Dziarska, charakterna, zdolna do podejmowania niepopularnych decyzji, uwielbiana i nienawidzona – taka jest Michèle Mouton, jedna z prawdziwych legend rajdów samochodowych. A opowie nam dziś o niej Dominika Węcławek, czyli GratoWiedźma.
Ryk silnika uzupełniany charakterystycznymi wystrzałami, chmura pyłu spod kół, i niemal natychmiastowa prędkość, potężna, imponująca, u wielu obserwatorów wywołująca ciarki nawet po latach. Siedząca za kółkiem drobna, ciemnowłosa kobieta jeszcze kilka chwil wcześniej powiedziała zawadiacko do zgromadzonych dziennikarzy, kibiców i konkurentów: „biedne chłopaki, zaraz wam pokażę!”, po czym założyła kask i… została przepchnięta przez cały swój zespół serwisowy na start jednego z najstarszych wyścigów w USA, znanego jako Pikes Peak International Hill Climb.
Pod górkę
Tamtego słonecznego dnia w 1985 r. Michèle Mouton była chodzącą determinacją. Chciała pokazać nie tylko „chłopakom” – wszystkim facetom, którzy od lat dominowali sporty samochodowe, amerykańskim kierowcom, którzy ponoć nie traktowali jej wcześniej poważnie – ale też sobie, że jedyne na co zasługuje to pierwsze miejsce.
Ta wysoko ustawiona poprzeczka chwilę wcześniej okazała się być jej zgubą. Podczas przejazdu zapoznawczego Michèle została przyłapana na przekroczeniu prędkości o 10 km/h, co skutkowało nałożeniem na francuską kierowczynię kary. Gdy inni kierowcy, w tym obrońca tytułu Al Unser Jr., mogli rozpędzić swe pojazdy przed startem lotnym, osiągając tym samym odpowiednią prędkość jeszcze przed rozpoczęciem niemal 20-kilometrowej wspinaczki na szczyt Pikesa, Mouton musiała zostać dopchana do linii startu i ruszać z miejsca.
Na szczęście jej turbodoładowane Audi quattro wyrwało jak dzikie i do samego końca nie odpuszczało tempa. Michèle prowadziła pewnie, wręcz ryzykownie. Tam, gdzie inni redukowali prędkość by lepiej wejść w zakręty, ona tylko dociskała gaz i starała się utrzymać auto w kursie. Na drugim fotelu nie było jej ulubionej pilotki, Fabrizii Pons, nie było więc komu wyhamomywać szalonej Francuzki.
Gnała więc na szczyt, pod górkę, po sukces i bez wahania. Choć przed rozpoczęciem przejazdu zadeklarowała, że po prostu postara się nie popełnić żadnego błędu, to w czasie tego trwającego niewiele ponad 11 minut przejazdu często stawiała wszystko na jedną kartę ryzykując utratę trakcji, wypadnięcie z trasy, a co za tym idzie natychmiastowy koniec przygody. „Wyścig do chmur”, jak bywa nazywany Pikes Peak International Hill Climb, nie toleruje pomyłek.
Jak pokazał wynik – aż o 23 sekundy lepszy od drugiego z kierowców w stawce – opłacało się
Oto pierwszy raz od bardzo dawna wyścig górski w Kolorado wygrała osoba z Europy. W dodatku kobieta, prowadząca pierwsze tak zbudowane auto w historii – bo czego by o Audi nie mówić, to Sport quattro, którym wówczas jeździła Mouton, było jednym z modeli, które zmieniły reguły gry.
Jednak we wstępie napisałam, że Mouton to przede wszystkim jedna z legend rajdów. Dlaczego więc zaczynamy od wyścigu? Jej fenomenalna wspinaczka na Pikes Peak jest bowiem jednym z tych momentów w historii motorsportu, które wiele osób wspomina do dziś, a młodsi amatorzy motorsportu z przyjemnością odkrywają tę epicką kartę. Zanim jednak Michèle dotarła do tego szczytu, przebyła ciekawą drogę.
