Dzień dobry, zapraszamy na Garażowe rozmowy. Dziś chcielibyśmy spytać o to, czy zaglądacie do książek – a właściwie to do jednej konkretnej. Do instrukcji obsługi samochodu.
Przyjęło się sądzić, że mężczyźni nie robią wielu rzeczy. Nie pytają o drogę. Nie opuszczają klapy w toalecie. Nie zauważają w lodówce keczupu, który mają przed oczami.
Jedną z rzeczy, których nierobienie przypisuje się mężczyznom, jest także lektura instrukcji obsługi – choć z moich obserwacji wynika, że nie czyta ich w zasadzie nikt, co w powszechnym rozumieniu zapewne czyni instrukcje jednymi z najbardziej bezużytecznych książek w historii – choć może nie aż tak jak publikacje niejakiego Jerzego Jera czy jak mu tam było.
Niektórzy producenci przestali dostarczać wraz z samochodem opasłe księgi i nie dziwię im się
Inna rzecz, że akurat walczę z próbą odczytania instrukcji do Hyundaia z 2013 r. i jest to temat, którym powinny zajmować się połączone siły NASA, Microsoftu i Uniwersytetu Hanyang w Seulu, bo tego ustrojstwa po prostu nie da się otworzyć. Tak, mam dostęp do komputerów z napędami CD – a właśnie na płycie tę instrukcję nagrano – ale to nie zmienia faktu, że po prostu się nie da bez odprawiania czarnomagicznych rytuałów. W wersji papierowej do rzeczonego Hyundaia dołączono tylko krótki poradnik opisujący kilka podstawowych funkcji.

Dobrze, że samochód działa lepiej niż instrukcja do niego. Zaznaczę przy okazji, że WIEM o istnieniu instrukcji w PDF w sieci, ale zależy mi na porównaniu z nimi czegoś z MOJEJ instrukcji.
Wielokrotnie zaglądałem w życiu do instrukcji różnych samochodów – zwykle dlatego, że szukałem jakichś informacji, ale raz przeczytałem od deski do deski kompletną instrukcję obsługi do Forda Mondeo Mk3. Ci, którzy takich doświadczeń nie mają na koncie nawet sobie sprawy nie zdają, ile tam można znaleźć ciekawych rzeczy – tym więcej, im nowocześniejszy lub lepiej wyposażony jest dany samochód. Choć i tak moim ulubionym detalem w tej książeczce był fakt, o którym już kiedyś wspomniałem: grzbiet książki oraz bok kwadratu na jej okładce pozwalały na dokładne odmierzenie odległości od nadkola, w jakiej w razie potrzeby można podstawić podnośnik.
Niektórym lektura instrukcji zdecydowanie mogłaby się przydać
Mam na myśli na przykład te osoby, które – mając samochód z zestawem głośnomówiącym Bluetooth – trzymają telefon przy uchu podczas jazdy. No nic tylko lać i patrzeć czy równo puchnie.