Kiedy gościu z Volkswagena mówi, ze nowy elektryczny VW ID.GTI będzie bardziej ekscytujący, to nie mogę oprzeć się wrażeniu, że próbuje przegadać coś, co może powinno być przemilczane. 

Nie zrozumcie mnie źle, to nie to, że nie lubię elektrycznych aut, wprost przeciwnie – uważam, że właśnie segment hatchbacków lub nawet takich mniejszych pier… znaczy gwiździkółek na prąd ma najwięcej sensu. To idealne wozidła do miasta – w miarę kompaktowe, w miarę małe, w miarę TANIE i jeszcze wygodne w ładowaniu dla prostego ludu z bloków i kamienic. Co więcej, jestem w stanie uwierzyć, że zasilane prądem hot hatche mogą dostarczać frajdę z jazdy – ale to niestety stanowi ich totalne zaprzeczenie, bo przecież normalny ruch miejski to nie jest właściwe środowisko do napinania kilowatów na zwojach, a z kolei na cholerę ci małe miejskie autko, które rozpędza się od zera do setki szybciej niż wypowiesz “to absurdalne!”.

Miejski, sportowy… reklama przyjmie wszystko

GTI zawsze były autami o rodowodzie sportowym, a jednocześnie widok elektryków w motorsporcie nieodmiennie budzi pewne formy rozbawienia. Zamiast uciekać w dygresję, jak bardzo współczesne elektryczne komputery na kółkach utrudniają kierowcom popełnianie błędów i obieranie własnych dróg poprzez próby wyłączenia wszystkich możliwych kontrolerów i korektorów, wszystkich systemów, które mają trzymać w ryzach wyzwalaną niemal natychmiastowo energię, po prostu przywołam obraz podłych i okrutnych wyścigów elektrycznych supersamochodów urządzonych przez najbardziej złośliwe trio telemotoryzacyjne w jednym z odcinków The Grand Tour. Ta cisza, ten delikatny szum opon, ten absolutny brak brzmienia potężnych silników… 

Volkswagen ID.GTI Concept

Jest taaaaaki ekscytujący!

No dobra, ale do brzegu. Kiedy ktoś mi pokazuje koncept nowego hot hatcha i mówi, że będzie jednocześnie elektryczny i ekscytujący, to mogę też odpowiedzieć na „E”. Na przykład „E he he”. Czy będzie ekscytujący jak nowa kosiarka? Czy może jak odkrycie, że masz swój ulubiony palnik na kuchence?

Takie oświadczenia ze strony Thomasa Schäfera, dyrektora generalnego Volkswagena brzmią jak podgrzewanie kotleta z nadzieją, że ludzie nie zapomną przez najbliższy rok czy dwa, że będzie taki super hot hatch na prąd, jak twoje zabawki z dzieciństwa, serio, zbieraj kasę z komunii, będzie fajnie. Szczególnie w czasie gdy niemiecki rynek – delikatnie mówiąc – ostudził swój entuzjazm względem samochodów elektrycznych, europejskie salony systematycznie i z coraz większą mocą zalewają kolejne chińskie modele samochodów elektrycznych, a jednocześnie sam ID.GTI wciąż jest głównie konceptem, który dopiero ma trafić do produkcji,

Gadanie typa o ID.GTI, a co jeszcze?

Na razie karmieni jesteśmy nieustannie tymi samymi ilustracjami, na których widzimy wspomnianego ID.GTI. To jest całkiem zeszłoroczny news, bo auto jest tylko inną wersją prezentowanego już wcześniej ID.2all. Wnętrze, też w formie konceptów – owszem, realistycznych, ale nie stanowiących jeszcze integralnego elementu jeżdżącego pojazdu dostępnego choćby dla garstki szczęściarzy, znane jest nie od dziś. Projektanci zrobili wszystko, żeby kierowca miał pełne motorsportowe doświadczenie – kubełkowe fotele, kierownica w stylu gokarta, kolor tapicerki i dodatków „turbo czerwony” czyli taki najszybszy z możliwych.

Wnętrze Volkswagena ID.GTI

Turbo czerwony, turbo sportowy, turbo elektryczny Volkswagen ID.GTI.

I gdybyście zapomnieli, to on będzie ekscytujący. Taki ma być. Mnóstwo gadania jak na jedno poloidalne jeździdło. A wiecie, że pierwszy Golf GTI powstawał w tajemnicy, po godzinach? Nie mówię, że tak trzeba robić w 2024, bo teraz mamy takie czasy, że spiralę marketingu trzeba zacząć odpowiednio wcześnie nagrzewać, żeby wszystko było dobrze przygotowane na premierę właściwego pojazdu, ale na serio, kiedy słucham, że ID.GTI to jest pełnokrwisty dziedzic tradycji wszystkich legendarnych volkswagenowskich hot hatchy, to mam wrażenie, że ktoś sobie trochę z nas wszystkich robi jaja. GTI to może nie jest zbyt ambitny skrót, ale przez ostatnie pół wieku “i” oznaczało “injection”, wtrysk. Teraz spryciarze z VW wyjaśniają, że “i” będzie znaczyć “inteligencję”. Możemy zadać sobie retoryczne pytanie czyja to będzie inteligencja. 

ID.GTI i Golf I GTI

Elektryczny hot hatch, a w tle jakieś stare nudne GTI.

Powtórzmy, bo to ważne – ID.GTI będzie ekscytujący

Nie wiem co jeszcze w ciągu kolejnych miesięcy przyjdzie im do głowy, żeby odwrócić naszą uwagę od tego, że rynek elektrycznych hot hatchy może okazać się ślepym zaułkiem. Na przykład dostępny już na rynku włoski hot hatch Abarth 500e nieszczególnie zadowolił użytkowników, zaś choćby świeżo zaprezentowane podczas tegorocznego LeMans Alpine A290 jeszcze nie zdążyło zderzyć się z rozbuchanymi przez marketing oczekiwaniami związanymi z “przywracaniem wiary” i “sportowym dna na nowe czasy”.  

Co więc pozostaje chłopakom z Wolfsburga, jak nie mydlenie oczu potencjalnych nabywców zgrabnymi sloganami i odcinanie kuponów od legendy, która przez dziesiątki lat pozwalała młodym kierowcom wejść do świata prawdziwego motorsportu stosunkowo niskim kosztem. 

Spodobał Ci się ten tekst? Rozważ postawienie nam wirtualnej kawy - dzięki!

Postaw mi kawę na buycoffee.to