„Po prostu pojechałam”
Kariera Michèle jest jednym z fenomenów. Urodzona w 1951 r., dorastała w czasach, kiedy z jednej strony sporty samochodowe przeżywały jeden ze swoich najpiękniejszych momentów, wykuwały się legendy, adrenalina szła pod rękę z zabójczym niebezpieczeństwem, a z drugiej wielu zawodników to były samorodki. Na przykład Michèle nie była hodowana na czempionkę, nikt z nią nie chodził w dzieciństwie na gokarty, nie trenowała jako nastolatka. Z resztą w „tamtych czasach” dziewczyny często miały po prostu swoje grupy i swoje zawody. I właśnie Michèle zadebiutowała za kółkiem pięknego błękitnego Alpine A110 w rajdzie Paris-Saint Raphaël Féminin dopiero jako dwudziestojednoletnia kobieta, w 1973 r. Niewiele wcześniej złapała bakcyla rajdowego będąc pilotką swojego kolegi Jeana Taibi – najpierw podczas wielogodzinnych treningów na górskich trasach nieopodal jej rodzinnego Grassu, następnie w Rajdzie Monte Carlo. Uwiodła ją atmosfera, emocje, zgiełk i prędkość, ale już wcześniej wykazywała dryg do motoryzacji.
Pierwszy raz za kółkiem siadła, gdy miała 14 lat, a jej ojciec zostawił kluczyki w swoim Citroënie 2CV. Ona go po prostu odpaliła, wrzuciła bieg i pojechała. Adrenalina i ciekawość, które towarzyszyły jej w tamtym momencie, stały się nieodłącznym składnikiem jej późniejszych działań w motorsporcie. Uwielbiała przesuwać granice – nie tylko własnych możliwości, ale też możliwości maszyny.
Jej ojciec zaś, zamiast zakazywać – dopingował. Choć ani on, ani matka nie myśleli o tym, że przyszła kariera i całe życie ich córki związane będą z samochodami (w końcu Michèle rozpoczęła studia prawnicze), postanowili jednak dołożyć wszelkich starań, by mogła rozwijać się także jako kierowczyni rajdowa.
Było o tyle łatwiej, że Pierre Mouton sam był fanem szybkich maszyn. Niestety II wojna światowa i fakt, że spędził kilka lat w niewoli sprawiły, że jego potencjalna kariera jako rajdowca została po prostu porzucona na rzecz zwyczajnej, spokojniej codzienności – prowadzenia rodziny i doglądania potężnych upraw kwiatów.
Kiedy jednak okazało się, że ma komu przekazać swoją wiedzę – wykorzystał to. To właśnie on zadbał, by Michèle miała przygotowane do rajdów Renault Alpine. To on był jej pierwszym trenerem, który motywował, ale też nadawał kierunek. Bez ojca Michèle Mouton nie zyskałaby tak szybko szansy, by swoją pasję do pędzenia serpentynami za kółkiem sportowych fur przekuć w starty w ważnych światowych imprezach.
„Będę wściekła i będę najszybsza”
W pierwszych latach Michèle startowała przede wszystkim w Rajdzie Korsyki i Rajdzie Mote Carlo. Po kilkuletniej przygodzie z Alpine, także modelem A330, pojawiała się za kółkiem Lancii Stratos, ale od 1977 do 1980 r. była przede wszystkim jedną z członkiń zespołu Fiata i to właśnie za sterami modelu 131 Abarth startowała najczęściej.
– To była wymagająca maszyna, trudna w prowadzeniu – podkreślała w rozmowach z dziennikarzami. Patrząc na jej ówczesny wyraz twarzy nietrudno się domyślić, że zmiana francuskiego auta na włoskie nie do końca jej pasowała. Mimo wszystko Michèle była w stanie za kółkiem „tej potwornej ciężarówki” sukcesywnie plasować się blisko podium w bezpośredniej walce z najlepszymi kierowcami biorącymi udział w imprezach WRC. Bliski krewny kredensa niejednego mógłby nauczyć pokory, ale Michèle nie tego oczekiwała. Ona chciała wolności, którą można osiągnąć we współpracy z maszyną, a nie walki o każdy zakręt.
W dodatku miała potężne ambicje. Kiedy zbliżała się do swojego pojazdu podobna była do Muhammada Ali – wieczne przechwałki, śmiałe oceny, ostre spojrzenia, dowcip i pewność siebie to były jej znaki rozpoznawcze. Nie była szarą myszką, która w spokoju pracuje na swój sukces. Szła przez park maszyn wywołując całą gamę uczuć, od podziwu dla umiejętności, przez zachwyt urodą, po pogardę i zawiść. Środowisko samochodowe w latach 70. i 80. to był kipiący kocioł testosteronu, a Michèle wjechała w to bokiem, na pełnym gazie, wzniecając tumany oburzenia. „Mam przegrać z KOBIETĄ?!” – pytali topowi rajdowcy. Nie wiedzieli, że najgorsze było dopiero przed nimi.
