… nie mylić z Ikarusem. Nissan GT-R50 by Italdesign to specjalny i bardzo rzadki model, który był uczczeniem podwójnego 50-lecia – linii GT-R oraz studia Italdesign. Kilka dni temu można go było kupić na aukcji, której okoliczności zdają się trochę mówić o tym aucie, jak i Nissanie ogólnie. A gdzie? I tu się właśnie zaczynają schody…

Ultra-rzadkie, wyjątkowe modele zazwyczaj przyciągają mnóstwo uwagi, a właścicieli zmieniają w renomowanych domach aukcyjnych, nierzadko za kwoty znacznie przekraczające ich pierwotną cenę. Tymczasem rzeczony, wystawiony na aukcję w Japonii Nissan jest swego rodzaju zagadką – choćby dlatego, że nie do końca wiadomo, kto go chciał sprzedać. Całość dostępnych po angielsku informacji pochodzi od jednego detalicznego eksportera (między innymi) samochodów z Japonii, który jednak nie jest obecnie właścicielem auta, a zdaje się oferować jedynie pośrednictwo w jego zakupie.

Ze względu na problemy techniczne z wyświetlaniem embeda z instagrama, chętnych do obejrzenia zdjęć oferowanego auta prosimy o kliknięcie tutaj.

Czym właściwie jest Nissan GT-R50 by Italdesign?

To ten lepszy Nissan z włoskim VIN-em, hehe. Wybaczcie, nie mogłem sobie odpuścić odwołania do chyba najnudniejszej karty w historii Alfy Romeo, czyli Arny, znanej też jako Nissan Cherry Europe. Okropny pojazd.

A wracając do tematu – od strony technicznej jest to w gruncie rzeczy trochę podkręcone Nismo, a to z kolei trochę podkręcony „zwykły” GT-R generacji R35. Mamy tu więc silnik VR38DETT, czyli podwójnie turbodoładowane V6 o pojemności 3,8 litra osiągające 720 KM i 780 Nm – to o 120 KM i 128 Nm więcej niż w Nismo. Uzyskano to między innymi dzięki zastosowaniu turbosprężarek pochodzących z… wyścigowej odmiany klasy GT3. Do tego rzecz jasna wzmocniono odpowiednio układ przeniesienia napędu – 6-biegową, dwusprzęgłową przekładnię i dość skomplikowany system napędu na 4 koła. W efekcie powinno to dawać przyspieszenie do setki poniżej 3 sekund – Nissan nie podaje osiągów GT-R50, ale raczej nie ma powodów podejrzewać, że znacznie różnią się od tych ze standardowej „Godzilli”.

Nissan GT-R50 Italdesign

Ale kluczowe jest nadwozie od Italdesign

To właśnie jest lot Ikara ku Słońcu. Dawno już minęły czasy, gdy powstawały coachbuilderskie alternatywy zwyczajnych modeli – obecnie zdarza się to tylko samochodom najbardziej wyjątkowym, a i tym z rzadka. I taki właśnie zaszczyt trafił Nissana, którego historia zaczynała się od usportowionych wersji średniej klasy auta niezbyt znanego poza Japonią. W obecnej generacji stał się już raczej pogromcą supersportowców, a przy tym technologicznym popisem producenta.

I, trzeba przyznać, niezłym popisem jest też projekt Włochów. Obniżenie linii dachu aż o 54 milimetry zdecydowanie poprawiło sylwetkę GT-R-a, a kompletnie odmienione detale nadały mu wręcz futurystycznego stylu. Ja jestem szczególnym fanem tylnych lamp, które mimo prostej formy łączą w sobie nawiązanie do wcześniejszych Nissanów (Skyline) GT-R i efektowne spojrzenie w przyszłość. Zresztą, co ja się będę rozpisywał – sami widzicie, że nie jest to auto, obok którego można przejść obojętnie.

Mamy więc zaawansowaną sportową bestię ubraną u najlepszych włoskich stylistów – zdawałoby się, przepis na sukces w tej klasie. Ale metaforyczny Ikar chyba poleciał zbyt blisko Słońca.

