Zapraszam na trzecią część artykułu o branży szoferskiej. Dotychczas napisałem m.in. czym różni się szofer od kierowcy, jakie ma możliwości zatrudnienia i czym jeździ, a dziś skupię się na tym, jak szofer prowadzi samochód oraz jak wygląda.
Jak szofer prowadzi?
Przede wszystkim płynnie i bardzo komfortowo. Prędkość jazdy i szybkość manewrów nie odbiega znacząco od ogółu ruchu drogowego, ale wszelkie manewry wykonywane są w taki sposób, żeby były jak najmniej odczuwalne wewnątrz samochodu. Płynność jazdy oraz jak najniższe przeciążenia uzyskuje się przede wszystkim właściwie obserwując drogę, przewidując zachowania innych uczestników ruchu, planując, oraz wykorzystując całą dostępną powierzchnię drogi.
Ruszanie z miejsca i przyspieszanie powinny być łagodne, a hamowanie rozpoczęte wcześnie. Zakręty i skrzyżowania pokonywane są w odpowiedni sposób. Wjeżdża się w nie jadąc po zewnętrznej stronie pasa ruchu, mniej więcej w jego połowie dojeżdża się do wewnętrznej, a wychodząc z zakrętu znów wraca się do jego zewnętrznej krawędzi. Pas ruchu niemal zawsze jest sporo szerszy niż samochód i wykorzystując całą jego szerokość można znacząco zmniejszyć przeciążenia boczne. Zresztą nawet chwilowe najechanie na linię ciągłą lub powierzchnię wyłączoną z ruchu (o ile nie jest zanieczyszczona), żeby kąt zakrętu stał się łagodniejszy też się zdarza. W końcu jazda samochodem to nie egzamin na prawo jazdy, a w Wielkiej Brytanii wychodzi się z założenia, że linie na drodze są po to, żeby pomagać kierowcom, a nie stanowić jakąś nieprzekraczalną granicę, niczym w dziecięcej zabawie, w której za linią jest lawa. Na Wyspach na podwójnej ciągłej można nawet skręcić w prawo (czyli jak u nas w lewo) i o ile nie stwarza się realnego zagrożenia i nie blokuje ruchu, to nikogo to nie interesuje.
Jeśli chodzi o kulturę na drodze, to należy znaleźć złoty środek. Nie można wpuszczać przed siebie każdego po kolei, żeby pasażer nie odniósł wrażenia, że marnuje się jego czas, ale nie można też jeździć chamsko ani agresywnie bez poszanowania pozostałych uczestników ruchu – drogi samochód nie oznacza, że jest się ważniejszym od pozostałych. Swoje prawa względem innych kierowców należy egzekwować stanowczo, ale nie za wszelką cenę – trzeba wiedzieć kiedy odpuścić nim dojdzie do konfliktu, którego można było uniknąć, bo nie jest ważne kto ma rację, a to, żeby podróż przebiegła bezproblemowo.
Powyższe zasady stosować może każdy kierowca, moim zdaniem w ten sposób jeździ się najlepiej. Prywatnie wpuszczam przede siebie nawet więcej kierowców, niż jadąc z klientem. Oczywiście jako doświadczony kierowca mam swoje typy samochodów, które wpuszczam chętnie i których nie wpuszczam. Przykładowo, co by o nich nie mówić, to lubię wpuszczać kierowców BMW i Audi, bo wiem, że oni zawsze sprawnie pojadą w swoją stronę. Nie wpuszczam Priusów (i ogólnie wielu modeli Toyot) oraz niektórych crossoverów i wielu aut sugerujących, że ich właściciel ani trochę nie interesuje się samochodami.
