Mercedes CLA to samochód, który okazał się być strzałem w dziesiątkę. Wystarczyło opakować kompaktową A klasę w „stylowe” nadwozie, przez które o tym modelu mówiło się „baby-CLS” i mamy zagwarantowany hit sprzedaży. Właśnie pokazano nową odsłonę tego modelu.
Dotychczas oferowana druga generacja Mercedesa CLA była obecna na rynku od 2019 r., więc producent uznał, że czas najwyższy na zaprezentowanie następcy. To ważna premiera dla Mercedesa, biorąc pod uwagę, że planuje być bardziej luksusową marką i to właśnie CLA ma być bazową propozycją w gamie, gdy z rynku zostanie wycofana klasa A.
Nowy Mercedes CLA będzie na razie dostępny w wersji trójbryłowej. Kombi, a właściwie Shooting Brake, zostanie pokazane w przyszłym roku. Jest to również debiut modelu CLA w wersji elektrycznej.
Mam mieszane uczucia nt. stylistyki nowego modelu
Trzecia generacja CLA w wersji produkcyjnej nie odbiega mocno od pokazanego dwa lata temu konceptu. Wygląda to tak, jakby postanowiono połączyć stylistykę poprzedniej generacji z elektrycznymi bakłażanami sedanami marki z linii EQ.
Samochód stał się zdecydowanie bardziej masywny, przynajmniej na fotografiach. Z przodu mocno rzuca się listwa łącząca reflektory oraz grill w wersji elektrycznej, który w rzeczywistości jest ekranem wyświetlającym mercedesowskie gwiazdy.

Tył nowego CLA. Auto ma 4722 mm długości – o 41 mm więcej niż do tej pory. Rozstaw osi wzrósł o 61 mm, do 2789 mm.
Z tyłu również mamy listwę łączącą lampy, z podobną mogliśmy się już spotkać m.in. w modelu CLE. Ciekawym detalem jest wkomponowanie gwiazd w oświetlenie zarówno z przodu i z tyłu. Producent chwali się, że udało się osiągnąć współczynnik oporu powietrza na poziomie 0,21.
Szczerze mówiąc, projekt oceniam średnio
Poprzednie CLA w trochę lepszej konfiguracji (nie musi to być 35/45 AMG, wystarczy 250 z pakietem AMG jak na fotografiach) całkiem mi się podoba. Jeśli chodzi o nowy model, to nie mam problemu z detalami, może poza grillem w wersji elektrycznej – ale już na przykład Naczelny najchętniej by te lampy z gwiazdkami najchętniej wrzucił do kubła na elektrośmieci.
Największym problemem w stylistyce nowego CLA jest linia boczna. Auto stało się dłuższe o kilka centymetrów i przede wszystkim nabrało masywności. Na żywo być może wrażenia będą inne, ale na podstawie zdjęć obawiam się, że całość jest zbyt masywna, szczególnie jak na ten segment. Odnoszę wrażenie, że winę za to ponosi częściowo fakt, że auto powstało również w wersji elektrycznej. Zwróćcie uwagę na większe modele Mercedesa na prąd, jak EQE czy EQS. Mogliście zauważyć, że mają specyficzną linię nadwozia jak na sedany. Producent tłumaczył, że nie dało się inaczej wystylizować aut ze względu na elektryczny układ napędowy (ciekawe, że inni producenci umieli).
Auto jest wciąż ładniejsze niż BMW 2 GC (okej, to nie było trudne), ale nie ma już takiej przewagi w kategorii stylistyki jak poprzednik.
MMA – nie chodzi tu o mieszane sztuki walki
Nowa generacja Mercedesa CLA powstała na zupełnie nowej płycie podłogowej MMA, która umożliwia stosowanie konwencjonalnego napędu spalinowego (także w wersji zelektryfikowanej) oraz napędu elektrycznego. Na początek dostaniemy dwie wersje elektryczne oraz jedną spalinową.
Wariant zasilany sokiem z dinozaurów pojawi się w ofercie trochę później. Jest o tyle ciekawy, że pod jego maską znajdzie się półtoralitrowy benzyniak M252 z rodziny FAME, opracowany przez chińskie Geely. Będzie to hybryda typu MHEV z 48-woltową instalacją elektryczną. Na razie nie wiadomo nic o ewentualnej obecności w gamie mocniejszego, np. 2-litrowego silnika, nie wspominając o odmianach AMG. Przejdźmy zatem dalej, do wersji elektrycznych.
