… a właściwie to nawet kilka. Tak, tak, oczywiście, Ford Mondeo Sport jest zelektryfikowanym crossoverem, miejmy to już za sobą – nie będę bawił się z Wami w sztuczne zgadywanki, wiadomo jakie mamy czasy. Co jest nie tak, czemu nie bardzo mamy się z czego cieszyć, i dlaczego to raczej ciekawostka?

Muszę wspomnieć, że mam taką prywatną hipotezę dotyczącą wymierania górnych segmentów marek popularnych, którego drugą falę możemy właśnie obserwować. Dotyczy ona oczywiście rynku europejskiego – amerykański czy chiński działają wyraźnie inaczej. Mianowicie uważam, że najwyższy segment w markach popularnych wymiera, gdy po prostu urośnie zbyt duży, a konkretnie do okolic lekko poniżej 5 metrów długości. To zdaje się być granicznym rozmiarem, przy którym – z różnych zapewne związanych z nim przyczyn – nabywcy wolą wyjechać z salonu autem nasączonym premiumowością. Czy też, inaczej na to patrząc – tak duże auta wydają się już nie być potrzebne większości czysto praktycznie, a raczej ze względów reprezentacyjnych – a w tym „plebejskie” logo znacząco przeszkadza, o czym dobitnie przekonał się Volkswagen z Phaetonem. I tak jak około 20 lat temu wymarł segment „E nie-premium”, tak obecnie wymiera niemagiczny segment D – który w międzyczasie dorósł do właściwie tych samych rozmiarów. Z tych obserwacji można wywnioskować, że nadzieje na jakikolwiek powrót zwykłych przedstawicieli klasy D są nikłe. Wiecie już, do czego zmierzam z tym przydługim wstępem? Otóż…

Nowy Ford Mondeo nie pojawi się w Europie

Ford Mondeo Sport

Ani też nawet w Ameryce, gdyż jest modelem chińskim, konkretnie wytworem spółki joint venture Changan Ford. Ma tam zresztą bardziej klasycznego krewniaka, czyli Mondeo bez dopisku Sport, które jest zwykłym sedanem utrzymanym w tej samej stylistyce.

To jest Mondeo nie-Sport.

Swoją drogą nie wiem, czy pomysłodawcy tego nazewnictwa wykazali się bardziej fantazją czy ignorancją – w końcu dopisek „Sport” bywa stosowany na SUV-ach i crossoverach, jednak zwykle do oznaczenia mniejszego, lżejszego czy też mniej terenowego modelu – co poniekąd oznacza też model bardziej sportowy (odpowiednio mrużąc oczy). Tymczasem tu jest dokładnie odwrotnie – ale cóż, to są Chiny, tego nie ogarniesz.

Wracając do samego auta – jako crossover po kuracji elektryfikacyjnej, w dodatku z wyrzeźbioną na liftbacka sylwetką, mogłoby się odnaleźć w Europie lepiej niż sedanowaty odpowiednik, ale widać albo Ford zgadza się z moją hipotezą o wymieraniu (Mondeo Sport ma niemal 5 metrów długości), albo… cóż, ujmijmy to tak – amerykański producent dzielnie walczy o zyskowność redukcją gamy. Nie rozumiem, nie oceniam, za to życzę powodzenia – przyda się.

Ford Mondeo Sport

Mondeo Sport nie jest też wcale… nowe

Co pewnie zauważyliście, jeśli śledzicie dzieje Forda Mondeo lub ogólnie fordowskich prototypów i konceptów. Tak, tak – jest to w rzeczywistości znany już wcześniej Ford Evos po, hm, „liftingu”. Evos jest dostępny w Chinach, ale w okolicach swojej premiery był też dość powszechnie podejrzewany o zostanie następcą tradycyjnego Mondeo (Fusiona) również na europejskim i amerykańskim rynku. Tak się jednak nie stało i nic nie wskazuje na to, by przy okazji zmiany nazwy zmieniło się i to. W dodatku ten brak nowości należy traktować bardzo dosłownie – w stosunku do Evosa zmieniły się napęd i, eee, paleta lakierów? Tak, to tyle. A, i oczywiście nazwa. Nie, nie zmieniono zderzaków, ekranów, sygnatury świetlnej czy innych typowych dla liftingów detali – silnik, kolory i nazwa to naprawdę pełny zakres zmian. Szał.

Ford Mondeo Sport

Czym więc jest nowy-nienowy Ford?

Ściętym crossoverem blisko spokrewnionym z chińskim Mondeo sedanem, opartym na platformie znanej u nas z Kugi czy Focusa. Jest od nich jednak sporo większy – wymiary samochodu to 4920 mm/1920 mm/1600 mm (długość, szerokość, wysokość), przy rozstawie osi wynoszącym 2945 mm. W europejskich warunkach zahaczałoby to już o segment E.

Co ciekawe, mimo przyzwoitego prześwitu na poziomie 168 mm i mocy ponad 300 koni (o czym zaraz) napędzane są tylko przednie koła, w dodatku przez przekładnię E-CVT. To ostatnie jednak nie dziwi zbytnio, gdyż Ford Mondeo Sport jest hybrydą (zamkniętą) – w przeciwieństwie do Evosa, którego napędzało zwykłe 2.0 turbo o mocy 238 KM. Tymczasem odświeżony model zachowuje dwulitrowego EcoBoosta, ale wspomaga go silnikiem elektrycznym, co w efekcie daje 309 KM mocy systemowej.

Pewną ciekawostką – choć niekoniecznie na chińskim tle – jest też wnętrze wyposażone w aż 27-calowy ekran centralny. Czy też raczej ekran główny, bo sięga on od środka kabiny aż po skrajny prawy nawiew. Cen z litości nie będę przeliczał – napiszę tylko, że są bliższe naszym kompaktom, niż czemukolwiek z segmentu D.

I tak się prezentuje niezbyt nowy, nie do końca Ford, nie całkiem Mondeo i zupełnie nie Sport. Brakuje Wam takiego w Europie, czy może wolelibyście „zabić to ogniem zanim złoży jaja”? Ja przyznam, że pośród crossoverów udających zupełnie inne nadwozie Ford Mondeo Sport nie byłby dla mnie jednym z najbrzydszych – ale też nie spodziewałbym się po nim jakiegokolwiek sukcesu na naszym kontynencie. Jednak za duży.

Spodobał Ci się ten tekst? Rozważ postawienie nam wirtualnej kawy - dzięki!

Postaw mi kawę na buycoffee.to