Samo w sobie nie stanowi to żadnego zarzutu ani absolutnie nie wynika z moich własnych antypatii, ale z doświadczenia już owszem. Istnieje bowiem ogromne prawdopodobieństwo, że taki kierowca będzie się snuł, popełniał błędy, nie będzie wiedział co się dzieje dookoła ani gdzie ma jechać, lub będzie stwarzał całą masę innych problemów – lepiej więc się z nim i innymi tego typu kierowcami nie męczyć. Idealiści mogą się oburzać, że przecież nigdy nie wiem do końca, kto jedzie danym samochodem i że oceniam go pochopnie, ale to naprawdę działa – zasady prawdopodobieństwa są skuteczne, a stereotypy są przydatne w prowadzeniu samochodu. Trzeba tylko pamiętać, że stereotyp nie oznacza „zawsze”, a „prawdopodobnie”.
Jazda defensywna jest kluczowa
Szofer, jak każdy dobry kierowca, jeździ defensywnie, nawet jeśli nie jest tego świadomy. To zagadnienie zasługuje na osobny artykuł i jest szalenie ważne dla skutecznej jazdy. Dygresja: słowa „bezpieczeństwo” nie używam, bo źle mi się kojarzy. W dzisiejszych czasach jest tak nadużywane, że często nie ma nic wspólnego ze swoim pierwotnym znaczeniem, za to jest wykorzystywane podobnie jak „ekologia” – do usprawiedliwiania wszelkich zakazów, ograniczeń, kontroli, utrudnień, kar, mandatów i pozostałych zgodnych z prawem haraczy. Zresztą jeżdżąc po mieście współczesnym samochodem z racjonalną prędkością, z zapiętymi pasami i właściwie ustawionym fotelem, w przypadku kolizji z innym pojazdem nic się nam nie stanie. Chociaż to nie jest niebezpieczne, to dobry kierowca nie wjeżdża w inne samochody i z tych dwóch powyższych powodów wolę pisać o jeździe skutecznej, a nie o bezpiecznej.
Jazda defensywna to cały system filozofii świadomego prowadzenia samochodu. Świadomego, gdyż bierze pod uwagę znacznie więcej czynników, niż kawałek asfaltu przed kierowcą i najbliższy pojazd poprzedzający. Jazda defensywna opiera się przede wszystkim na właściwej obserwacji drogi i jej otoczenia, wczesnym planowaniu manewrów, przewidywaniu możliwych zdarzeń i na współpracy z innymi uczestnikami ruchu w taki sposób, by odbywał się on jak najsprawniej.
Kierowca jeżdżący defensywnie bierze pod uwagę „interesy” wszystkich uczestników ruchu, nawet tych jadących w innych kierunkach. Nie jeździ egoistycznie i jeśli jest to korzystne dla ogółu, to wpuszcza przed siebie innych, nawet jeśli nie jest do tego zobligowany przepisami, bo sam też wielokrotnie korzysta z takiej pomocy udzielanej przez pozostałych kierowców.
Dobry kierowca wypatruje też, a nawet przewiduje błędy innych i odpowiednimi reakcjami jest w stanie za nich wspomniane błędy „naprawić”. To ostatnie wymaga dużego doświadczenia, a tysięcy godzin spędzonych za kierownicą raczej nie zastąpimy kursem, ale z czasem kierowca uczy się intuicyjnie przewidywać, co prawdopodobnie zaraz się wydarzy, jest na to przygotowany i nie da się zaskoczyć. Poza tym kierowca jeżdżący defensywnie sam nie zaskakuje innych nagłymi manewrami i wszystkie je sygnalizuje we właściwy sposób, nie tylko za pomocą kierunkowskazów, świateł i gestów, ale też ustawiając samochód w sposób adekwatny do danej sytuacji.
