Można mieć różne opinie o wolfsburskiej marce, jednak jednego nie można Volkswagenowi odmówić – zdolnego działu marketingu. Jak sprawić, by premiera łagodnego liftingu pod-wersji zwyczajnego hatchbacka nie była nudna? Kluczowe są w tym dwa hasła – „50 lat” i „Nürburgring”. Oto nowy VW Golf GTI Clubsport… i jego o dziwo nie-internetowa premiera.
Jak być może wiecie – szczególnie, jeśli macie smykałkę do automobilowej historii – w tym roku przypada 50-lecie produkcji Volkswagena Golfa. Jak by nie było, warta wspomnienia rocznica, gdyż trudno pominąć historyczną rolę tak popularnego auta – pewnie bez pierwszego Golfa (i jego następców) nie byłoby współczesnego Volkswagena, a co za tym idzie całego koncernu VAG. Tak się też zadziwiająco wygodnie składa, że w tym roku przypada też pora na lifting obecnej, ósmej już generacji niemieckiego kompaktu. Obejmuje to również ciekawą – wg mnie najciekawszą w obecnej ofercie – wersję Clubsport.
Jak zmienił się Volkswagen Golf GTI Clubsport?
Wizualnie, na wzór tak podstawowego Golfa, jak i wersji GTI – dość nieznacznie. Oczywiście, są nowe lampy, zderzaki i podobne detale, jednak ogólnie jest to typowo volkswagenowski lifting, po którym na parkingu można bawić się w „znajdź 5 różnic”. Najwyraźniej zmienił się przedni zderzak, który wg mnie wygląda teraz po prostu ciekawiej – jednak i to nie są duże zmiany. Za to na minus zaliczyłbym – niestety zgodne z trendami – dodanie podświetlanego logotypu. Może i przynajmniej dzięki temu świecąca linia nad grillem nie będzie miała dziwnej przerwy na środku, ale i tak takie rozwiązania nieodparcie kojarzą mi się z przaśnym tuningiem rodem z ATS Piła.
A skoro przy tuningu jesteśmy – to czy coś podłubano od strony technicznej? Cóż, gdybym miał patrzeć na same liczby, to mógłbym bez wahania powiedzieć, że nie zmieniło się nic. Na szczęście i przedliftingowy Golf GTI Clubsport miał świetne parametry – oznacza to nadal dwulitrowy silnik EA888 wytwarzający pięknie okrągłe 300 KM i 400 Nm, co daje 5,6 s do setki i elektronicznie ograniczone 250 km/h. Tę ostatnią wartość będzie można teraz podnieść z pomocą pakietu Race do nieszczególnie okrągłej wartości 267 km/h – najprawdopodobniej przez usunięcie ogranicznika.

Nowe obręcze o nazwie Queenstown nawiązują stylistycznie do felg Detroit z Golfa V GTI, przez co nieco przypominają koła z Alfy Romeo. Wszystko się zgadza.
Poza tym warto wspomnieć, że – jak każde GTI, a w odróżnieniu od R – Clubsport napędza się wyłącznie przednimi kołami (tu z pomocą elektronicznie sterowanego dyferencjału), a w tym kontekście setka we wspomniane 5,6 s to świetny wynik. Niestety, tak jak i przed liftingiem, dostępna jest wyłącznie dwusprzęgłowa, 7-biegowa skrzynia DSG – ale trudno było spodziewać się dostępności manuala, gdy w tym samym liftingu zniknął on z podstawowego GTI.
Ewolucja, nie rewolucja – jak przystało na Golfa
Nowy Golf GTI Clubsport dostał jednak garść technicznych ulepszeń – najbardziej widocznym mogą być opcjonalnie dostępne, kute felgi. Zwą się, jakże melodyjnie, Warmenau, mają 19 cali średnicy (podstawowy rozmiar w Clubsporcie to 18″) i każda z nich waży zaledwie 8 kg – a jak wiadomo, im mniej masy nieresorowanej, tym lepiej. Poza tym, zamiast dokładać mocy Volkswagen skupił się na udoskonaleniu własności jezdnych auta, nie tylko dokonując bliżej nieokreślonych ulepszeń w zawieszeniu i układzie kierowniczym auta, ale też – znak czasów – w elektronice zarządzającej całym układem jezdnym. Co ciekawe, dodano przy tym tryb „Special”, który… jest dostosowany dokładnie pod warunki toru Nürburgring. Och, no tak, i jeszcze powiększono ekran dotykowy do 12,9 cala – ważna rzecz w hot hatchu, najwyraźniej. I dodano asystenta głosowego opartego na ChatGPT. Ziew.
Nürburgring to nie przypadek – to tam nowy VW Golf GTI Clubsport miał premierę
W czasach coraz powszechniejszych czysto internetowych premier i spadku popularności wielkich salonów wystawowych zdecydowanie warto docenić premierę fizyczną – i to nie na jakimś zamkniętym, małym wydarzeniu dla prasy, a przed tłumem kibiców. A skąd ten tłum? Zgromadził się na kultowy, 24-godzinny wyścig na Zielonym Piekle, gdyż to właśnie zaraz przed nim został zaprezentowany nowy Clubsport. W dodatku Clubsport, tyle że w odmianie wyczynowej, a nie drogowej, uczestniczył w tym wyścigu. A żeby wycisnąć maksimum wartości marketingowej z okoliczności, nawiązano jeszcze do 50-lecia Golfa, wystawiając 3 Golfy GTI pierwszej generacji do wyścigu 24h Classic – majstersztyk.




