W ostatnich dniach nazbierało się trochę ciekawych nowości motoryzacyjnych, wobec czego pora żeby to wszystko zebrać i opisać.
Bez zbędnego przedłużania po prostu przejdźmy do rzeczy. Oczywiście nasza tradycyjna Ekspresówka pojawi się w najbliższy poniedziałek, więc nie obawiajcie się – nie zaszły w tym zakresie żadne zmiany.
Audi RS 6 Avant GT to nowa wersja super-kombi
W Polsce północnoamerykańska seria wyścigowa IMSA znana jest głównie wśród zapaleńców, ale nowość od Audi wygląda tak dobrze, że szkoda by było jej nie opisać. RS 6 Avant GT, bo o nim mowa, o dziwo przeznaczone jest na rynek europejski, a swoją kolorystyką nawiązuje do wyścigowego Audi 90 IMSA GTO, które startowało w tych wyścigach tylko w sezonie 1989.
Zdaniem marketingowców marki to legendarna, super-szybka maszyna, podczas gdy zdaniem hejterów Audi 90 IMSA GTO było przehajpowanym klunkrem. Prawda leży gdzieś pomiędzy, i to zdecydowanie bliżej wyobrażenia wspomnianych marketingowców – wyścigowa Dziewięćdziesiątka wygrała w 7 z 13 wyścigów w których wzięła udział. Pozwoliła też Audi na zdobycie 2. miejsca w klasyfikacji konstruktorów.
Choć rzeczone Audi 90 nie było zatem aż takim rozstawiaczem po kątach konkurencji jak miało to miejsce np. w przypadku Forda Sierry RS500, to spokojnie można uznać, że jest do czego nawiązywać – i dlatego RS 6 Avant GT otrzymało świetne malowanie nawiązujące do klasycznej wyścigówki. Poza modyfikacjami wyglądu obejmującymi także poprawiony pakiet aerodynamiczny i nowe felgi, super-kombi otrzymało też dodatkowe 30 KM i 50 Nm względem standardowego modelu. Oznacza to, że 4-litrowe V8 osiąga tu 630 KM i 850 Nm – tak jak RS 6 Performance. Tutaj ma jednak trochę mniej kilogramów do uciągnięcia – 2075 zamiast 2150-2165.
Do kompletu mamy też obniżone o 10 mm zawieszenie, sztywniejsze stabilizatory, hamulce ceramiczne i kilka innych detali. Sprint do 100 km/h zajmuje 3,3 s (o 0,1 s szybciej niż w RS 6 Performance), a prędkość maksymalna sięga 305 km/h – w RS 6 i RS 6 Performance osiągnięcie takiej szybkości wymaga zakupu dodatkowego pakietu, w GT jest to seria.
Audi RS 6 Avant GT powstanie w 660 egzemplarzach, dostawy ruszą w drugim kwartale. Cena? Skromne 219 355 euro za naszą zachodnią granicą.
Porsche Taycan dostało lifting
Trochę się na wieść o tym w redakcji zdziwiliśmy, bo przecież to jest nowe auto. Jak się jednak okazuje, to wcale nie aż takie nowe – Taycan wszedł na rynek w 2019 r. Poprawki same w sobie to jedna rzecz, ale najgłośniej mówi się o wzroście mocy Taycana, co może być wymierzone w Teslę Model S Plaid.
Największego skoku osiągów doczekał się bazowy wariant elektrycznego Porsche, choć jego moc wzrosła o zaledwie 60 kW (82 KM) – do 490 KM. Najtańszy Taycan teraz jest w stanie osiągnąć 100 km/h w 4,8 s, podczas gdy do tej pory było to 5,4 s. Tak czy owak największe wrażenie robi jednak topowy Taycan Turbo S, którego moc maksymalna wzrosła z dotychczasowych 761 KM (w trybie Launch Control) do… 952 KM. Dzięki temu czas sprintu do setki skrócił się z 2,8 do 2,4 s.
Porsche Taycan jest teraz szybsze nie tylko na drodze, ale i pod ładowarką – maksymalna moc ładowania wzrosła o 50 kW, do poziomu 320 kW. Ładowanie z mocą wynoszącą 300 kW lub więcej można utrzymać przez ok. 5 minut. Tę nowość połączono z pojemniejszymi akumulatorami trakcyjnymi, dzięki czemu zasięg najbardziej dalekobieżnej wersji auta sięgać ma 678 km według WLTP – co oznacza wzrost o 175 km.
