I ja wcale nie żartuję z tą radością, bo wyjątkowo podoba mi się ta retro-seria małych, elektrycznych Renault. Poza tym „Czwórka” ma też inne przemawiające za nią argumenty – nie tylko szyk i styl – z czego niektóre dość zaskakujące. Proszę Państwa, oto nowe wcielenie najpopularniejszego modelu w historii marki, Renault 4.

Oryginalne R4 – jak zwykło się skrótowo oznaczać stare Renówki – pojawiło się na rynku w 1961 r. i było, współcześnie na to patrząc, praktycznym hatchbackiem segmentu B, kiedy to jeszcze sam koncept hatchbacka był dość świeży. Często opisuje się je jako spóźnioną odpowiedź na Citroëna 2CV, ale to chyba nie tak – Renault 4 miało raczej celować oczko wyżej i przejmować tych klientów, dla których skrajnie spartańska „dwacefałka” to już było za mało. Tych, którzy nadal oczekiwali praktycznego, niedrogiego i niedużego, ale jednak pełnoprawnego auta, a nie… pojazdu. A nawet – praktyczniejszego. Sam producent porównywał model do pary dżinsów, mając na myśli ich uniwersalność. Efektem było ponad 8 milionów sztuk sprzedanych przez 33 lata produkcji.

Co z oryginału zostało w nowym Renault 4?

Powiedziałbym, że nadspodziewanie dużo. Oczywiście, na pierwszy rzut oka widać stylistykę retro, która wyraźnie nawiązuje do przodka – a nawet, jak określa to samo Renault, retro-futurystyczną. I przy niej się na chwilę zatrzymam, bo mam wrażenie, że ten retro-futuryzm może być ważny. Dlaczego? Cóż, czyste retro wsparte sensowną konstrukcją zrobiło z Fiata 500 absolutny hit i dało mu wyjątkowo długie życie, jak na obecne czasy. Ale mam wrażenie, że czas czystego stylu retro przeminął lub właśnie przemija, choć… może po prostu dobrnął on z inspiracjami do lat 80., gdy to popularny był futuryzm.

nowe Renault 4

Tak czy siak, z połączenia dwóch przeciwstawnych kierunków (dla fizyków: zwrotów) otrzymujemy retro-futuryzm. I ten wydaje się być obecnie coraz popularniejszy – i nie mam tu na myśli tylko motoryzacji czy nawet konkretnego spójnego trendu, lecz pewien ogólny powiew w kulturze masowej. Powiew, którego dobitnym przykładem był… Cyberpunk 2077. Krótko – co prawda świat gry jest osadzony w roku 2077, jak tytuł wskazuje, ale nie jest to „nasza” przyszłość, i np. tamtejsze samochody wyglądają właśnie jakby były wyrwane z wizji przyszłości z lat 80. – co nie dziwi, bo wtedy właśnie powstało uniwersum Cyberpunka. Do tego dorzućmy wlewanie się technologii do chyba już zupełnie każdej dziedziny życia, z jednej strony wymuszające pewne skupienie na przyszłości, z drugiej – podobne do dawnych futurystycznych wizji. Modę odzieżową, która całkiem wyraźnie, nawet dla kogoś tak mało zainteresowanego jak ja, nawiązuje do lat 90. To wszystko razem daje nam niezwykłą i przeplatającą się mieszankę przeszłości i przyszłości.

No i wreszcie, żeby wrócić do głównej tematyki Petrolheart.pl – działania samych producentów aut. Nie tylko Renault pokusiło się o retro-futuryzm – poza kontynuacjami w rodzaju Fiatów 500e i 600 czy Dodge’a Chargera są też przecież jeszcze przykłady tak rozbieżne jak Honda e, Alfa Romeo 33 Stradale, Hyundai Ioniq 5 i Vision 74, VW ID.Buzz czy… jedna z opcji wskaźników w VW ID.2all.

I cała ta przydługa dygresja o stylu posłużyła mi do powiedzenia jednego: podejrzewam nowe Renault 4 o (stylistyczne) trafianie w trendy podobnie celnie, co 17 lat temu Fiat 500. Ale zanim mnie za to zjecie z oburzenia, poczytajcie dalej, już (w końcu!) o nowej „czwórce”.

nowe Renault 4

Nie tylko styl, czyli mniej lub bardziej zaskakujące dziedzictwo charakteru

Nowe wcielenie R4 ma nawiązywać do starego nie tylko wizualnie – ma też być współczesną realizacją jego idei. Ma być samochodem dla każdego, uniwersalnym i praktycznym, a nie modnym gadżetem. No, oczywiście z drobnym ograniczeniem, że dla każdego chętnego na napęd elektryczny, bo tylko z takim nowy model będzie występował, ale o tym później. Najpierw – czy nowa „czwórka” jest praktyczna?

