Lotus Etna – jedyny egzemplarz brytyjskiego supersamochodu stworzony ponad 40 lat temu – znów jest do kupienia, a cena wywoławcza to mniej niż pół miliona dolarów.


Pół wieku temu Lotus rozpalał wyobraźnię wszystkich amatorów wysokich prędkości i dobrego stylu. Ta brytyjska manufaktura mająca w swojej stajni zarówno bolidy F1 jak i samochody o ponadczasowej estetyce – tak, mam tu na myśli Lotusa Esprit, który jest piękny i nie zapraszam do dyskusji – starała się połączyć typowo wyspiarskiego ducha walki i potrzebę przecierania nowych szlaków z elegancją.

Gdy więc pod koniec lat 70. okazało się, że nowe, drogowe dziecko Colina Chapmana i spółki może i jest cenione za wygląd i prowadzenie, ale krytykowane za osiągi oferowane przez 4-cylindrowy silnik, Brytyjczycy zabrali się za stworzenie auta jeszcze piękniejszego i jeszcze szybszego, a w dodatku napędzanego już nie rzędową czwórką, a również centralnie zamontowanym, solidnym V8 o pojemności 4 litrów.

Lotus Etna

Piękny, szybki i do tego wygodny

Model, który miał zastąpić na rynku Esprita miał mieć nie tylko lepszy silnik, choć oczywiście inżynier Tony Rudd poproszony przez Chapmana o stworzenie nowego, lepszego serca, zadbał by silnik oznaczony kodem 909 miał tu sporo do powiedzenia. Mówimy konkretnie o 335 KM i 400 Nm, co pozwalało zakładać, że nowy Lotus ma szansę być jednym z najszybszych dopuszczonych do ruchu po drogach publicznych samochodów w tamtych czasach. Teoretycznie pozwalało to na przyspieszenie od 0 do 100 km/h w 4,3 s i osiągnięcie prędkości maksymalnej około 290 km/h. Dla porównania, najmocniejszy Esprit dostępny w 1984 r. – wtedy pokazano Etnę – miał 2-litrowy silnik z turbodoładowaniem, oferujący 210 koni, 5,6 s do setki i maksymalnie 241 km/h. Lotus Etna miał więc oferować osiągi lepsze nawet nie o klasę, a o dwie.

Dodatkowo Etna, bazując jedynie częściowo na rozwiązaniach starszego modelu, miała też zyskać aktywne zawieszenie wykorzystywane już przez zespół Lotusa w wyścigach F1, a także w opisywanym przez nas już prototypie Esprita. Poprawę bezpieczeństwa i komfortu użytkowników miały zagwarantować system kontroli trakcji i ABS, a także… system aktywnej redukcji hałasu.

Lotus Etna

Nad sylwetką znów pracował Giugiaro i jego Italdesign, dzięki czemu zachowana jest spójność wizji i linii z Espritem, a jednocześnie wprowadzone są nowe detale. Jasna karoseria ukształtowana w formę klina zyskała na dodatkowej lekkości dzięki temu, że wszystkie szyby i dach pozostały przyciemnione. Trudno co prawda oczekiwać, by tak samo wyglądało to w aucie seryjnym, ale prototypy rządzą się swoimi prawami.

Ale no jak tak można, żeby w takim aucie oponę na odwrót założyć… Nikt tego nie poprawił co najmniej od 2022 r. [przyp. RedNacz]

Wnętrze przeznaczone dla dwojga osób wykorzystywało najnowsze zdobycze ergonomii. Kokpit został wyprofilowany w lekki łuk pozwalając osobie prowadzącej pojazd na lepszą kontrolę wszystkich dodatkowych wskaźników, włączników i przyrządów… I wszystko to brzmiało wspaniale i robiło ogromne wrażenie na osobach, które w 1984 roku mogły obejrzeć pierwszy egzemplarz pokazowy Etny na Brytyjskim Międzynarodowym Salonie Samochodowym, ale nie mogło zagwarantować Lotusowi uruchomienia produkcji seryjnej modelu.

Lotus Etna

Ciekawostką jest wskaźnik ciśnienia doładowania – silnik 909 turbosprężarek bowiem nie posiada.