Jazda defensywna to odpowiedni sposób myślenia, w której kierowca nie pomstuje na błędy innych, a skupia się na tym, co sam może zrobić, żeby rozwiązać dany drogowy problem. Taki kierowca dużo wymaga od siebie i jednocześnie niewiele wymaga od innych – to taka zasada ograniczonego zaufania w praktyce. Zresztą samemu będąc w czołówce najlepszych kierowców na drodze, byłoby nierozsądnie liczyć na to, że cała reszta będzie prezentować podobny poziom umiejętności, dlatego dobry kierowca jest wyrozumiały i cierpliwy dla pozostałych. Jeśli jakiś kierowca oczekuje, że pozostali będą jeździć tak samo jak on, to z logicznego punktu widzenia musiałby on być… średnim kierowcą. A bycie średnim kierowcą nie powinno być ambicją żadnego samochodziarza, a już na pewno nie szofera.
Dwudniowy kurs jazdy defensywnej przeszedłem w Wielkiej Brytanii na długo przed tym, nim zostałem szoferem
Zajmowałem się wtedy przewozem osób i jeździłem dla firmy z segmentu premium. Zależało jej na jakości usług, więc oferowała takie szkolenia każdemu kierowcy. Od razu napiszę, że żadne inne szkolenie, a kilka ich ukończyłem, nie wpłynęło na moją jazdę tak silnie, pozytywnie i natychmiastowo, co jazda defensywna. Pierwszego dnia odbywały się zajęcia teoretyczne prowadzone przez British Transport Police, czyli odpowiednik naszej drogówki, ale o wiele bardziej kompetentny.
Drugi dzień to praktyka prowadzona przez… byłego szofera. Czy mówiłem już, że szoferzy podchodzą poważnie do jazdy samochodem? Szczególnie mocno zapadł mi w pamięci jeden dialog. Mianowicie, zapytałem instruktora, co mówią przepisy na temat zagadnienia, które mnie wtedy nurtowało, a on odpowiedział, że mógłby mi opowiedzieć o przepisach, ale to jest bez sensu, bo część kierowców ich nie zna, a inni olewają i dlatego on woli wytłumaczyć mi jak jeździć, żeby było dobrze. Wtedy zdałem sobie sprawę, że dogłębna znajomość przepisów nie jest do niczego potrzebna, a same przepisy im są prostsze, tym lepsze.
Czytając polski internet motoryzacyjny, zarówno artykuły na portalach, jak i sekcje komentarzy, łapię się za głowę widząc, jak duży nacisk kładzie się tam na przepisy. Kiedy czytam o tych wszystkich zawiłych paragrafach, to zastanawiam się, czy taki nadgorliwy kierowca w ogóle widzi drogę zza tego swojego kodeksu, albo czy w zaskakującej sytuacji zdąży sobie ten kodeks otworzyć na odpowiedniej stronie i przeczytać co ma dalej zrobić.
Znajomość przepisów, poza tymi podstawowymi, nie ma większego znaczenia dla skutecznej jazdy samochodem
O wiele ważniejsza jest umiejętność właściwej obserwacji oraz dogłębne zrozumienie ruchu drogowego. Bo co kierowcy da znajomość najbardziej skomplikowanych przepisów? Że w razie kolizji prawo będzie po jego stronie? Dobremu kierowcy nie zależy na tym, żeby mieć rację, tylko żeby w ogóle nie uczestniczyć w żadnych kolizjach, nawet z cudzej winy.
Ubolewam nad tym, że jazda defensywna nie zdobyła znaczącej popularności poza Wielką Brytanią i Szwecją, a przy okazji zwracam uwagę, że oba te kraje, w zależności od rankingu, mają najbezpieczniejsze drogi w Europie. Gdyby więcej kierowców było przeszkolonych pod tym kątem i stosowało tę filozofię jazdy, to na naszych drogach byłoby o wiele przyjemniej. Jako redakcji Petrolheart.pl zależy nam na promowaniu zwiększania drogowych umiejętności. Póki co mamy kilkuset stałych Czytelników, ale gdy już setki zmienią się w tysiące, to pewnie będziemy mieć stałą rubrykę o tej tematyce, może nawet uda się nawiązać współpracę z jakąś poważną firmą oferującą wartościowe szkolenia w Polsce – a przynajmniej na to liczymy i będziemy działać w tym kierunku.