Wyzwanie na cztery kopyta
– To był kompletny szok – powiedziała Michèle, kiedy dowiedziała się, że nowo powołany zespół Audi Sport wybrał właśnie ją do roli nowego kierowcy. Był początek lat 80., Grupa B jeszcze nawet nie istniała. A Michèle miała usiąść za kółkiem zupełnie nowego, rewolucyjnego Audi quattro S1 – pierwszego samochodu w historii rajdów, w którym połączono napęd na 4 koła, turbodoładowanie i ponad 300 koni mocy. I to właśnie ta drobna, zadziorna dziewczyna miała stać się twarzą promująca tego nowego potwora?! Czemu nie!
Oczywiście team Audi Sport miał też faceta kierowcę – utalentowanego Hannu Mikkolę, żeby nie było, ale wyobraźcie sobie, kto bardziej zainteresuje media? Kogo bardziej polubi kamera, kto wywoła jeszcze więcej emocji? Wiadomo, że kobieta. Mało tego – Michèle miała prowadzić to nowe cacko ze stajni czterech kółek pilotowana przez inną fantastyczną kobietę – Fabrizię Pons. Nowe auto, nowy pilot, nowe możliwości i nowe wyzwania. To bardzo przypasowało francuskiej zawodniczce. Do czasu pierwszego oficjalnego startu po uzyskaniu homologacji przez Audi.

Fabrizia Ponz i Michèle Mouton / Danyele, CC BY-SA 4.0, via Wikimedia Commons
Występ Michèle w Rajdzie Monte Carlo w 1981 r. skończył się zanim się zaczął
Silnik po prostu odmówił współpracy i tak zespół Mouton/Pons musiał wycofać się ze startu. Kolejne występy w imprezach to był trudny czas – wspaniałych zwycięstw na pojedynczych odcinkach, wyzwań technicznych, kolejnych problemów z nowym i wciąż rozwijanym przez Audi samochodem. Wiele osób czekało na takie ”potknięcia”, prasa niekiedy uszczypliwie pisała, że głupotą było wybieranie kobiety na jednego z testowych kierowców nowego pojazdu. Tak jakby awaria elektryki nie mogła się przydarzyć facetowi za kółkiem. Michèle zdawała się nie tyle mieć to w nosie, co wręcz nakręcać się jeszcze bardziej. Całą sobą mówiła „ja wam pokażę!”. Zawsze brała sobie na cel najlepszych kierowców startujących w danym rajdzie. To ich chciała prześcignąć. To im najbardziej chciała utrzeć nosa. To do nich kierowała swoje śmiałe deklaracje rzucane w tłum.
Chodź, chłopczyku, pokażę ci jak się wygrywa rajdy
– Ani ja, ani mój samochód nigdy nie przegramy z kobietą – powiedział Ari Vatanen na starcie Rajdu San Remo. Musiało mu być dość głupio, gdy ta bezczelna i dążąca do perfekcji francuska dziewczyna nazywana nieraz „Czarną żmiją” wraz ze swoja włoską pilotką przegoniła go na trasie. Mouton i Pons stanęły na podium ustanawiając historyczne, pierwsze zwycięstwo kobiet w WRC.
Michèle zdobywała ten tytuł jeszcze trzykrotnie, a wygrywając wspomniany we wstępie wyścig górski Pikes Peak jednocześnie oprócz bycia pierwszą europejką (w 1916 – roku ustanowienia wyścigu, imprezę wygrała inna kobieta – Rea Lentz), była też osobą, która pobiła rekord prędkości na trasie. Stała się żywą legendą i zamknęła usta wielu krytykom.
W 1986 r. już za sterami Peugeota 205 zdobyła tytuł rajdowego mistrza Niemiec, a potem wszystko poszło źle
Dwa kolejne rajdy w których brała udział to dwie poważne awarie auta, które przyczyniły się do tego, że Michèle nie mogła ukończyć zawodów. W tym drugim rajdzie miał miejsce kolejny tragiczny wypadek – rywale z zespołu Lancii, Henri Toivonen i Sergio Cresto, zginęli na miejscu w tragiczny i przerażający sposób. Ich samochód wypadł z jednego z najniebezpieczniejszych zakrętów Rajdu Korsyki i stoczył się w dół stromego zbocza. drzewa przebiły zbiornik paliwa, doszło do wybuchu. Auto stanęło w płomieniach, a obydwaj mężczyźni byli uwięzieni w środku.
