Dzień dobry, zapraszamy na Garażowe rozmowy. Mróz zelżał, to i można w większym komforcie posiedzieć i pogadać. W tym tygodniu pytamy o najbardziej zaskakujące samochody – zarówno pozytywnie jak i negatywnie.

Jeśli ma się już na koncie trochę objeżdżonych samochodów, to do pewnego stopnia można się spodziewać, jakie wrażenia da kolejny oglądany model. Wiadomo bowiem, jak wygląda, jeździ i jest wykonana jego konkurencja, wiadomo też, jak wypadają inne modele danego producenta. Czasem zdarza się jednak jakiś samochód, który wykracza ponad to, czego się spodziewaliśmy. Jest świetnie, jeśli wyróżnia się na plus, ale… są też odwrotne przypadki.

Które samochody najbardziej mnie zaskoczyły?

Trochę tego było. Nieco zaskoczył mnie przykładowo Fiat 500L 1.4 16V, i to zarówno pozytywnie jak i negatywnie. Pozytywem była ilość miejsca we wnętrzu i generalnie lepsze niż się spodziewałem wrażenia z jazdy, natomiast wielkim minusem był fakt, że w nowym samochodzie (była to dealerska jazda testowa) uszkodzona była skrzynia biegów – za nic w świecie nie dało się wrzucić szóstki. Ale OK, powiedzmy że to była kwestia egzemplarza, a nie modelu jako takiego.

Bardzo pozytywnie zaskoczył mnie Opel Adam 1.4 16V (w wersji 100-konnej). Nie jestem jakimś wielkim fanem stylistyki tego auta, ale jakość materiałów i wykonania oraz przede wszystkim JAZDA sprawiły, że z chęcią bym czymś takim jeździł. Choć doskonale jeździło mi się Mini Cooperem S, to mam wrażenie, że Opel dawał mi jeszcze więcej frajdy z jazdy.

garażowe rozmowy

Zaskoczeniem był też Peugeot RCZ 1.6 THP 200, i to pomimo tego, że nie do końca wiedziałem, czego się po tym aucie spodziewać. Na minus zaliczyłbym tu koszmarnie twarde resorowanie i nie tyle haczący, co po prostu niezbyt przyjemnie (ale precyzyjnie!) pracujący drążek zmiany biegów, na plus – ogólne wrażenia z jazdy i jakość wnętrza. W czasie, gdy RCZ był w sprzedaży, salony Peugeota oferowały już model 308 2. generacji – ale deska rozdzielcza RCZ-a, przejęta z pierwszego 308 i dopieszczona lepszymi materiałami, sprawiała o lata świetlne lepsze wrażenie. Do dziś nie rozumiem tylko, po co tam jest tylna ławeczka – miejsca w zasadzie w ogóle tam nie ma.

garażowe rozmowy

Wzmianki należą się też m.in. Lexusowi LS 400 1. generacji za niesamowity komfort jazdy porównywalny z Mercedesem V222, Abarthowi 500 po prostu za bycie genialnym małym pudełkiem z fajnym dźwiękiem i prowadzeniem, Toyocie Suprze Turbo Mk4 za absolutnie koszmarny, tragicznie pogarszający osiągi automat (na szczęście nadrabiała dźwiękiem!), Fordowi Ranger z 2013 r. za zaskakująco wygodną tylną kanapę i wyraźnie słyszalny zawór upustowy turbosprężarki czy Skodzie Rapid Spaceback 1.6 TDI, którą zaskakująco przyjemnie jeździło mi się po zakrętach. Renault Scenic z 2014 r. było natomiast bardzo podatne na boczny wiatr, a tak przeklinana przez wiele osób Dacia Logan 1. generacji okazała się być zupełnie normalnie jeżdżącym autem.

garażowe rozmowy

Natomiast chyba dwa największe zaskoczenia to…

… Mitsubishi Colt ostatniej generacji oraz Abarth Punto Evo.

Mitsubishi jeździłem, gdy produkcję modelu już zakończono i u dealerów czekały na klientów ostatnie sztuki. Miałem okazję przejechać się egzemplarzem z benzynowym silnikiem 1.3. I wiecie co? To było jedno z najprzyjemniejszych w jeździe aut miejskich, które miałem okazję przetestować. Silnik był bardzo dynamiczny, lubił obroty i na wyższych bardzo przyjemnie brzmiał. Co ciekawe, w gamie były jeszcze wersje 1.5 (ależ to musiało latać!) oraz… 1.5 turbo od Ralliarta (ALEŻ TO MUSIAŁO LATAĆ!). Colt miał też obszerne wnętrze i… deskę rozdzielczą wykonaną wyłącznie z twardych tworzyw. Zaskoczyło mnie to, jak wiele dało zastosowanie plastiku o niespotykanej gdzie indzie strukturze, z charakterystyczną teksturą – ten prosty zabieg sprawił, że plastikowość wnętrza nie biła aż tak po oczach.

garażowe rozmowy

Z klifu zrzuciłbym natomiast Abartha Punto Evo, i to tylko z jednego powodu. Samochód zrobił na mnie bardzo dobre pierwsze wrażenie, ale po rozgrzaniu 165-konnego silnika i wyskoczeniu na obwodnicę okazało się, że… takie Punto zupełnie nie ma ochoty na przyspieszanie powyżej 5 tys. obr./min., charakterystyka silnika przypominała raczej silnik Diesla niż benzynowy – nawet w trybie Sport. W moim odczuciu kompletnie skreśla to takiego Abartha jako hot, czy nawet warm hatcha. Ciekawostka jest taka, że czerwone pole na obrotomierzu zaczynało się dopiero przy 6,5 tys. obr./min. – podczas jazdy taka prędkość obrotowa była w zasadzie nie do uzyskania. Pracownik salonu Abartha także stwierdził, że nie ma sensu kręcić powyżej 5 tysięcy. To wszystko dziwi tym bardziej, że bazowy Abarth 500 ze 135-konnym silnikiem 1.4 T-Jet takich problemów nie miał, a Punto miało bardziej zaawansowany technicznie motor MultiAir. Ciekaw jestem, czy mocniejsze wersje Abartha Punto też miały takie problemy. Oczywiście i w wersji przeze mnie testowanej pewnie dałoby się to ogarnąć chiptuningiem, ale takim autem w postaci całkowicie seryjnej nie chciałbym jeździć.

Teraz Wasza kolej. Które auta najbardziej Was zaskoczyły?

Spodobał Ci się ten tekst? Rozważ postawienie nam wirtualnej kawy - dzięki!

Postaw mi kawę na buycoffee.to