Czy GT-R od Italdesign nie jest wystarczająco rzadki i ciekawy?

Cóż, rzadki jest z całą pewnością, i to bardzo – planowano produkcję 50 sztuk, jednak prawdopodobnie skończyło się na zaledwie 18, 19 lub 21 (zależnie od źródła informacji). Zapewne wydatnie wpłynęły na to zarówno pandemia (produkcja wystartowała w 2020 roku) jak i cena takiego auta – GT-R w wydaniu od Italdesign kosztował niemal równy milion euro (bez podatków), a „Godzilla” Nismo – około pięciokrotnie mniej.

Kwestię bycia ciekawym trudniej ocenić obiektywnie, jednak warto wziąć pod uwagę kilka faktów. Nissan GT-R generacji R35 już w chwili premiery odmiany GT-R50 był modelem dość starym, a w dodatku znanym jako mniej finezyjna alternatywa typowych supersamochodów – choć jednak potężna. Na pewno tej finezji nie dodaje tu marka dzielona choćby z Qashqaiem. Obie wady można też zauważyć we wnętrzu – choć w modelu od Italdesign wprowadzono pewne zmiany wewnątrz, to jednak całokształt nadal jest z grubsza taki, jak w standardowej „Godzilli”. Koncept miał zupełnie nowe wnętrze, ale niestety w produkcji z niego zrezygnowano.

Tak wyglądało wnętrze prototypu.

Wersja produkcyjna miała takie.

Nissan GT-R50 by Italdesign wzbudza zaskakująco małe zainteresowanie

Ok, niższą niż planowana produkcję można było zrzucić na problemy logistycznego-zaopatrzeniowe podczas pandemii. W końcu nie mógł to być dla marki projekt priorytetowy i być może uznano, że nie opłaca się użerać z problemami dla dokończenia serii. Wyraźniejszym znakiem jest za to dalszy los tych aut, jak choćby sprzedawanego właśnie egzemplarza. Ma on przebieg zaledwie 175 km, co właściwie, choć smutne, nie powinno dziwić – tak już bywa z kolekcjonerskimi modelami. Bardziej dziwi cena wywoławcza, wynosząca w przeliczeniu około 4,27 miliona złotych – czyli mniej więcej miliona euro. Miliona euro, który kilka lat wcześniej został zapłacony za ten samochód jako nowy – plus podatki i inne koszty. Oczywiście sama cena wywoławcza mogła nic nie znaczyć, a finalnie transakcja odbyć się na kwotę znacznie większą. Tylko że…

Całkiem niedawno, w styczniu tego roku, był wystawiony na sprzedaż inny egzemplarz GT-R50 by Italdesign w, zdaje się, trochę wyższej cenie – i prawdopodobnie nie sprzedał się. A to już by oznaczało, że ten niesamowicie rzadki, właściwie ściśle kolekcjonerski model bardzo mało, albo nawet wcale nie zyskuje na wartości. Wyobrażacie to sobie? Gdy nawet samochodopodobne wyroby FSO potrafią czasem być warte więcej, niż kiedykolwiek były jako nowe?

Nissan GT-R50 Italdesign

W przypadku omawianego GT-R50 trudno stwierdzić, czy sprzedaż się odbyła, ale raczej też nie

Mamy tak naprawdę tylko szczątkowe informacje o aukcji jednego z najrzadszych współczesnych aut. To również dość wymowne. Właściwie to trochę szkoda, bo Nissan GT-R50 od Italdesign był naprawdę ciekawym pomysłem, który zaowocował świetnie wyglądającym efektem. Ale takie zainteresowanie nim może zniechęcić potencjalnych przyszłych naśladowców. Skoro nie pykło z kultowym GT-R-em, to po co robić takie wersje?…

Chyba jednak Ikar upadł.

Spodobał Ci się ten tekst? Rozważ postawienie nam wirtualnej kawy – dzięki!

Postaw mi kawę na buycoffee.to