Jedni kolekcjonują auta, by stały pięknie wyeksponowane niczym resoraki, inni zbierają gruzy wrastające na podwórku, bo kiedyś to wszystko wyremontują. Są też osoby, które mają mnóstwo aut do różnych zadań… A Ty? Zapraszamy na Garażowe rozmowy.


Nie mówmy o ludziach, którzy mają jeden samochód i ogarniają nim wszystko. Tacy ludzie pewnie nigdy nie przegapili punktu w instrukcji montażu, nie zapomnieli po co poszli do salonu i zapewne nigdy, przenigdy nie obudzili się rano z myślą „a dobra, dziś mam ochotę zrobić coś szalonego”, no chyba, że obudzili się i uznali, że zamienią kolorami nagłówki w Excelu i potem podnieceni opowiadali o tym wszystkim swoim długopisom w szufladzie.

Porozmawiajmy o nas

Na przykład w naszej petrolheartowej redakcji wywiązała się ostatnio krótka rozmowa odnośnie sprzedaży aut. Jedni nie sprzedali jeszcze żadnego samochodu, inni niczego nie żałują, sprzedają, kupują i tasują samochody wedle potrzeb, Wreszcie pojawił się kolega redaktor Piotrek Szafranowski cały na biało i oświadczył, że nie ma zbyt wielu takich aut, które chciałby kupić i trzymać, i uwaga… szkoda by mu było, żeby tak stały bez sensu.

Z jednej strony bardzo szanuję takie podejście, ale jako zbieraczka wszystkiego co ma pozytywną aurę i daje mi błysk radości kompletnie nie rozumiem, po co wypuszczać z rąk pazłotko, które się już raz zdobyło. Sprzedałam w swoim życiu jeden samochód, wcale nie był wyjątkowy, ale są dni, kiedy mi go brakuje i tęsknię za nim, pojeździłabym. I właśnie po to zbierałabym więcej aut. Zwłaszcza, że odkąd jest aplikacja mObywatel łatwiej to wszystko kontrolować i nie trzeba się martwić, że przegapi się ważny termin. A dla mnie auta to już nie tylko środek lokomocji, to także bardzo ważny fun factor, a nawet fun factory. Co więcej, nie należę do osób przyspawanych do kierownicy.

Są takie tygodnie, że absolutnie wszystkie moje auta stoją sobie spokojnie (no dobrze, jedno nie ma wyjścia, bo jest rozkręcone i bez silnika, stoi u blacharza, więc nie pojedzie), a ja wszystkie sprawy ogarniam sobie na piechotę. Są dni, gdy rano jadę innym autem, a po południu innym. Często miewam tak, że budzę się z myślą, że na dzisiejsze zadania do wykonania z użyciem auta wybieram to jedno konkretne, bo się stęskniłam, bo jest na to dobra pogoda, bo ulice są mokre, a to jest stare RWD ze sztywnym mostem i czego chcieć więcej? Staram się, by ta nasza wspólna domowa flota była faktycznie zróżnicowana, a jednocześnie wszechstronna.

safariallthecars

Nie przeszkadza mi to budować w głowie listy kolejnych aut, które kupowałabym nie sprzedając pozostałych

Jakiś mały wariat w teren, jakiś zabawny roadster w nieoczywistej budzie, jakieś małe miejskie auteczko w stylu Toyoty iQ czy starego Smarta. Jakaś rajdówka, ale już taka prawdziwa, oklatkowana… No sami widzicie. Każde z aut które mamy da się jakoś tam wykorzystać w podobny sposób, choć nie ukrywam, że T4 w longu ani trochę nie zaparkuje na miejscu przewidzianym na kei-cara, a szyberdach w 940 to nie jest nawet imitacja targi czy Twingo z faltdachem.

garażowe rozmowy

Gdybym uzupełniła niedobory na parkingu pod blokiem, wstawałabym rano i miała jeszcze więcej opcji. Jedni ponakupują sobie butów na każdą okazję, a ja bym miała takie auta. Nie musiałyby być nawet w stanie mint. Po prostu jazda autem sprawia mi tyle frajdy, że chciałabym to dodatkowo podkręcać poprzez charakter wybieranego pojazdu.

A jak jest u Was?

Żal Wam, że jakieś wasze auto się kurzy bez sensu i puszczacie w obieg, a potem płaczecie w poduszkę? Czy może raczej gromadzicie, niczym dekielki od plastikowych pojemników w dolnej szufladzie w kuchni?

Spodobał Ci się ten tekst? Rozważ postawienie nam wirtualnej kawy – dzięki!

Postaw mi kawę na buycoffee.to