Wygląd szofera – jaki powinien być?
Szofera cechuje higiena osobista na wysokim poziomie. Nie kojarzę żadnych wytycznych dotyczących konkretnych fryzur i rodzajów zarostu, ale w każdym przypadku muszą być one czyste i zadbane. W dużej mierze trzeba opierać się na wyczuciu i osobiście zakładam, że irokez lub broda jak u harleyowca nie przejdzie, tak samo jak tatuaż na czole. Tematu higieny osobistej nie będę tu rozwijał, bo zakładam, że każdy wie o co chodzi, a w innych branżach związanych z pracą z klientem wygląda to zupełnie tak samo.
Do dresscode’u przykłada się dużą wagę, choć ten nie niesie ze sobą większych kontrowersji. To ważne dlatego, że Londyn jest światową stolicą mody męskiej i szofer popełniający jakieś odzieżowe faux pas negatywnie by się wyróżniał i nie pasowałby do środowiska, w którym funkcjonuje.
Szofer wygląda przede wszystkim elegancko i schludnie. Nie goni za chwilową modą, stroni od ekstrawagancji, a jego styl odporny jest na upływ czasu. Akcesoria takie jak czapki szoferskie czy białe rękawiczki odeszły już do historii, choć od czasu do czasu widuje się je u szoferów rodziny królewskiej lub u szoferów zajmujących się tym od pokoleń – oni jeżdżą też starszymi samochodami, często zabytkowymi i czasami trudno się zorientować, czy mamy do czynienia z autentycznym szoferem, czy z pasjonatem, dla którego wspomniane akcesoria są elementem wystroju starej limuzyny.
Dresscode współczesnego szofera to jednorzędowy (czyli z jednym rzędem guzików, taki standardowy) garnitur biznesowy. Ważne żeby był stonowany, w tradycyjnym kolorze: czarnym, granatowym lub szarym i bez mocno kontrastujących prążków. Kamizelka pod marynarką jest opcjonalna, ale w ostatnich latach mało popularna. Koszula musi być biała i gładka, z długim rękawem, z mankietami na guziki lub spinki, oraz z zapiętym pod szyję kołnierzykiem. Na szyi zawiązany jest krawat – też gładki i jednokolorowy.

fot. Dean Drobot, Shutterstock.com
Buty do garnituru powinny być czarne, skórzane, czyste i wypastowane, a występują dwa rodzaje takiego obuwia: oksfordy i derby. Niezależnie od koloru garnituru buty muszą być czarne, bo istnieje stara angielska zasada brzmiąca: no brown in town. Mówi ona, że brązowego obuwia nie nosi się w mieście, tylko na wsi, np. na polowaniu. Obecnie odchodzi się od tej zasady coraz bardziej, jednak mimo wszystko czarny to zawsze bezpieczny wybór, a arystokrata do dziś nie będzie nosił brązu w mieście.
Pasek do spodni powinien być czarny, co związane jest bezpośrednio z kolorem butów. Odpadają modne w ostatnich latach kolorowe skarpetki – powinny być czarne. Męska biżuteria, poza zegarkiem i ślubną obrączką, nie jest mile widziana. Ewentualne spinki do mankietów czy krawatów nie powinny być ostentacyjne, należy też unikać niepotrzebnych przypinek do klap marynarki. W kwestii ozdób mówi się, że less is more. Co ciekawe, w Polsce wszyscy eksperci zdecydowanie odradzają noszenia do garnituru zegarków na bransolecie ze stali szlachetnej, a Wielkiej Brytanii jest to zupełnie normalne, zresztą nawet James Bond tak chodzi. Na Wyspach dopiero do smokingu i fraku należy założyć bardziej elegancki zegarek na skórzanym pasku.

