Doskonale pamiętam moment, gdy w 2003 miało premierę pierwsze produkcyjne Lamborghini napędzane silnikiem V10. Gallardo, bo o nim mowa, było drugim modelem opracowanym po przejęciu włoskiej marki pod skrzydła Audi. To było zaledwie parę chwil temu…
Przez pierwsze chwile Lamborghini Gallardo było darzone pewną nieufnością, jako mniejszy model w cieniu doskonałego Murciélago. Nie miało legendarnych lambo doors, a w dodatku jego nazwa przez całe lata była czytana zgodnie z regułami pisowni angielskiej czy też polskiej, zamiast prawidłowej – hiszpańskiej (wym. Gajardo). Nie przeszkodziło to jednak Gallardo stać się hitem sprzedażowym. Fabryka w Sant’Agata Bolognese pracowała na dwie zmiany by sprostać popytowi i początkowo łączyła nadwozia dostarczane z niemieckiej blacharni z zespołami napędowymi zmontowanymi na Węgrzech.
Na etapie projektu początkowo rozważano napędzanie Gallardo silnikiem V8 (pozyskanym od Audi, wtedy jeszcze obcej firmy) lub V10, bazującym na silnikach z prototypów P140 czy też Cala. Niedługo później, po przejęciu firmy przez Audi koncepcja użycia silnika V10 o nietypowym jak na ten układ rozwarciu cylindrów (90 stopni) wróciła.

Lamborghini P140 / Arnaud 25, CC BY-SA 3.0, via Wikimedia Commons
Reszta jest historią – historią, która właśnie dobiega końca
Pierwotny silnik o oznaczeniu L140 miał niecałe 4 l pojemności, 40 zaworów i moc w granicach 370-400 KM. Napędzane nim prototypy P140 oraz Cala ocierały się o 300 km/h prędkości maksymalnej.
Do napędu Gallardo przekonstruowano jednak tę jednostkę – w produkcyjnej formie miała 5 l pojemności i 500 KM. Lamborghini tym samym rzuciło rękawicę Porsche 911 i Ferrari 360 Modenie, które miały odpowiednio 6 i 8 cylindrów.

Silnik 5.0 V10 w pierwszym Lamborghini Gallardo. / fot. kiwi7r, BringaTrailer.com
Po kilku latach produkcji, Gallardo doczekało się limitowanej edycji Gallardo SE, wzmocnionej do 520 KM, a na ostatni rok produkcji pokazano Gallardo Superleggera – lżejsze o 100 kg i mocniejsze (530 KM). Była to ostatnia odsłona silnika bazującego na konstrukcji z końca lat 80.
Przewaga dzięki technice
W roku 2008 Gallardo przeszło lifting, który jednak w istocie był poważną przebudową. Przy okazji nastąpiła fundamentalna zmiana – włoską jednostkę napędową zastąpiono 5,2-litrowym motorem pochodzącym od Audi. Nowa jednostka miała 5204 cm3 pojemności, co osiągnięto przez nieco zwiększoną średnicę cylindra. Skok tłoka pozostał bez zmian.
Konstrukcyjnie silniki 5.0 i 5.2 dzieliło jednak wszystko – inne odstępy pomiędzy cylindrami, bezpośredni wtrysk paliwa w miejsce tradycyjnego wielopunktu, czy też kąt wykorbienia wału korbowego – na zmianę 90 i 54 stopnie zamiast 72. Ten sam silnik, ale w znacznie mniej wyczynowej specyfikacji trafił również pod maskę kilku modeli Audi (S8 D3, S6 C6…)

Silnik 5.2 V10 w poliftowym Lamborghini Gallardo LP560-4. / fot. silverarrowcarsltd, BringaTrailer.com
Moc znów urosła – od 550 KM w wersji podstawowej, aż do 600 KM w Gallardo GT3.
Wydawało się że więcej mocy nie sposób już wycisnąć. Nawet szalony koncepcyjny model Sesto Elemento pokazany w 2012 r. miał zaledwie 570 KM, choć ważył tyle co 2/3 Gallardo.
I wtedy nadciągnął huragan
Huragan, po hiszpańsku Huracan – to model Lamborghini zaprezentowany w 2014 r. i będący następcą Gallardo. Korzysta z tej samej jednostki napędowej o pojemności 5,2 l i w momencie premiery osiągał 610 KM (Huracan LP610-4). Zastosowano tutaj mieszany wtrysk paliwa – tradycyjny w kolektor ssący i bezpośredni zwany FSI przez Audi, a IDS przez Lamborghini.
Moc jest tu przenoszona na cztery koła za pomocą 7-biegowej przekładni DSG DQ500, zwanej przez Lamborghini po prostu Doppia Frizione (LDF). To kolejna różnica względem Gallardo – Huracana pozbawiono manualnej skrzyni biegów.
W 2016 r. pojawiła się także słabsza odmiana – Huracan LP580-2, zgodnie z nomenklaturą osiągająca 580 KM i przenosząca moc wyłącznie na tylną oś. Dalej jednak był już tylko wzrost – najmocniejsza odmiana Huracana, Performante, została wzmocniona do 640 KM, dzięki czemu rozpędza się do „setki” w 2,9 s.
Czas jednak nadszedł na grande finale
Choć nie będzie to wersja specjalna zbudowana od podstaw, jest o czym mówić. Lamborghini Huracan STJ (Super Trofeo Jota) – bo tak nazywa się ostatnia edycja tego samochodu – jest spokrewniona z dziką wersją STO (Super Trofeo Omologato). STJ powstanie w zaledwie 10 egzemplarzach (tak, wszystkie są już wyprzedane…).
Z zewnątrz widać nowe, 20-calowe obręcze kół z centralną śrubą. Pokrewieństwo z STO oznacza również ceramiczne hamulce CCM-R oraz zawieszenie o nastawach torowych. Z zewnątrz dołożono kilka karbonowych dokładek, przeprojektowano też kąt nachylenia tylnego spojlera. Moc silnika pozostanie bez zmian (640 KM).
Następca Huracana ma mieć turbodoładowany silnik V8 połączony z układem hybrydowym. Lamborghini tym samym w pewnym sensie powraca do korzeni – silniki V8 były stosowane dużo wcześniej, na samym początku działania firmy produkującej najszybsze traktory.
Jest to zarazem koniec pewnej epoki, dzięki której Lamborghini przetrwało. Gallardo przez długi czas było najpopularniejszym samochodem tej marki – sprzedano ponad 14 tys. egzemplarzy. Huracana – ponad 20 tys.
Pozostaje uronić sentymentalną łzę, jeśli będziecie mieli okazję przekręcić kluczyk w 10-cylindrowym Lamborghini. Czego każdemu z Was życzę.






