Tak naprawdę to nie tylko o topowym RC F mowa, bo Lexus kasuje z gamy także zwykłe odmiany modelu RC (200t, 350 i 300h), ale na polskim rynku od dłuższego czasu dostępna była jedynie eFka.
10 lat. Tyle na rynku wytrwał Lexus RC, co jest zresztą całkiem ciekawe zważywszy na to, że tych aut za bardzo na ulicach nie widać. Pomyślałem sobie, że pewnie lepiej sprawy wyglądały choćby w Stanach Zjednoczonych, ale… też nie jakoś wybitnie dobrze. RC tylko w dwóch latach (2015 i 2016) sprzedał się w liczbie większej niż 10 tys. egzemplarzy, a lifting z 2018 r. podbił sprzedaż rdr. o ledwo… 1200 sztuk (w 2018 sprzedano tam 3358 egzemplarzy, a rok później – 4591).
Jak na auto z tego segmentu nie są to co prawda złe wyniki, bo obecnie podobne osiągają choćby Toyota GR Supra czy Nissan Z (w 2024 r., odpowiednio, 2615 oraz 3164 auta), ale Supra czy Z pomimo przynależności do tego samego segmentu i tak nie są bezpośrednią konkurencją dla Lexusa.
Żebyście mieli lepszy obraz sytuacji dodam więc, że będące realnym konkurentem Lexusa BMW serii 4 poniżej 10 tys. sztuk na tym samym rynku spadło tylko raz (do 9495 aut w 2020 r.), a poza tym regularnie przekraczało 30 tys. sprzedanych aut na rok. Oczywiście były też lata gorsze, ale w rekordowym 2015 poszło ponad 46 tys. egzemplarzy. W samych Stanach Zjednoczonych! Łącznie Lexus w ciągu 10 lat sprzedał na całym świecie nieco ponad 91 tys. sztuk RC, z tego blisko 12 tys. to samochody z silnikami V8.

A tu przedliftowy Lexus RC F. To był egzemplarz prasowy, ale zanim salony Lexusa otrzymały własne egzemplarze demonstracyjne, prasówka oprócz testów dziennikarskich brała też udział w jazdach próbnych w całej Polsce. Też jeździłem tym egzemplarzem – zdjęcie moje.
Choć jestem fanem Lexusa, trochę to rozumiem
RC w zwykłych wersjach był… zbyt zwykły. Jeździło się nim po prostu jak IS-em bez drugiej pary drzwi, a subiektywnie gorzej, no bo przecież po coupe człowiek spodziewałby się więcej, prawda? Mi w każdym razie lepiej jeździło się IS-em 300h niż RC 300h.

Przedliftowe RC 200t. Pomarańczowe zaciski hamulcowe były opcją, o dziwo dostępną także przy czerwonym kolorze nadwozia – wyglądało to razem słabo.
Poza tym ten model nigdy jakoś szczególnie nie zachwycał stylistyką, zawsze wyglądał relatywnie ciężko, a przed liftingiem na dodatek od początku trochę zbyt… cóż, staro. Ponadto u nas nie oferowano wersji 350 z wolnossącym, 3,5-litrowym V6 o mocy 318 KM – oferta ograniczała się (za wyjątkiem wersji F) do 2-litrowego, 245-konnego RC 200t i 223-konnej hybrydy, która faktycznie była… wolniejsza i mniej dynamiczna od wspomnianego IS-a (IS 300h: 8,3-8,4 s do 100 km/h i prędkość maksymalna 200 km/h, RC 300h: 8,6 s i 190 km/h).
Tak naprawdę w świadomości fanów motoryzacji jakąkolwiek pamięć o RC uratował właśnie topowy model RC F
No i odnoszący sukcesy wyścigowy RC F GT3, ale skupmy się tu na modelu drogowym. Tak czy owak: nic dziwnego, bo już te 10 lat temu wolnossące 5-litrowe V8 było czymś, a co dopiero dziś – w 2025 r. Dość powiedzieć, że na polskim rynku zostały już tylko dwa samochody z takimi silnikami, wszystkie pozostałe V-ósemki są turbodoładowane. A jakie to te dwa pozostałe dwa modele? Otóż są to Ford Mustang i… drugi Lexus, model LC 500 (rany gościa, ależ ja uwielbiam LC!!!).