Ten wypadek przypieczętował losy Grupy B, w której Michèle startowała. Tym bardziej, że nie był pierwszym tragicznym zdarzeniem w krótkiej i intensywnej historii tejże grupy. jeszcze tego samego dnia Michèle powiedziała swojemu pilotowi: „Jeśli zlikwidują Grupę B, odchodzę”. I faktycznie, krótko po Rajdzie Korsyki FIA podjęła decyzję o zamknięciu grupy, a Michelle zakończyła swoją przygodę jako regularna zawodniczka. Nie odeszła jednak z motorsportu.
Kontrowersyjna i niepopularna
Michèle Mouton mimo, iż wzięła ślub i zajęła się wychowywaniem dzieci, nigdy nie oddaliła się od sportów samochodowych. Założyła fundację, wspierała zawodniczki, choć nie w taki „siostrzany” i „misiowy” sposób. Wciąż pozostawała tą charakterną „pierwszą w historii” – lubiła to podkreślać, nie omieszkała dodawać, że „w jej czasach” dziewczynom było trudniej. Nie sposób jej odmówić tego, że faktycznie nie tyle przetarła szlaki, co pokazała, że kobieta za kółkiem samochodu sportowego może z powodzeniem konkurować z facetami. Wspaniale wyczuwała auto i nieustannie przesuwała limity.
Gdy jednak mijały lata, a francuskiej kierowczyni przybywało siwych włosów i zmarszczek, stawała się kontrowersyjna z innego powodu. Do dziś działa w strukturach FIA – zarówno w komisji do spraw kobiet w motorsporcie, ale też jako przedstawicielka zespołu bezpieczeństwa. I to ta druga rola przynosi jej często krytykę.
To Michèle Mouton bowiem często rozstawia fanów rajdów po kątach – nie tylko osobiście – jeżdżąc autem funkcyjnym i nakazując kibicom przechodzenie do innych stref, ale także wspierając i propagując przepisy bezpieczeństwa ograniczające zachowania fanów na trasach. Dlaczego to się nie podoba? Kibice rajdowi to specyficzna i fantastycznie oddana swojej pasji grupa osób. To ludzie, którzy jeżdża za „swoimi” zawodnikami po świecie i nie potrafią siedzieć spokojnie na krzesełkach za taśmą, z biletem w ręku, czekając na te kilka sekund ryku towarzyszące przejazdowi zawodnika.
Rajdy samochodowe, zwłaszcza w latach 80. miały tę specyfikę, że tłumy entuzjastów wychodziły na drogi i rozstępowały się przed rozpędzonymi autami. Wyglądało to zawsze bardzo przerażająco. Dla samej Michèle – jak wspominała w filmie „Queen of speed” poświęconym jej karierze (możecie go obejrzeć poniżej) – oznaczało to pewne przestawienie myślenia. Musiała zacząć traktować ludzi jak drzewa, przedmioty, po prostu trzeba pędzić i ich unikać. Ale jak uniknąć nieprzewidywalnego? Kto zdąży odbiec, a kto wpadnie pod koła?
Kibice zakładają, że wchodzą na trasy na własną odpowiedzialność, ale w dobie zaostrzającego się bezpieczeństwa i przepisów prawnych Michèle stała się jedną z orędowniczek zmian ograniczających swobodę w poruszaniu się kibiców na trasach rajdów. Nikt z „prawdziwych” kibiców jej za to nie pokochał. Wypominano jej słowa, które mówiła będąc rasową zawodniczką najbardziej szalonej grupy rajdowej w historii motorsportu. Można jej nie lubić za takie decyzje, ale o ile jako kierowczyni, która potrafiła z pełną wściekłością i determinacją pruć przez rozstępujący się tłum miała tylko jedno przed oczami – wygrać wszystko – to teraz, wraz z wiekiem, doświadczeniem, ale też kolejnymi obserwacjami z tras, a zwłaszcza wypadków, Michèle jest jedną z tych osób, które rozumieją, ze żadna śmierć na rajdzie nie powinna się po prostu zdarzać.
Nie tak należy przechodzić do historii.
Poprzednie teksty Dominiki na Petrolheart.pl znajdziecie TUTAJ i TUTAJ.
Zdjęcie główne: Clive Horsman, CC BY 2.0, via Wikimedia Commons




