Robi się coraz cieplej, Garażowe rozmowy są więc jak znalazł – nie trzeba się już dogrzewać żadnym piecykiem, można po prostu usiąść i pogadać. Zapraszamy na kolejny odcinek.
Gdy byłem mały i zdarzało mi się być w Niemczech, jeździłem z wujkiem po salonach samochodowych. Uwielbiałem to, bo nie dość, że mogłem sobie pooglądać mnóstwo modeli na żywo i w większości z nich usiąść za kierownicą, to jeszcze miałem z tych wypadów całkiem pokaźny zbiór katalogów i prospektów. Co prawda większość z nich zabrała mi w 2010 r. powódź, ale coś się jeszcze uchowało. Swoją drogą, jak już jesteśmy przy katalogach, to taka mała dygresja: kiedyś bardzo popularne było umieszczanie w tych materiałach wykresów mocy i momentu obrotowego dla wszystkich silników w gamie. Teraz to niemal zupełnie zniknęło, wymarło – obecnie klient nie ma się przecież interesować silnikiem, tylko systemem multimedialnym.

Z katalogu pierwszej Laguny dowiedziałem się, że mogła być 7-miejscowa. Dwa dodatkowe miejsca znajdowały się w bagażniku, a ich pasażerowie siedzieli tyłem do kierunku jazdy – tak samo jak w Mercedesach klasy E kombi.
Dziś często można się spotkać z opinią, że salony samochodowe nie mają racji bytu
Samochód można sobie kupić przez internet, zarówno nowy jak i używany. Nie trzeba nawet go wcześniej oglądać, bo w razie potrzeby ktoś może to zrobić za nas – czasem po koleżeńsku, a czasem wystawiając przy tym stosowną fakturę. Z internetu można też pobrać te wszystkie katalogi, cenniki i informacje o gwarancji. Żyć, nie umierać, prawda?
A guzik prawda
Moim zdaniem o zakupie samochodu bez obejrzenia go i przymierzenia się do niego jest sens mówić tylko wtedy, gdy ktoś z danym modelem po prostu miał już wcześniej do czynienia, albo gdy jego zainteresowanie motoryzacją wynosi minus jeden. Nawet nie zero – bo gdyby to było zero, to powinno człowiekowi chociaż przyjść na myśl, by sprawdzić, czy fotel kierowcy jest wygodny, co wcale nie jest takie oczywiste, zwłaszcza dla osób mających problemy z kręgosłupem lub jeżdżących w długie trasy. Sam nie wyobrażam sobie zakupu auta bez dokładnego obejrzenia całości, a także bez odbycia jazdy próbnej – nawet jeśli w przypadku auta nowego nie byłoby do dyspozycji testówki z tym silnikiem, na którym by mi zależało, to i tak można by było ocenić choćby właśnie komfort jazdy, wyciszenie itd.
Poza tym uważam – choć zapewne z roku na rok jestem coraz bardziej odosobniony w tej opinii – że wizyta w salonie i cały ten proces kończący się wyjazdem nowym autem może być fajnym przeżyciem, które się po prostu zapamiętuje. W końcu auta nie kupuje się co drugi dzień, a wiele osób zostaje z jednym samochodem po 10 i więcej lat. Naturalnie, jak w każdej branży, zdarzają się partacze, którzy potrafią całą tę wizytę w salonie zamienić w doświadczenie nieprzyjemne, ale niewiele można na to zaradzić – może poza sprawdzeniem opinii nt. danego salonu.

fot. Goran Anicic, Pixabay.com
Salony samochodowe zapewne stałyby się niepotrzebne po upowszechnieniu transportu autonomicznego
A przynajmniej znacznie mniej potrzebne – do momentu, gdy takie auta dałoby się kupić. Bo z chwilą, gdy stałyby się dostępne wyłącznie w ramach wypożyczenia (np. przez aplikację), to wtedy faktycznie można by wszystkie salony pozamykać na cztery spusty.
Tyle że era samochodów autonomicznych zapewne nie nadejdzie (a przynajmniej nie za naszego życia), w czym zgadzam się z Grzegorzem Karczmarzem z Autobloga. Ten tekst już co prawda trochę ma, ale jego główny przekaz się nie zdezaktualizował. I tak, jasne – na rynku będzie przybywać kolejnych propozycji zdolnych do samodzielnej jazdy, ale żeby wszystko i wszędzie jeździło autonomicznie? Bez szans. I to jeszcze może na całym świecie, hm? Innymi słowy: nie bardzo widzę powody, dla których salony samochodowe miałyby zacząć znikać.
A jak jest Waszym zdaniem? Czy salony samochodowe można już zacząć zamykać?
Zdjęcie główne przedstawia próbki dostępnych lakierów w salonie samochodowym. Autor zdjęcia: FranckinJapan, Pixabay.com