Cześć i czołem, zapraszamy na Garażowe rozmowy! Dziś porozmawiamy sobie o tanich i drogich elementach wyposażenia samochodów – a konkretniej o wyglądzie tychże elementów.

Do wielu rzeczy – w tym do samochodów – jakoś przylgnęło, że im są droższe, tym ładniejsze. Oczywiście wyjątków od tej reguły jest mnóstwo, szczególnie w ostatnich latach gdy producenci droższych aut prześcigają się w pomysłach na coś brzydkiego, ale… mimo wszystko coś w tym jest. Trudno bowiem spodziewać się stylistycznego arcydzieła w segmencie budżetowych samochodów segmentu A czy B, za to można tego oczekiwać w przypadku 8- czy 12-cylindrowych grand tourerów.

Samochód jako całość to jednak jedna sprawa, a jest jeszcze kwestia wyglądu jego wyposażenia

Do czego można dopłacić, by auto wyglądało lepiej? No np. do większych felg, do dwukolorowego malowania, do większej ilości chromowanych wykończeń… i tak dalej. Ale bywa i tak, że drogie opcje sprawiają, że auto może wyglądać… gorzej.

Naczelnym przykładem są wykończenia panelami typu piano black

To jest, co tu dużo mówić, rak współczesnej motoryzacji. Ładne to to może i jest – przez jakieś 7 sekund, bo przeciętnie tyle czasu mija do zabrudzenia, zakurzenia bądź porysowania takiego panelu.

Inny przykład to… reflektory. W wielu przypadkach opcjonalne, skuteczniejsze światła są zarazem brzydsze od seryjnych bądź również opcjonalnych, ale tańszych. Przykłady? A proszę: moim zdaniem ksenony w przedliftowym Audi A4 (B8) są brzydsze od reflektorów halogenowych (widocznych na zdjęciu głównym powyżej).

garażowe rozmowy

Inny przykład: statyczne reflektory diodowe w przedliftowym Focusie obecnej generacji wyglądają doskonale, ale reflektory dynamiczne już mocno tak sobie (choć tu akurat lepiej od halogenowych).

Przedliftowy Ford Focus Mk4 z reflektorami halogenowymi.

Tutaj egzemplarz ze statycznymi LED-ami. Świetnie wyglądają!

A tu Focus ST z dynamicznymi reflektorami LED.

Zapewne będzie to niepopularna opinia, ale w przypadku samochodów segmentu premium osobiście usunąłbym też z konfiguratora największe dostępne rozmiary felg – przynajmniej w większości aut. Nawet pomijając kwestie praktyczne i skupiając się na tych wizualnych, to i tak nie jest wcale lepiej, bo auto na olbrzymich felgach wygląda jak nadmuchany resorak.

Opel Insignia A nie jest wcale skrajnym przypadkiem, ale i tutaj największe dostępne felgi nie wyglądają zbyt dobrze – i to pomimo ładnego wzoru. Mniejsze o cal byłyby moim zdaniem idealne pod względem wizualnym. Zresztą pomarańczowy Focus ST ze zdjęcia wyżej ma ten sam kłopot.

Teraz poproszę o Wasze przykłady. Które rozwiązania wymagające dopłaty są brzydsze od tańszych opcji?

Spodobał Ci się ten tekst? Rozważ postawienie nam wirtualnej kawy - dzięki!

Postaw mi kawę na buycoffee.to