Wspomniane 5 minut nie brzmi zbyt imponująco, ale trzeba tu zaznaczyć, że wcześniej Taycan potrzebował 37 minut na podładowanie się od 10 do 80 proc. – teraz taka sama operacja zajmie 18 minut, o ile tylko znajdziemy odpowiednio szybką ładowarkę. Akumulator zwany u Porsche Performance Battery Plus ma obecnie 105 kWh pojemności brutto zamiast dotychczasowych 93 kWh.
Auto można już w Polsce zamawiać. Ceny startują od 489 tys. zł za bazowego Taycana, topowe Porsche Taycan Turbo S kosztuje 969 tys. zł w zwykłej wersji, 966 tys. zł jako uterenowione Cross Turismo oraz 974 tys. zł jako bardziej drogowe kombi, zwane tu Sport Turismo.
Abarth pokazał najmocniejszy samochód w swojej historii
Nie cieszyłbym się jednak jakoś szczególnie, ponieważ Abarth 600e to elektryczny crossover na bazie Fiata 600. Ma 240 KM, nic nie wiemy na temat jego osiągów, a klienci mają otrzymywać certyfikat autentyczności. W informacji prasowej napisano, że mamy czekać na dalsze informacje. Nie chce mi się. Dalej.
Przedłużono produkcję Audi R8
Ale poczekajcie z wiwatami – chodzi bowiem zaledwie o 3 miesiące. Z drugiej strony, zawsze coś… A dlaczego w ogóle zdecydowano się na ten krok? Ano dlatego, że w USA sprzedaż tego modelu dwukrotnie podskoczyła porównując lata 2023 i 2022 – i niemal dorównała wynikowi z roku 2021 (2023: 631 aut, 2022: 314, 2021: 649, 2020: 927).
General Motors pracuje nad nowym dieslem. Ma być duży
Informacje o tej jednostce krążą mniej więcej od końca stycznia i większość źródeł – cytując inne źródła – podaje, że nowy turbodiesel miałby mieć… 8,3 l pojemności.
O ile jednak zapewne prawdą jest, że GM faktycznie pracuje nad nowym ropniakiem, to lepiej poinformowani ludzie twierdzą, że 8,3 l jest mało realne, choć nie rzucają konkretnych liczb. Mówi się, że mogłoby to być ok. 7,4 l, co i tak wystarczyłoby do objęcia tytułu największego silnika stosowanego w ciężkich pickupach, odrobinę wyprzedzając benzynowy silnik 7.3 V8 Forda. Jednostka GM także ma mieć układ V8.
Dlaczego w ogóle GM myśli o powiększeniu Duramaxa powyżej typowej dla siebie pojemności 6,6 l? Osiągi to jedno, ale innym powodem może być emisja spalin – większy, mniej wysilony silnik prawdopodobnie nie będzie mieć zbyt dużego problemu np. z emisją tlenków azotu.
Zbliża się aukcja odrobinę nietypowego motocykla

fot. Bonhams
Jego nietypowość polega na tym, że ma 48 cylindrów i (prawdopodobnie) około lub ponad 500 KM. Jego twórcą – i przy okazji człowiekiem, który zapewnił sobie w ten sposób miejsce w Księdze Rekordów Guinnessa – jest niejaki Simon Whitelock, który bardzo lubi dwusuwy Kawasaki. Wcześniej zbudował już motocykle z 4, 7 (w rzędzie!) i 9 cylindrami, potem – dosłownie i w przenośni – poszedł na rekord, zresztą nie po raz pierwszy.
Do budowy tego monstrum, dla niepoznaki nazwanego Tinker Toy (w wolnym tłumaczeniu: zabawka do majsterkowania, zapewne nawiązanie do zabawki wprowadzonej na rynek w 1914 r.), użyto części pochodzących z Kawasaki KH250. Cała jednostka napędowa ma 4,2 l pojemności i żeby w ogóle dało się ją uruchomić, potrzeba pomocy… silnika ze skutera klasy 125 cm3, bo silnik o pojemności 50 cm3 był do tego zbyt słaby. Napęd na koło przekazuje skrzynia biegów z BMW K100, co chyba całkiem nieźle świadczy o tej przekładni.
