W latach 90. Volkswagen miał zdecydowanie odważniejsze pomysły niż obecnie. Sprężarki mechaniczne, 6 cylindrów w kompakcie, Golf Country, brak drugiej pary drzwi w Polo, dziesiątki wersji specjalnych… Chyba najbardziej szalone z nich były wersje wielokolorowe – i najbardziej dobitnie „najntisowe”. Taki wariant wystąpił w dwóch modelach VW, z delikatnie inną nazwą – jako Polo Harlekin i Golf Harlequin. Teraz na sprzedaż jest ten drugi – tylko dlaczego jest cały niebieski?

Zaczęło się w 1995 r. od kolorowego Polo, lecz niedługo później dołączył do niego też większy brat. Jednak w przeciwieństwie do występującego w Europie Polo, łaciate Golfy były dostępne tylko po drugiej stronie oceanu – a nawet były tam produkowane, w meksykańskiej fabryce VW. Są też znacznie rzadsze – powstało ich zaledwie 264 lub 275 (zależnie od źródła), a oferowane były tylko w roku modelowym 1996 (tłumacząc na nieamerykański – lata 1995-1996). Czyli wiemy już, że Golf Harlequin to rzadki widok, ale co to ma wspólnego z tym niebieskim gratem?

Golf Harlequin

Tak wyglądał standardowy Harlequin w jednej z czterech kombinacji – tu za kolor podstawowy służy Ginster Yellow.

To jednokolorowy VW Golf Harlequin

Co, jak i dlaczego? Pewnie myślicie „albo jednokolorowy, albo Harlequin”, ale nie ma tak prosto. Najpierw warto wyjaśnić, czym dokładnie były te wersje – na pewno nie losową mieszanką w myśl zasady „co w rączki wpadnie”. Całość zawsze polakierowana była w czterech kolorach – Chagall Blue, Pistachio Green, Ginster Yellow i Tornado Red (co ciekawe, ten ostatni był inny w Polo). Do tego były tylko cztery układy tych kolorów, z czego zawsze podzielone w ten sam sposób – na przykład maska i przednie drzwi były w tym samym kolorze, zaś za podstawowy był uznawany lakier widoczny na progach, dachu i tylnych słupkach, czyli ogólnie spawanej konstrukcji auta. Ostatnim wyróżnikiem była specjalna tapicerka, stosowana tylko w Harlequinie, z wzorem zawierającym cztery kolory zbliżone do barw zewnętrznych.

Golf Harlequin wnętrze

Oto ta specjalna tapicerka. Wzór nie powala, Twingo miało podobny styl w standardzie.

Co istotne, niebieski i zielony lakier stosowane w tej wersji nie były poza tym dostępne w Golfie na północnoamerykańskich rynkach. Jak się być może domyślacie – opisywany egzemplarz jest właśnie w kolorze Chagall Blue, ma też tę wyjątkową tapicerkę. Jednak nie wyjechał tak z fabryki – ta wypuściła normalną kombinację czterech lakierów. Ale na drogi wyjechał niebieski Golf, który nie odwiedził w międzyczasie lakiernika. Był za to na placu Jima Ellisa, pomysłowego dilera, który miał kłopot ze sprzedażą tych nietypowych aut. W akcie kreatywnej desperacji postanowił zrobić z nich niemal zwykłe Golfy – ale nie lakierując cokolwiek, tylko po prostu zamieniając elementy między nimi. Dzięki stałemu wzorowi udało się w ten sposób uzyskać 8 pozornie zwykłych egzemplarzy – i co ważniejsze, sprzedać je.

Stan kolekcjonerski jak w mordę strzelił… W sumie, tego Golfa chyba faktycznie ktoś minimalnie strzelił.

Jeden z ośmiu, czyli kolekcjonerski

Ujednolicenie barw zwiększyło atrakcyjność tych Volkswagenów gdy były nowe, ale również i po latach – choć z zupełnie odwrotnych powodów. W salonie przeciętny Bob wolał zwykłego, jednokolorowego Golfa zamiast wyróżniającej się pstrokacizny. Tymczasem entuzjaści starych Volkswagenów (straszna przypadłość) i dziwnych aut postrzegają je jako… bardziej wyróżniające się. W końcu seryjnych Harlequinów są ponad dwie setki (chyba że już jedna trzecia produkcji wyginęła).

Tymczasem jednolitych jest zaledwie osiem, a niebieski podobno jest tylko ten jeden – i mają wyjątkową historię! Tyle że to poza tym zupełnie zwyczajne Golfy III, co nawet widać po stanie tego egzemplarza. Nudne, 115-konne 2.0, manualna skrzynia, normalne wyposażenie – żadnej drukarki, schowka na parasol czy ekspresu do kawy. Mechanicznie zwykły grat, na pierwszy – i drugi – rzut oka też, wewnątrz typowy niemal 30-letni Volkswagen.

Golf Harlequin

Pod maską – najzwyklejszy w świecie Golf trójka.

Tylko dość przypadkowa historia świadczy o jego wyjątkowości. Ciekawe, czy jakiś diler Alfy Romeo zmieniał reflektory w trzyletniej Giulii z placu, usiłując ją sprzedać i tworząc zupełnie wyjątkową konfigurację? Może też będzie kolekcjonerska?

Jak uważacie? Nudny grat, czy wyjątkowy youngtimer?

 

zdjęcia: Tyler Patton, Facebook Marketplace

Spodobał Ci się ten tekst? Rozważ postawienie nam wirtualnej kawy - dzięki!

Postaw mi kawę na buycoffee.to