Zacznijmy od tego, że nadal jest to naprawdę nieduży samochód. Oczywiście nie tak mały, jak mierzący niecałe 3,7 metra długości pierwowzór, ale odpowiednio do skali obecnych czasów. Oznacza to wymiary 414 x 180 x 157 cm (wysokość/szerokość/długość) przy rozstawie osi 262 cm i całkiem niezły (szczególnie jak na elektryka) prześwit na poziomie 18 cm – już mamy punkt praktyczności. A jako że same wymiary nie gwarantują łatwości manewrowania w ciaśniejszych miejscach, to Renault postarało się też o dobrą zwrotność – nowej „Czwórce” ma wystarczyć do zawrotki 10,8 m przestrzeni.

nowe Renault 4

To nie koniec praktycznych wymiarów – Renault chwali się też progiem załadunku na poziomie 61 cm, co, jak twierdzą, jest wartością o 10 cm niższą od typowej dla małych crossoverów – i co również było zaletą starego Renault 4. A za tym progiem czeka bagażnik o całkiem pokaźnej jak na tak mały samochód pojemności, wynoszącej 420 litrów. Oczywiście można złożyć tylną kanapę, by go powiększyć, ale nieoczywistym dodatkiem jest też możliwość złożenia przedniego fotela pasażera. Dodajmy do tego schowki, wnęki, haki i elastyczne taśmy, i mamy całkiem porządną przestrzeń bagażową. A gdyby jej zabrakło, to można jeszcze pociągnąć przyczepkę o DMC do 750 kg.

nowe Renault 4

Dość niespodziewanym nawiązaniem do pierwowzoru jest też… tylne zawieszenie. Podobnie jak ponad 60 lat temu, niezależne zawieszenie tylnych kół zdecydowanie nie jest w tym segmencie oczywistością – ba, współcześnie nie byłoby łatwo znaleźć model segmentu B, który oferuje w tym względzie coś innego niż belkę skrętną. Tymczasem nowe Renault 4, podobnie jak pokrewna „Piątka”, zaoferuje zawieszenie wielowahaczowe. Przodek co prawda miał inne, ale również niezależne rozwiązanie. Ciekawe, jak to wpłynie na prowadzenie, w połączeniu z niskim, elektrycznym środkiem ciężkości? A, przy okazji – auto waży od 1410 kg, czyli około dwóch starych „Czwórek”. Cóż, elektryczność… to może omówmy jej temat.

nowe Renault 4

Pora na akcent przyszłościowy – napęd Renault 4

Jak już wspomniałem, wyłącznie elektryczny, i zresztą już znany – jest bowiem w całości przejęty z modelu 5. Dostępne będą dwie odmiany, obie z przednim napędem. Pierwsza to silnik o mocy 122 KM i momencie obrotowym 225 Nm, sparowany z baterią o pojemności 40 kWh, co ma dać ponad 300 km zasięgu wg WLTP. Druga wersja oferuje 150 KM, 245 Nm i 52 kWh, co przekłada się na do 400 km zasięgu. Obie rozpędzą się do maksymalnie 150 km/h, a ta mocniejsza osiągnie setkę w 8,5 s – przyspieszenie słabszej nie jest znane. Z kolei ładowanie odbywa się z maksymalną mocą odpowiednio 80 i 100 kW (w zależności od wersji napędowej), co i tak w obu pozwala na doładowanie z 15 do 80 proc. w 30 minut. Ogólnie parametry całkiem przystające do niewielkiego crossovera, i w zależności od realnego zasięgu z większym akumulatorem, pozwalające nawet na wycieczki dalsze od tych wokół komina.

Ach, będzie można tym sterować – po raz pierwszy w Renault – w trybie one pedal driving, czyli po odpuszczeniu gazu auto będzie mogło się nawet zatrzymać. Wygodne.

Czy nowe Renault 4 może powtórzyć sukces przodka… albo Fiata 500?

Cóż, tu bardzo dużo zależy od ceny, a tej jeszcze nie znamy. Można co prawda domyślać się mniej lub bardziej prawdopodobnych wartości na podstawie cen „Piątki”, które we Francji (polskiego cennika jeszcze nie ma) zaczynają się w przeliczeniu od około 100 tys. zł. Gdyby „Czwórka” była niewiele droższa, myślę, że mogłaby sprzedawać się naprawdę dobrze – oczywiście tam, gdzie nabywcy są już jako tako przekonani do elektromobilności. I myślę, że to właśnie może być główny czynnik limitujący ten model – bo uważam, że tak pod kątem praktycznym, jak i emocjonalnym, ma wystarczające argumenty, by stać się retro-futurystycznym hitem. Tylko dlaczego mniejszy model to musi być 5, a większy to 4?

Spodobał Ci się ten tekst? Rozważ postawienie nam wirtualnej kawy - dzięki!

Postaw mi kawę na buycoffee.to