Aukcja zostanie przeprowadzona w kwietniu, jej organizatorem jest dom aukcyjny Bonhams. Nowy nabywca musi być człowiekiem majętnym i… silnym. Majętnym, bo spodziewana cena za Tinker Toy to mniej więcej 200-310 tys. zł, poza tym pojazd waży blisko 600 kg. Jak podkreśla portal TheDrive.com, potężna i luksusowa Honda Gold Wing ma zaledwie 387 kg. Ja dodam od siebie, że Honda ma też bieg wsteczny – po 48-cylindrowym Kawasaki bym się takiego udogodnienia nie spodziewał.
Koenigsegg zamierza sprawdzić prędkość maksymalną modelu Jesko Absolut
I zamierza to zrobić w tym roku. Wstępne szacunki Szwedów zakładały, że 1600-konny samochód może osiągnąć nawet… 530 km/h. Nawet jeśli takiej prędkości nie uda się zobaczyć na wyświetlaczach, warto odnotować, że Koenigsegg będzie testować – tak jak poprzednio w przypadku Agery – pojazd w takiej specyfikacji, jaką można sobie zamówić w salonie, czego np. o Bugatti Chironie powiedzieć nie można.
Mini wprowadziło do oferty spalinowego Hatcha, ale zakończyło produkcję Clubmana
Nowy Mini (Hatch) Cooper miał w zeszłym roku swoją premierę, ale wyłącznie w wersjach elektrycznych – E i SE. Teraz do gamy dołączono Coopera C z 3-cylindrowym, 1,5-litrowym silnikiem o mocy 156 KM oraz Coopera S z 4-cylindrowym silnikiem 2.0 osiągającym 204 KM. Pierwszy ma osiągać 100 km/h w czasie 7,7 s, drugi – o 1,1 s szybciej. Ma się także pojawić wzmocniony wariant John Cooper Works, ale póki co dostępny będzie tylko pakiet karoseryjny JCW.
Pewną ciekawostkę stanowi fakt, że elektryczne Mini produkowane są w Chinach, podczas gdy miejscem produkcji wersji spalinowych jest Wielka Brytania.
A skoro już w Wielkiej Brytanii jesteśmy, to w dokładnie tej samej fabryce o której mowa wyżej, tj. w Oksfordzie, zakończono wytwarzanie Mini Clubmana – jego następca nie jest planowany, ponieważ Countryman po prostu wygrał wewnętrzną konkurencję, znajdując blisko dwukrotnie więcej klientów. W pewnym stopniu lukę w gamie marki ma objąć mniejszy Mini Aceman.
Ford przeprowadził lifting Pumy. Puma ST nie zasługuje już na te dwie litery
Ja rozumiem wiele, ale nawet osoba która nie chce wierzyć, że Ford robi wiele by w końcu przestać produkować te przebrzydłe samochody, chyba zmieni zdanie po ujrzeniu nowej Pumy.
To, że auto dostało lifting podobny jak uśmiercona już Fiesta to wbrew pozorom najmniejszy problem, choć przód wersji ST jest teraz podobnie paskudny (ST-Line wypada na szczęście lepiej). Szczyty wszystkiego są tutaj jednak dwa.
Pierwszym jest wnętrze, które jest koszmarne. KOSZMARNE. I nawet do niczego nie pasuje, a już na pewno nie do dość obłego nadwozia. Nic do niczego nie pasuje, sprawia wrażenie krzywego i wygląda jak zbudowane z klocków przez kogoś, kto robi to z zawiązanymi oczami podczas jednoczesnej jazdy na automacie z rodeo na byku. Z bykiem to ma tyle wspólnego, że spadł z niego projektant, to na pewno. I jeszcze ta 2-ramienna kierownica, zgaduję że nawet w wersji ST, skoro taką ma ST-Line.

Wnętrze wersji ST-Line. Kierownica prawie jak w Austinie Allegro.
