W tym odcinku będzie gorąco, elektrycznie i eklektycznie: Chiny, Europa, Stany Zjednoczone, diesle, hybrydy i bateriowozy. Te ostatnie wstrząśnięte i zmieszane z błotem, ale jak wykażemy – całkiem zasłużenie. Zapraszamy!


Chiny i UE wypracowują porozumienie dotyczące ceł na chińskie samochody

ekspresówka

Wyglądają jak z generatora pojazdów bez licencji do gry komputerowej, ale istnieją naprawdę.

Chiny i Unia Europejska w pięciu rundach negocjacji prowadzonych w Pekinie od 2 do 7 listopada tego roku osiągnęły coś, co można nazwać „technicznym konsensusem”. Rozmowy dotyczyły wysokości ceł na chińskie samochody, ogłoszonych przez srogich unijnych urzędników całkiem niedawno. Obie strony rzekomo rozważają możliwość zawarcia porozumienia w sprawie tzw. zobowiązań cenowych, czyli złożonego mechanizmu kontroli cen i wielkości eksportu w celu uniknięcia ceł w ogóle. A te, przypomnijmy, mogą sięgać nawet 45,3 proc., zależnie od producenta. I nagle 18,6 proc. akcyzy za pojemność silnika powyżej 2.0 (co jest swoją drogą tyleż urocze co kretyńskie) nie wygląda już tak strasznie.

Bolidy F1 mają otrzymać jakiś rodzaj klimatyzacji od 2025 r.

Kierowcy bolidów Formuły 1 bywają narażeni na temperatury sięgające 60 stopni niejakiego Celsjusza, co negatywnie wpływa na ich koncentrację i przyspiesza zmęczenie. Dla kogoś, kto prowadzi półotwarte lekkie pudełko pędzące 300 km/h po nie tak znowu szerokich torach, każdy okruch skupienia bywa na wagę złota i cennych ułamków sekund, dlatego od 2025 r. ma zostać wprowadzony układ chłodzący ciało kierowcy.

Nie ma mowy o powszechnie znanym dwustrefowym klimatroniku, ponieważ po pierwsze taki układ swoje waży, a po drugie w półotwartym nadwoziu niewiele by zwojował. Rozważany jest natomiast układ chłodzenia podobny do tych obecnie stosowanych w innych dyscyplinach wyścigowych, np. australijskich mistrzostwach V8 Supercars. Wiadomo już, że system będzie polegał na pompowaniu schłodzonej wody – lub innego bezpiecznego płynu – wokół ciała kierowcy, co pomoże w odprowadzaniu ciepła.

Oczekiwano, że zmiana zostanie wprowadzona od sezonu 2025, ale apele o nią pojawiły się po wyścigu w Katarze w 2023 r., podczas którego kierowca Formuły 1 Lance Stroll miał na krótko zemdleć z powodu wysokiej temperatury, Esteban Ocon zwymiotował do kasku, a Logan Sargeant był zmuszony wycofać się z powodu udaru cieplnego.

Lotus zapowiada Hyper Hybrid, napęd hybrydowy o więcej niż przyzwoite parametrach

ekspresówka

Mogli się ciut bardziej wysilić z nazwą.

Złotousty CEO Lotusa, pan Feng Qingfeng, będąc oszczędnym w detalach technicznych ogłosił wprowadzenie na rynek samochodów z układem Hyper Hybrid, w zapowiedziach samymi delicjami. Pojazdy weń wyposażone mają nie dość, że ładować się z silnika spalinowego pięciokrotnie szybciej niż inne hybrydy, to również umożliwiać jazdę w trybie wyłącznie spalinowym np. na autostradach, jak również ładować się od 10 do 80 proc. pojemności akumulatora w 10 minut (to akurat pod warunkiem znalezienia szybkiej, ale wolnej ładowarki – ot kalambur). Taka hybryda ma być niespecjalnie wrażliwa na niskie temperatury czy długotrwałą jazdę z dużą prędkością. Łączny zasięg jazdy ma sięgnąć imponujących 1100 km. Pogadali, pochwalili się, teraz tylko czekać, czy i kiedy dowiozą.

Teslę Cybertruck można uszkodzić również magnesem

Oszczędźmy szanownym czytelnikom krwawienia z oczu, nie zamieszczając wizerunku tej abominacji. Oto do listy rzeczy i zjawisk, które mogą uszkodzić Teslę Cybertruck, można dopisać magnesy, takie jak z napisem „Mielno 2024” na lodówkę na przykład. Na rzekomo nierdzewnym poszyciu nadwozia dochodzić może wówczas do korozji galwanicznej, pozostawiającej trwałe i mało estetyczne ślady. To o tyle dziwne, że Cybertruck z jakąkolwiek estetyką nie ma nic wspólnego, ale właściciele nie kryją rozczarowania. Specjaliści od nakładania różnych tworzyw i dodatków na karoserie odradzają to w przypadku Cybertrucka całkowicie, jeśli uprzednio powierzchnia nie została odpowiednio oczyszczona i przygotowana. Fajna ta nierdzewna Tesla, taka niezbyt odporna na rdzę.

