstwo aut dla siebie, choć głównie sportowych, klasycznych lub… specyficznych, jak Chevrolet SSR (koniecznie z manualem!). Nie jestem jednak przekonany do większości zwykłych samochodów zza oceanu.

garażowe rozmowy

Chevrolet SSR

W przypadku aut niemieckich to generalnie całkiem je lubię, choć… poza Volkswagenem, do którego mam osobisty uraz. Potrafię oczywiście docenić co trzeba w tych autach, ale dla siebie VW bym nie kupił. Chętniej bym jeździł jakimś Audi (no najlepiej to R8 4.2 1. generacji, ale i A3 sedan by mi się podobało – i tak, wiem, że to Volkswagen z innym znaczkiem), BMW (no… z obecnej oferty to może nic, ale np. taka seria 3 F30, no czemu nie) czy – oczywiście – Fordem. I proszę, bez gadania że uuuuuuu ale Ford jest amerykański blablabla – no, jako marka tak, ale traktowanie europejskiej gamy jako aut amerykańskich (z wyłączeniem Mustanga, Explorera czy obu Bronco, ma się rozumieć) moim zdaniem jest dziwne, i to bardzo. Tak samo jak za auto amerykańskie nie uznałbym australijskiego Forda Falcona.

BMW serii 3 (F30)

A właśnie, Australia!

No tam to na przełomie wieków czułbym się zapewne doskonale, gdybyśmy brali pod uwagę wyłącznie kwestie motoryzacyjne, a nie to, że stek z krokodyla próbuje użreć Cię w nogę jeszcze wtedy, gdy już sam jest solidnie wysmażony i na talerzu. Aż dziw, że tyle wspaniałych konstrukcji wypuściły tam niemal wyłącznie dwie marki: Ford (wespół z oddziałem FPV – Ford Performance Vehicles) oraz Holden (wraz z HSV – Holden Special Vehicles). No ale cóż – oba koncerny (Ford i GM) zarżnęły lokalny przemysł motoryzacyjny, przez co obecnie najlepiej kupić tam po prostu auto japońskie – i większość Australijczyków tak właśnie robi.

Holden Statesman International LS8 (WH)

Generalnie jednak Wielka Brytania wygrywa, nawet jeśli nie ma tam aut odpowiadających moim obecnym potrzebom

Są tam jednak liczne auta odpowiadające moim marzeniom motoryzacyjnym, i nie wygląda na to, żeby się coś miało w tej kwestii zmienić.

Spodobał Ci się ten tekst? Rozważ postawienie nam wirtualnej kawy - dzięki!

Postaw mi kawę na buycoffee.to