Pierwsza z nich to CLA 250+ z jednym silnikiem elektrycznym. Do dyspozycji są tu 272 KM. Takie auto pierwszą setkę osiągać ma w 6,7 s, napędzana jest tylna oś. Druga natomiast to CLA 350 4MATIC, w której pojawia się dodatkowy silnik elektryczny z przodu. Tu moc systemowa wynosi już 354 KM, pakę osiąga się w 4,9 s, no i oczywiście mamy napęd na 4 koła. Obie wersje rozpędzają się maksymalnie do 210 km/h. Ciekawostka jest taka, że wyżej podane nazwy modeli elektrycznych w obu przypadkach należałoby uzupełnić o z technologią EQ (np. CLA 250+ z technologią EQ), ale dajmy spokój, nikt normalny tak nie będzie mówić.
Jest i druga ciekawostka: elektryczne CLA 350 4MATIC waży 2135 kg, co oznacza, że jest… o 65 kg cięższe od 6-cylindrowego Mercedesa klasy S 450 4MATIC (i o 45 kg cięższe od takiej samej klasy S w wersji z długim rozstawem osi). Trzeba tu zaznaczyć, że dla obu samochodów podane masy własne uwzględniają kierowcę (68 kg) i 7 kg bagażu, a w klasie S także paliwo (90 proc. pojemności zbiornika), co nie zmienia faktu, że elektryczne CLA gra w tej samej lidze wagowej, co bazowa klasa S.
Parametry wersji elektrycznych są całkiem imponujące
Elektryczne CLA wykorzystuje w zależności od wersji jedną z dwóch baterii:
- w technologii LFP o pojemności 58 kWh,
- w technologii NMC o pojemności 85 kWh.
W obu przypadkach samochód korzysta z 800-woltowej architektury. Ma to umożliwiać ładowanie z mocą nawet do 320 KW (DC). Samochód korzysta także z rekuperacji, której moc sięga maksymalnie 200 kW. Mówiąc o obietnicach, nie można nie wspomnieć o zapowiadanym zasięgu. CLA 250+ ma przejeżdżać między 694 a 792 km na jednym ładowaniu, a CLA 350 4MATIC – między 670 a 770 km.
Brzmi to naprawdę imponująco, podobne wyniki kojarzą się zwykle raczej z Teslą. Oczywiście trzeba brać pod uwagę, że nowego Mercedesa CLA dopiero co pokazano i minie trochę czasu, zanim trafi do testów. Nie podejrzewam o realne spełnianie obietnic producenta w kwestii zasięgu – pytanie brzmi, czy te dane będą odbiegać od rzeczywistości tylko odrobinę, czy raczej mocniej.
Nowy Mercedes CLA przywiózł jeszcze więcej technologii
W środku zauważymy trzy ekrany przebiegające przez całą deskę rozdzielczą. Zestaw wskaźników ma przekątną 10,25 cala, natomiast ekrany multimediów na środku i po stronie pasażera – po 14 cali.
Tu mam wrażenie, że jest to bardziej spójne niż w przypadku aktualnej C klasy, gdzie mamy oddzielnie dwa ekrany. System multimedialny, najnowsza wersja MBUX, wykorzystuje Google Maps jako nawigację oraz oferuje możliwość wyszukiwania ze wsparciem sztucznej inteligencji opracowanej przez Google, Gemini.
Jeśli wierzyć obietnicom Mercedesa, to na rynku EV pojawi się czarny koń
Auto nie prezentuje się źle, chociaż uważam że poprzednie dwie generacje były przyjemniejsze dla oka. Inna sprawa, że to pierwszy elektryczny sedan Mercedesa, który przyzwoicie wygląda.
Pozostaje czekać na pierwsze testy, które zweryfikują odważne deklaracje Mercedesa w kwestii zasięgu elektrycznych CLA. Ciekawy może być też wariant mild hybrid, szczególnie dla tych osób, które nie potrzebują ani 272, ani tym bardziej 354 KM. A jakie inne warianty przyniesie przyszłość – zobaczymy.
Spodobał Ci się ten tekst? Rozważ postawienie nam wirtualnej kawy – dzięki!