Tesla 3 w ogonie rankingu niezawodności TÜV

fastback

To już można śmiało pokazywać, bo przypomina normalny samochód, a nie straszliwe skutki nadużywania substancji psychoaktywnych.

Tesla 3 po raz drugi z rzędu zajęła zaszczytne inaczej ostatnie miejsce w rankingu niezawodności, prowadzonym przez niemiecki TÜV. W najnowszym raporcie stwierdzono częste problemy z oświetleniem, hamulcami i zawieszeniem. TÜV zauważa, że ​​ostatnie dwa czynniki często stanowią problem w przypadku pojazdów elektrycznych ze względu na ich masę w porównaniu z podobnymi samochodami z silnikiem spalinowym oraz fakt, że znaczna część siły hamowania powstaje w wyniku odzyskiwania energii, co oznacza, że ​​hamulce nie są wystarczająco intensywnie eksploatowane, aby utrzymać je w dobrym stanie. Tzw. miłośnicy marki z masochistycznym zapałem ruszą zaraz objaśniać, że są różne modele 3, że mieli w tym TÜV jakiś zły, że są inne i im znajdziemy, a w ogóle to hejtują, bo ich nie stać. Tymczasem okupująca pierwsze miejsce Honda Jazz poszturchuje w tylny spojler Porsche 911 (również w czołówce rankingu) i odjeżdżają, zaśmiewając się szyderczo.

W Chinach przeprowadzono crashtest z udziałem naczepy

DCAR Institute of Collision Safety przeprowadził próby zderzeniowe 30 aut, pakując je prosto w naczepę ciągnika siodłowego. Wnioski z badania są m.in. takie, że przy tego rodzaju zderzeniu zdecydowanie lepiej mieć niskiego sedana niż SUV-a czy terenówkę – jest spora szansa, że taki sedan ugnie się i zbliży do podłoża, ale jego słupki i dach pozostaną względnie nienaruszone, zapewniając pasażerom miejsce do przeżycia wypadku. Chyba, że akurat mowa o Mercedesie-Maybach klasy S, który akurat wypadł wyjątkowo słabo – podobnie jak Mercedes klasy G czy Range Rover, no ale te dwa akurat są wysokie, więc to nie dziwota. Komentarz dotyczący badania zaczyna się na powyższym filmie po 39. minucie, ale ogólnie cały materiał jest bardzo ciekawy – warto obejrzeć i zastanowić się, czy aby na pewno to właśnie duży SUV jest królem szosy. Podpowiadam: niekoniecznie.

Ford redukuje zatrudnienie w fabrykach produkujących elektryczne Capri i Explorera

Bzium bzium, przywożę wam bezrobocie.

Ford planuje zlikwidować 4000 miejsc pracy do 2027 r., głównie w Niemczech i Wielkiej Brytanii. Europejski oddział firmy zajmujący się pojazdami osobowymi w ostatnich latach ponosił znaczne straty finansowe. Za kluczowe czynniki podaje się niższy niż oczekiwano popyt na pojazdy elektryczne i zaostrzoną konkurencję. Planowane redukcje dotyczą prawie 14 proc. europejskiej siły roboczej Forda lub 2,3 proc. jej globalnego personelu. Nie trzeba będzie martwić się zakazem rejestracji samochodów spalinowych, jeśli elektrycznych też nie będzie.

Cummins ogłasza akcję przywoławczą, aby uniknąć miliardowych kar

Amerykańska EPA – Agencja Ochrony Środowiska – twierdzi, że Cummins zainstalował nielegalne urządzenia do obniżania emisji w około 630 tys. pickupów Ram wyprodukowanych w latach modelowych 2013–2019, dodając przy tym, że producent nie ujawnił również pomocniczych urządzeń kontroli emisji w 330 tys. kolejnych egzemplarzy marki Ram z lat 2020–2023. W ramach ugody EPA zażądała, aby Cummins zaktualizował oprogramowanie do kontroli emisji w 85 proc. wyżej wymienionych pojazdów w ciągu trzech lat, w przeciwnym razie będzie musiał zapłacić jeszcze wyższe kary. Cummins deklaruje, że aktualizacja oprogramowania zajmuje tylko godzinę i zapewnia właścicieli, że nie wiąże się z żadnymi zmianami sprzętowymi. Pozostaje tylko nakłonić ich do przyjazdu do serwisu na ową godzinę.

I tym odległym echem Dieselgate kończymy ten odcinek Ekspresówki. Na Tę Już Poprawioną™ Teslę nie dam się nabrać, więc biorę Tego Już Poprawionego™ Rama z dieslem Cumminsa i uważając po drodze na ciężarówki jadę przyczepiać magnesy z Hondą Jazz na jakieś przydybane pod ładowarkami Tesle Cybertruck. Rolling coal to jednak jest barbaria, nie róbcie tego.


Spodobał Ci się ten tekst? Rozważ postawienie nam wirtualnej kawy – dzięki!

Postaw mi kawę na buycoffee.to