Cześć, witajcie w naszym garażu – a jako, że jest wirtualny, to wyobraźmy sobie, że również ogrzewany. Zapraszamy na kolejne garażowe rozmowy – tym razem pytanie jest nietypowe, i zainspirowane zimnem właśnie – a raczej związaną z nim sytuacją z życia. Czy mieliście kiedyś powód i okazję, by dobrać się do auta (w domyśle – swojego!) w niekonwencjonalny sposób?
Bierzemy kluczyk czy też pilot, otwieramy drzwi i wsiadamy – standard, codzienność, nuda jak w polskim filmie. Czasem jednak los płata figle – a to bateria w pilocie padnie, i trzeba sobie przypominać, jak się wydobywało grot kluczyka i odsłaniało pasujący do niego otwór, a to podda się coś w aucie, i drzwi pozostaną niewzruszenie zamknięte mimo traktowania kluczykiem. Albo też zaćmienie umysłu sprawi, że kluczyki od zamkniętego auta znajdą się w jego wnętrzu. Drzwi mogą się też nie otworzyć bo zwyczajnie przymarzną – i taka właśnie sytuacja spotkała mnie kilka lat temu, a wspomnienie o niej zainspirowało mnie do zapytania Was o podobne przygody.
Jak się dostać do zamarzniętego auta, czyli zaskakująca praktyczność coupe
Miałem wówczas Peugeota 406 Coupe – co ma drobne znaczenie dla historii. Zima była prawdziwa, ze śniegiem, co gorsza czasem topniejącym i potem na powrót marznącym – idealne warunki do przemiany grata w nierównomierną kostkę lodu. Tak się właśnie stało z moim Peugeotem, na co w pierwszym momencie nie zwróciłem do końca uwagi (był wieczór, a oświetlenie parkingu marne). Zamierzałem po prostu go odśnieżyć i odskrobać szyby, więc przekręciłem kluczyk w zamku, pociągnąłem za klamkę i… nic – drzwi pozostały zamknięte na głucho. Po chwili prób uznałem, że siłowanie się z zamarzniętymi drzwiami może skończyć się połamaną klamką, i wpadłem na genialny pomysł…
…wejść przez bagażnik oczywiście!
Tu istotny jest model auta – bowiem niejedno coupe, nawet oparte na sedanie, niekoniecznie ma składaną tylną kanapę. Na szczęście czterystaszóstka takową miała, i to z możliwością złożenia oparcia również od strony bagażowej. Klapa bagażnika nie była tak przymarznięta jak drzwi, i dała się bez większego trudu otworzyć. Znalezienie odpowiedniej dźwigienki również nie było trudne – za to wpełzanie przez powstały otwór do wnętrza auta musiało wyglądać co najmniej oryginalnie. Na szczęście gdy już się tam znalazłem udało mi się wypchnąć od wewnątrz drzwi, i nie musiałem powtarzać całego procesu w drugą stronę. Auto zostało otwarte, sukces.
To teraz Wy – jak dziwnymi drogami i sposobami dostawaliście się do wnętrz swoich samochodów? Co Was do tego zmusiło?
Spodobał Ci się ten tekst? Rozważ postawienie nam wirtualnej kawy – dzięki!
Zdjęcie główne: Dmhager, Bringatrailer.com