Zależnie od wybranego trybu jazdy, wskaźniki zmieniały swoją grafikę. W trybie Eco nie było obrotomierza.
Co w tym wszystkim najlepsze, to japońskie V8 jest naprawdę świetnym silnikiem. Osiągi, kultura pracy, DŹWIĘK (!), trwałość i niezawodność – tutaj po prostu wszystko gra. Ten silnik nie pozwolił co prawda na walkę jak równy z równym z mocniejszymi BMW M czy Mercedesami-AMG (podobnie zresztą jak Lexusowi GS F), ale i tak można bez żadnej przesady uznać, że uczynił Lexusa autem wyjątkowym. Przejechałem takim autem trochę i uwielbiałem nim jeździć. Co prawda przy okazji modernizacji moc spadła z 477 do 464 KM, ale – przynajmniej na papierze – nie pogorszyło to osiągów. RC F nadal był w stanie sprintować do 100 km/h w 4,5 s (a w nowej wersji Track Edition nawet w 4,3 s) i rozpędzać się do 270 km/h.
Wiem, co sobie niektórzy z Was myślą: przecież Jeremy Clarkson uznał, że to auto jest beznadziejne!
Jeśli jesteś jedną z tych osób, wróć sobie do materiału Top Geara nt. Lexusa RC F. Przyjrzyj mu się i posłuchaj. Nie wiem, co w tym odcinku ugryzło Clarksona, ale odnosiłem silne wrażenie, że umyślnie robił wszystko, by zdyskredytować ten model Lexusa w oczach widzów – a szczytem wszystkiego było porównywanie go do LFA, gdzie to zupełnie nie ten segment i nie ten sam poziom cen.
A nie, pardąsik, był jeszcze drugi szczyt – brak próby czasowej na torze. Nie kojarzę ani jednej sytuacji tego typu z innych odcinków programu i moje jedyne podejrzenie jest takie, że Lexus RC F spokojnie osiągnąłby zupełnie przyzwoity czas, gdyby tylko mu na to pozwolono – zamiast tego zrobiono farsę. Jasne, Top Gear to program przede wszystkim rozrywkowy a nie motoryzacyjny, ale i tak w tym przypadku wzbudził we mnie niesmak. Na otarcie łez widziałem kiedyś w Krakowie Lexusa RC F na tablicach indywidualnych G0 STIG.
Wspomniany lifting z końca 2018 r. sprawił, że auto wreszcie zaczęło wyglądać jak należy
Jasne, nadal ciężkawo, ale przestylizowane oświetlenie i kilka innych zmian pozwoliły w ogromnym stopniu odmłodzić wizualnie ten samochód. Jak już jednak napisałem, sprzedaży to niespecjalnie pomogło – kolejnej generacji RC nie będzie. Inna rzecz, że podobno ma też nie być kolejnego LC – Lexus co prawda pracuje nad jakimś coupe, ale podobno ma ono zastąpić jednocześnie oba te modele.
Obecnie Lexus RC F jest jeszcze widoczny na polskiej stronie Lexusa, ale usunięto jego cennik oraz bezpośredni odnośnik do konfiguratora – choć da się jeszcze do niego dostać przez link bezpośredni, o tutaj. Widać tam, że w bazowej i jedynej dostępnej w Polsce wersji Elegance RC F kosztuje (kosztował?) niespełna 500 tys. zł, a jedyną dostępną opcją są karbonowe wstawki za 3 tys. zł. Niegdyś i/lub na innych rynkach dostępne były też wersje Prestige (taką jeździłem), Carbon i Track Edition, natomiast na koniec Lexus przygotował Final Edition.
Lexus RC F Final Edition ma trochę smakowitych dodatków
Przede wszystkim są to kute 19-calowe felgi BBS i liczne elementy z włókna węglowego. Co prawda nie posunięto się tu do użycia maski wykonanej z karbonu, ale mamy choćby karbonowy dyfuzor, splitter czy dach. Pakiet uzupełnia okolicznościowy znaczek na pokrywie silnika i nowy lakier Sonic Iridium (ale dostępne są też te zwykłe), połączony z czarno-czerwonym wykończeniem wnętrza.
Lexus RC F Final Edition znajdzie tylko 200 nabywców w Japonii – do takiej liczby ograniczono produkcję tej wersji na rynek lokalny. Oficjalnie produkcja RC zakończy się w listopadzie.
Nie podejrzewam Lexusa o sprzedaż tych aut w Polsce, ale jeśli komuś bardzo zależy to dodam, iż wersja z kierownicą po lewej stronie dostępna będzie w USA w cenie 94 tys. dol. (tutaj nie posiadam informacji o ewentualnym limitowaniu produkcji, ale pewnie też będzie) – można sobie sprowadzić, a i ewentualna konwersja na europejską specyfikację nie powinna nastręczać żadnych trudności. Jeśli chciałbyś mieć coś innego niż wszyscy i na dodatek każdego dnia cieszyć się dźwiękiem – jest to propozycja warta rozważenia.
Albo po prostu weź LC 500.
Spodobał Ci się ten tekst? Rozważ postawienie nam wirtualnej kawy – dzięki!














