Nie, w tytule nie ma błędu. Nowe BMW serii 1 jest bowiem pierwszym modelem tej marki, w przypadku którego z oznaczeń wersji silnikowych zniknie stosowana od dziesięcioleci litera „i”.
Powiem szczerze, że nie drążyłem jakoś szczególnie dokładnie, ale wygląda mi na to, że literę „i” oznaczającą wtrysk paliwa BMW zaczęło stosować w okolicach 1969 r. Właśnie wtedy na rynek trafiło BMW Neue Klasse w wersji 2000 tii. To auto było napędzane dwulitrówką, z której wyrzucono gaźniki Solexa na rzecz mechanicznego wtrysku paliwa Kugelfischer. Ten sam silnik trafił później także m.in. do BMW 02 (2002 tii oraz 2002 turbo), do pierwszej serii 3 (E21) i do innych modeli. Jeszcze w BMW E30 w ofercie występowały gaźnikowe wersje bez „i” w oznaczeniach, a potem… jakoś tak się przyjęło, że ta literka została, choć przecież gaźniki wycofano ze wszystkich modeli BMW.
Teraz „i” znika, ale nowe BMW serii 1 to nie tylko brak literki
Choć tak naprawdę F70 – takie oznaczenie kodowe nosi ten model – to w istocie po prostu lifting oferowanego do tej pory BMW F40, to trzeba przyznać, że jest zaawansowany. Zmodyfikowano nie tylko wygląd karoserii – jest też nowe wnętrze, sztywniejsza konstrukcja karoserii czy nowa geometria zawieszenia. Przyjrzyjmy się dokładniej.
Nadwozie przypomina poprzednika w zasadzie tylko z profilu – podobne (identyczne?) są przetłoczenia czy kształt drzwi, nie widzę też zmian w kształcie klamek czy lusterek bocznych. Zupełnie przemodelowano natomiast przód i tył. O ile z tyłu nie bardzo jest się nad czym rozwodzić, może poza panelem (słabo) udającym dyfuzor w wersji M Sport, to przodowi warto poświęcić odrobinę więcej uwagi.
Przede wszystkim: MNIEJSZE NERKI!
Okej, nie wiem jak z ich powierzchnią, ale są niższe – i to już coś. Po tym, czym raczy nas bawarska marka w ostatnich latach, wydawało się, że to zbyt piękne by było prawdziwe. A jednak – charakterystyczny dla BMW grill jest mniejszy i nie przypomina już świńskiego… a, nieważne. Marka nie byłaby jednak sobą, gdyby czegoś nie popsuła – połączenie pionowych i ukośnych poprzeczek w nowych nerkach stanowi zapewne nawiązanie m.in. do koncepcyjnego BMW i Vision Circular z 2021 r., ale efekt wygląda dość przypadkowo – tak jakby projektant chciał sprawdzić inny pomysł, ale w połowie pracy wyszedł po szklankę Apfelschorle. W tym czasie przyszedł przełożony, uznał że gotowe, nie mamy czasu Jürgen, dawaj z tym na produkcję. Ta uwaga nie dotyczy topowego M135 xDrive – tam poprzeczki są poziome.
Pewnym zaskoczeniem mogą być przednie reflektory, a konkretnie ich wielkość – również zmniejszono je względem tych w F40, co samo w sobie uważam za dobry ruch, aczkolwiek wyglądają teraz mniej agresywnie (co może, choć nie musi się podobać) i sprawiają, że przód nowej Jedynki odrobinę przypomina jakieś auto miejskie, np. ostatniego Forda Fiestę.
Ogółem jednak nie jest źle, a żeby jeszcze nieco uatrakcyjnić pojazd w oczach potencjalnych nabywców, z gamy usunięto obręcze 16-calowe (teraz standardem będą felgi o cal większe). Poza tym w cenniku będzie opcja pomalowania dachu auta na kolor czarny.