fot. Cris Canton, Shutterstock.com
Jesienią i zimą szofer może założyć czarny płaszcz, klasyczny czarny kaszkiet i czarne, skórzane rękawiczki, ale co ważne, nigdy nie wsiada w tym do samochodu, tylko zdejmuje i wkłada do bagażnika. Tak samo nigdy nie zdejmuje marynarki i nie jeździ w samej koszuli.
Poza wiedzą co nosić, trzeba również wiedzieć jak to nosić
W tym zakresie najczęściej dochodzi do pomyłek wśród ludzi zakładających garnitur okazyjnie. Nawet jeśli nikt z Czytelników nie zamierza zostać szoferem, to i tak udzielę paru wskazówek, jak uniknąć podstawowych błędów, popełnianych przez zdecydowaną większość mężczyzn w Polsce, bo te zasady mimo wszystko są dość istotne podczas uroczystych wydarzeń, spotkań biznesowych czy rozmów kwalifikacyjnych.
- Nie nosi się koszul z krótkim rękawem, chyba że podczas wakacji w letnim kurorcie. Nigdy do garnituru i nigdy z krawatem. Co prawda chodzą tak m.in. piloci rejsowi, ale to jest mundur, a ta branża też rządzi się swoimi prawami.
- Nie zapina się wszystkich guzików marynarki – dolny guzik musi zostać odpięty. Współczesne garnitury najczęściej mają dwa guziki i w takim przypadku zapina się jedynie górny. Do końca nie wiadomo skąd się ten zwyczaj wziął, ale legenda głosi, że brytyjski król, Edward VII, nie zapinał dolnego guzika, bo… był gruby, a reszta zaczęła go naśladować.
- Nie siada się z zapiętą marynarką, ani nie chodzi się z rozpiętą. Warto wyrobić sobie nawyk, że siadając rozpina się marynarkę i zapina się ją za każdym razem wstając z miejsca. Wyjątkiem są uzbrojeni ochroniarze, oni noszą marynarki rozpięte przez cały czas, co łatwo zaobserwować na przykładzie ochrony prezydenckiej.
- Nie zdejmuje się marynarki. Może się wydawać, że dzięki temu będzie chłodniej, ale przy marynarce i koszuli z materiałów wysokiej jakości nie robi to odczuwalnej różnicy. W żadnym wypadku nie chodzi się w krawacie bez marynarki lub kamizelki. Wiem, że 99 proc. uczestników polskich wesel to robi, ale należy tego unikać, chyba że chce się wyglądać jak… pijany wujek na weselu. Jeżeli koniecznie chce się zdjąć marynarkę, to należy zdjąć też krawat i rozpiąć kołnierzyk.
Każdy szofer powyższe zasady zna i stosuje, ale cały ten dresscode to ubiór do wożenia pasażerów komercyjnie. W przypadku pracy jako etatowy szofer rodziny może wyglądać to zupełnie inaczej, w zależności od zwyczajów w danym domu. Może być tak samo jak opisałem powyżej, ale może też być garnitur bez krawata, marynarka i spodnie, czarny golf, marynarka i sweter, koszula z długim rękawem itp. Możliwości jest mnóstwo, a ja wymieniłem tylko najpopularniejsze z nich. W takich przypadkach, o ile szofer nie jeździ Phantomem lub Maybachem, a np. Range Roverem, Bentleyem czy S-Klasą, to może być trudno odróżnić go od szefa. Sam dorywczo pracowałem nad Lazurowym Wybrzeżem i jeździłem w koszulce polo oraz szortach, a młodzież nagrywająca telefonami krótkie filmiki pytała mnie, jak zarabiam na życie.
Na dzisiaj to tyle, bo wraz z pisaniem kolejnych akapitów przychodzi mi do głowy coraz więcej zagadnień, o których chciałbym wspomnieć, więc zamiast „upychać” jak najwięcej tekstu w jednym artykule, wolę go rozłożyć na parę części i napisać trochę więcej o tematach godnych uwagi. Za tydzień będziecie mogli przeczytać więcej o obsłudze klienta oraz o… samych klientach.