No i właśnie, ST. Wiecie, czego już Puma ST nie ma? 200-konnego silnika 1.5 (3-cylindrowego, wbrew temu co piszą np. Motor1 i Carscoops) i 6-biegowej skrzyni manualnej. W gamie Forda Pumy pozostał wyłącznie silnik 1.0 EcoBoost, tyle że w różnych wersjach mocy – i ST ma koni 160, z chwilowym overboostem 170. Co więcej, ten napęd łączy się tylko i wyłącznie z 7-biegową skrzynią dwusprzęgłową. Czyli może i jest wolniej (7,4 s do setki zamiast 6,7 s w ST 1.5), ale za to mniej przyjemnie. Brawo. Warto nadmienić, że przed liftingiem taka Puma ST też była dostępna, ale chętni mogli wybrać właśnie skasowany wariant 1.5 z manualem.
A ponieważ Ford nie będzie w Europie oferować Explorera po liftingu, to w obecnej sytuacji jedynymi ciekawszymi modelami które pozostaną w ofercie po naszej stronie Sadzawki będą Focus ST (jest on jeszcze w ogóle dostępny?), nowy Mustang i Bronco. I ewentualnie Kuga po liftingu, jeśli się komuś podoba. No świetna robota, ręce puchną od klaskania.
Toyota GR86 i Subaru BRZ znikają z Europy
Nie jest to jakimś wielkim zaskoczeniem, bo Toyota od razu mówiła, że auto wjedzie do nas na dwa lata i finito, ale warto wiedzieć, dlaczego tak się stanie. Powodem wycofania tych aut jest zbliżające się wprowadzenie GSR2, od General Safety Regulations 2. Chodzi o pakiet przepisów które wymagać będą od każdego auta na rynku posiadania takich elementów jak np. kamera cofania (lub czujniki parkowania; mały problem), systemu wykrywającego niezamierzony zjazd z pasa ruchu (to już odrobinę trudniejsze do wprowadzenia, szczególnie w wersjach które mogą samodzielnie korygować tor jazdy) oraz słynnego już systemu ISA.
ISA to generalnie powód do wysłania kilku ludzi do kryminału. Chodzi o system odczytujący ograniczenia prędkości na danym odcinku drogi ze znaków drogowych – obecnie po przekroczeniu prędkości miałby po prostu emitować dźwięk ostrzegawczy, ale docelowo będzie mógł wpływać na prędkość samochodu – zapewne wliczając w to użycie hamulców. I zapewne zupełnie nie przejmując się sytuacją za pojazdem, np. nadciągającą z dużą prędkością starszą ciężarówką.
I teraz pomyślcie sobie o polskiej znakozie, a co więcej – o tym, że w Polsce ograniczenia prędkości odwoływane są przez skrzyżowania. ISA tego nie wie, bo żeby wiedzieć, to musiałaby współpracować z systemem nawigacji. Innymi słowy, także w Polsce będą sprzedawane auta, które nie są zgodne z naszymi lokalnymi przepisami – i które docelowo mogą doprowadzić do wypadku nie z winy kierowcy. To skandal podobny do wymuszenia stosowania układów klimatyzacji wykorzystujących czynnik R1234yf, z którego w razie pożaru auta i gaszenia go wodą powstaje ekstremalnie niebezpieczny kwas fluorowodorowy.
Na koniec: powrót z zaświatów. Shelby powraca z modelem, który ma ćwierć wieku
W 1997 r. Shelby pokazało model Series 1, o którym dziś prawie nikt nie pamięta. Ja pamiętam, z trzech powodów:
- miał świetnie brzmiący silnik bazujący na jednostce ostatniego Oldsmobile’a Aurory,
- mam modelik w skali 1:18,
- MIAŁ KOSZMARNĄ KIEROWNICĘ, wyglądającą jak wzięta z Łady – albo gorzej.
No i teraz, w 2024 r., Shelby pokazało Series 2 w wersji coupe (roadster ujrzał światło dzienne w 2018 r.), który jest ciekawy głównie dlatego, że:
- można wybrać różne silniki, w tym niezbyt świeżą jednostkę Ford Windsor, ale V8 z Aurory nie ma;
- kosztuje od 385 600 dol. za karbonową skorupę bez silnika;
- nadal ma kierownicę jak z Łady.
Pozostawiam Was z tematem do rozmyślań: czy gorsza jest kierownica z Series 2 czy może z nowej Pumy. Do widzenia!