Wnętrze także przeszło poważną metamorfozę
Powiązania z poprzednikiem najłatwiej rozpoznać po boczkach drzwiowych, które w zasadzie się nie zmieniły. Deska rozdzielcza wraz z konsolą centralną i kierownicą są natomiast nowe, i choć umiejscowienie poszczególnych elementów jest z grubsza podobne (poza przyciskiem świateł awaryjnych, który przeniesiono pomiędzy fotele i uczyniono śmiesznie małym), to nowe BMW serii 1 jest tu nie do pomylenia ze schodzącym modelem.
Z konsoli zniknął drążek skrzyni biegów – nie tylko manualnej, której od teraz w ogóle nie będzie w ofercie, ale i automatu. W zamian ulokowano tam niewielkich rozmiarów selektor, a nad nim – dwa złącza USB-C – co jest kolejnym średnio godnym pochwały pomysłem, ponieważ sprzętów na USB-A nadal jest na rynku cała masa i mnóstwo ludzi dysponuje takimi urządzeniami (choćby pendrive’ami) czy kablami.
Do dyspozycji są dwa ekrany – ten przed kierowcą ma przekątną 10,25 cala, natomiast wyświetlacz multimediów pośrodku – 10,7 cala. Przedzielono je panelem zawierającym przyciski-skróty do najczęściej używanych funkcji. To dobrze. Te przyciski są dotykowe. To źle. Poza tym obsługę klimatyzacji przeniesiono na ekran. To również źle. F70 korzysta z bazującego na Androidzie BMW Operating System 9.
Nie spodziewałbym się też, by nadal w którejś z wersji znaleźć można było analogowe wskaźniki, które w serii 1 F40 były obecne np. w wersji Business.
Nowe BMW serii 1 – co pod spodem?
O wzmocnionej strukturze nadwozia i zmodyfikowanej geometrii zawieszenia już pisałem, nie pisałem natomiast jeszcze o wprowadzeniu układu brake-by-wire. W wyposażeniu seryjnym każdej wersji pojawił się także pakiet systemów bezpieczeństwa, co jest średnio istotne zważywszy na fakt, że w Unii i tak każde auto część z tych systemów musi już mieć.
Przejdźmy zatem do silników. Te będą co do zasady te same jak w BMW F40, ale wprowadzono kilka zmian.
W przypadku wersji benzynowych nie będzie już do wyboru odpowiedników dotychczasowych odmian 116i (109 KM) ani 118i (136-140 KM). Gama startuje od wersji 120, która jednak nie przejęła od poprzednika 178-konnego, 4-cylindrowego silnika B48. W zamian dostała 156-konny, 3-cylindrowy motor B38, który będzie wspomagany układem mild hybrid – dzięki temu moc całkowita wynosi tu 170 KM, a maksymalny moment obrotowy – 280 Nm. Tak, 8 KM zrobiło papa. W zamian witamy dodatkowe 0,8 s potrzebne na przyspieszenie do 100 km/h (7,8 s zamiast 7,0 s w F40 120i). Prędkość maksymalna spadła z 235 do 228 km/h.
Ale czekajcie, równie śmiesznie jest w M135 xDrive
Co prawda marketingowcy BMW wymyślili, żeby fragment oznaczenia „M1” był większy od „35”, być może po to, by nawiązywać do kultowego super-samochodu, ale w praktyce powiększyć należałoby raczej fragment „xD”, ponieważ moc tej wersji spadła o 6 KM (do okrągłych 300 KM), a maksymalny moment obrotowy… o 50 Nm, z 450 do 400 Nm. Osiągi są bardzo podobne (sprint do 100 km/h potrwa teraz 4,9 zamiast dotychczasowych 4,7-4,8 s), ale niesmak pozostaje.
No dobrze, spójrzmy jeszcze na diesle. Z oferty wypadł 116-konny model 116d, dostępne będą 118d oraz 120d. W przypadku 118d nie ma uwag: było 150 koni, nadal jest 150 koni. Moment obrotowy jest nawet odrobinę wyższy niż dotychczas – jego maksymalna wartość to 360 Nm, o 10 Nm więcej niż w F40. Tutaj osiągi się poprawiły – sprint skrócił się z 8,4-8,5 s do 8,3 s, a prędkość maksymalna wzrosła z 216-218 km/h do 222 km/h.
