Cześć i czołem, oto ostatnie w tym roku Garażowe rozmowy. Tym razem pytamy o Wasze marzenia motoryzacyjne, ale z tych bardziej… przyziemnych.
Jeśli pytamy kogoś o motoryzacyjne marzenia, to spodziewamy się – zwykle słusznie – uzyskania odpowiedzi w rodzaju Porsche 911, Bugatti Chirona, Lamborghini Diablo, Ferrari F40 czy McLarena F1. No, może czasem jakiegoś Bentleya czy zabytkowego Mercedesa 540K.
Ale przecież marzenia nie muszą być z tak wysokiej półki
Wie to chyba każdy z nas, bo przecież każdy automaniak marzył o jakimś pierwszym lub kolejnym samochodzie, który nie kosztował milionów monet. Ba, może sobie nawet takie auto kupił. Właśnie o te marzenia łatwiejsze do spełnienia dziś pytamy.
Mój gust motoryzacyjny jest, delikatnie mówiąc, eklektyczny. Uwielbiam super-samochody, ale uwielbiam też liczne najzwyklejsze spotykane na drogach auta, w tym te, które dość powszechnie uważane są już za graty (czego akurat nie popieram, a na widok takich aut na złomowiskach kraja mi się serce). Gdybym nie miał na co wydawać pieniędzy, to z pewnością co jakiś czas kupowałbym sobie kolejne starsze maszyny, a na pierwszy ogień zapewne poszedłby jakiś poliftowy Peugeot 306 (uważam, że to jeden z najładniejszych kompaktowych hatchbacków wszech czasów), albo np. Citroen ZX czy poliftowe Renault 19. O, albo Grand Espace 3. generacji. Jakoś tak same francuzy mi się tu zebrały, ale opcji jest oczywiście więcej – od jakiegoś Escorta zaczynając, na Toyocie Carinie GTi kończąc (Mateusz, jeśli to czytasz to weź tam dbaj o tę swoją, żebym nie musiał do niej dokładać, jak już odkupię).

Bardzo lubię stylistykę Renault z przełomu wieków i nieironicznie uważam, że ta generacja modelu Espace wygląda świetnie.
Ale gdy jeszcze nie miałem swojego samochodu, najbardziej marzył mi się ON. Proton 318 GTi, czyli Satria GTi z kierownicą po lewej stronie. Dla niezorientowanych: to po prostu odrobinę zmodernizowane Mitsubishi Colt GTi generacji CA0, do tego przestylizowane i z zawieszeniem zestrojonym przez Lotusa (w latach 1996-2017 Proton był właścicielem brytyjskiej marki). Swego czasu znaczna część moich wizyt w sieci wiązała się z wyszukiwaniem filmików i artykułów z Satriami GTi. Dowiedziałem się m.in., że srebrny kolor, którym lakierowano te auta, pomimo dość zwykłego wyglądu był podobno trudny do dobrania w razie konieczności wizyty u lakiernika. I że jeździło to naprawdę dobrze.
Jak możecie się domyślać, Protona 318 GTi nigdy nie kupiłem – i zapewne już nie kupię
O ile kilkanaście lat temu takie auta były stosunkowo rzadkimi gośćmi w (niemieckich) ogłoszeniach i kosztowały, o ile pamiętam, jakieś 5 tys. euro, to obecnie ich po prostu nie ma. Ba – na Mobile.de czy AutoScout24.de nie ma obecnie nie tylko 318 GTi, ale żadnych Protonów, w ogóle. Raz przypadkiem widziałem ogłoszenie z pojedynczym, na dodatek z bardzo wątpliwej jakości modyfikacjami wizualnymi, ale kosztował już znacznie więcej – choć nie pamiętam dokładnie ile, ale na pewno nie ok. 20 tys. zł.
Teoretycznie można by sprowadzić Satrię GTi z Wielkiej Brytanii, ale jakoś mi się nie widzi, żeby płacić 4,5 tys. funtów i nawet nie mieć kierownicy po właściwej stronie. W Malezji te auta są tańsze, ale znowu: kierownica po prawej. No i koszty transportu. To już lepiej i taniej będzie kupić Fiestę ST150, którą zresztą też bardzo bym chciał mieć – ale nigdy nie żywiłem do niej aż takiej sympatii jak swego czasu do Protona z plakietką Handling by Lotus.