Słyszę, jak zacieracie ręce na wieści o 120d, w końcu miało niebagatelne 190 KM i 400 Nm. To ile będzie miało teraz? Służę uprzejmie: niutonometrów tyle samo, a mocy… 163 KM. Cały trik w tym, że teraz silnik spalinowy ma takie same parametry jak w słabszym 118d, a za dodatkowe konie i niuty odpowiada – a jakże – miękka hybryda. Osiągi? Zamiast 7,3 s i 231 km/h, teraz 120d oferuje 7,9 s i 222 km/h. Ręce puchną od klaskania.
Trzeba też dodać, że rezygnacja ze skrzyni manualnej to niejedyna zmiana w kwestii przeniesienia napędu
Z oferty zniknęły 8-biegowe automaty. Teraz wszystkie wersje standardowo będą korzystać z 7-biegowych przekładni dwusprzęgłowych Steptronic. Spodziewam się, że może ona działać nieco sprawniej od hydrokinetyka produkcji Aisina, ale będzie się gorzej sprawdzać w korkach (skrzynie dwusprzęgłowe co do zasady nie lubią tzw. „pełzania”, które nie szkodzi skrzyniom hydrokinetycznym). Coś za coś. Póki co nie będzie też dostępny napęd na obie osie, za wyjątkiem topowego BMW M135 xDrive. W poprzedniej generacji serii 1 taki napęd można było zamówić także do wersji 120d, co jeszcze skracało sprint do 100 km/h o 0,3 s. BMW 120, 118d, 120d – teraz to wszystko będzie mogło mieć wyłącznie napęd na przednie koła.
Warto również zauważyć (to znaczy według mnie warto, ale ja mam skrzywienie na tym punkcie – wybaczcie), że starsze Jedynki korzystały z ogumienia np. Bridgestone czy Pirelli, natomiast na zdjęciach prasowych BMW F70 widzimy koreańskie Nexeny N’Fera Sport oraz tajwańskie (i zapewne produkowane w Chinach) Maxxisy Premitra HP6. O ile do Nexenów nie mam uwag (stosuje je też na pierwszy montaż Porsche w kilku modelach), to przyznam, że tymi Maxxisami to mnie nieco zdziwili – tym bardziej dlatego, że zamontowano je na widocznym na zdjęciach BMW 120 z pakietem M Sport. Dopiero M135 xDrive ma założone coś z wyższej półki cenowej – konkretnie Goodyeary Eagle F1 Asymmetric 6.
Mam bardzo mieszane uczucia co do tej premiery
Nadwozie – generalnie na plus. Wnętrze – powiedzmy że też, przynajmniej pod względem wizualnym. Przy silnikach jest już bardzo śmiesznie, a zadowoleni będą głównie ci, którzy marzą o 118d i o niczym innym, bo zawsze taki silnik chcieli. Do tego napakowanie systemów wszelkiej maści (okej, to niekoniecznie wina BMW), uszczuplenie oferty, opony z niższej półki cenowej… Coś tu się chyba nie zgrywa.
Nie mam wątpliwości, że jako całość nowe BMW serii 1 to auto udane, ale wydaje mi się, że wszelkie zmiany koncepcji i rozwiązań poszły tu za daleko. Jeśli jednak ktoś się ze mną nie zgadza to oczywiście ma do tego święte prawo – podobnie jak do wydania co najmniej 127 tys. zł. Albo 149 tys. zł. Albo 155 tys. zł. W sumie to nie do końca wiadomo – pierwszą kwotę podano w informacji prasowej, druga widnieje na stronie internetowej BMW, a trzecia – w konfiguratorze na tej samej stronie. Tak czy owak komentarz na to wszystko mam jeden.
