Morderca marzeń o Etnie

Przełom lat 70. i 80. XX w. odciskał piętno na gospodarce całego świata. Kryzys paliwowy wywołany sytuacją na Bliskim Wschodzie, a konkretnie wojną w Iraku, studził entuzjazm amatorów dóbr luksusowych. A takimi niewątpliwie były małoseryjne samochody sportowe. Dodatkowo śmierć Chapmana w 1982 roku, czyli na dwa lata przed zaprezentowaniem jego nowego, futurystycznego dzieła, nie poprawiła ogólnej sytuacji Lotusa, który wówczas był – poniekąd słusznie – marką utożsamianą właśnie z tym wizjonerem, kierowcą, inżynierem i entuzjastą motoryzacji. Etna wygasła, pozostając jedynie konceptem wytworzonym w jednym egzemplarzu.

Po burzliwej erupcji i przemknięciu przez okładki i łamy wielu brytyjskich magazynów motoryzacyjnych z lat 1984/85 srebrny Lotus zniknął z radarów, a sam koncept silnika, którego wytworzono ledwie dwa egzemplarze, został odłożony na półkę po przejęciu marki Lotus przez General Motors i wyznaczeniu przez właścicieli nowego kursu – na tańsze i bardziej ekonomiczne samochody sportowe.

Duch Etny nie zginął – objawił się tam, gdzie byście się go nie spodziewali

Nie wszystko przepadło, bo duch Etny nie pozwalał projektowi odejść w zupełne zapomnienie. Sama koncepcja i wygląd auta powróciły w nieco zmienionej formie za sprawą projektów Esprita Petera Stevensa.

Pomysł silnika za to – co szczególnie ciekawe – został wykorzystany przez Chevroleta w Corvette C4 ZR-1. Powrócił tam jako widlasta ósemka o pojemności 5,7 l z dwoma wałkami rozrządu w każdej głowicy i z czterema zaworami na każdy z cylindrów.

Chevrolet Corvette

Gdyby nie Lotus Etna, ten Chevrolet być może nigdy by nie powstał.

Sam Lotus Etna zaś po raz pierwszy powrócił na scenę w 1998 roku, gdy po latach stania w hali fabrycznej w Hethel trafił na publiczną aukcję. Niewiele się mówi o jej pierwszym właścicielu, za to o drugim, który kupił ją w 2004, już tak. Był to Olav Glasius, miłośnik marki i kolekcjoner Lotusów. W chwili, gdy nabywał tego białego, a w zasadzie srebrnego kruka, mówiło się, że Etna to tylko skorupa na kołach. Jakież było zdziwienie, gdy okazało się, że pod tylną klapą wciąż drzemie zarówno uśpiony legendarny silnik 909, jak i pięciostopniowa skrzynia biegów.

Ken Myers, były inżynier Lotusa, został zatrudniony przez Glasiusa w celu przywrócenia Etny do życia. Wyzwaniem było nie tylko wybudzenie nieużywanego przez lata silnika, ale też znalezienie wszelkich pasujących pasków osprzętu, a także odpowiednie ustawienie zawieszenia. Na szczęście Etna wiele elementów udało się dopasować z Esprita. Jeśli zaś chodzi o sam silnik, można trafić nawet na dokumentację i wymianę mejli sprzed 20 lat, gdzie mechanicy i specjaliści debatują nad możliwością wytworzenia kopii głowic tak, by nie ryzykować uszkodzenia silnika podczas pierwszych testów.

Lotus Etna

Lotus Etna ponownie zrodzony

Niecałe dwa lata po zakupie i rozpoczęciu prac Lotus Etna ponownie zachwycił publiczność, tym razem na kultowym festiwalu Lotusa w Donington Park. Wyobraźcie sobie jakie emocje w entuzjastach marki musiał wzbudzić widok tego jedynego egzemplarza Etny na świecie wjeżdżającego o własnych siłach na imprezę w 2006 roku po dwóch dekadach nieistnienia. Glasius pozwolił ludziom przeżyć jeszcze raz te emocje w 2008 roku prezentując Etnę na nie mniej kultowym Goodwood Festival od Speed, a następnie w 2012 roku przyprawił pewnie niejednego fana o szybsze bicie serca, gdy wystawił na sprzedaż kolekcję 24 samochodów, w tym zarówno bolidy wyścigowe Lotusa, Etnę, ale też innego koncepcyjnego Lotusa – M200 z 1991 roku. Całość uzupełniały takie okazy jak Talbot Sunbeam Lotus czy… przeuroczy van Ford Thames w barwach zespołu fabrycznego Lotusa.

Lotus Etna

W każdym razie, wracając do naszej Etny, właśnie w trakcie tej wielkiej wyprzedaży Glasiusa trafiła w ręce prywatnego kolekcjonera z Południowej Kalifornii. I to on postanowił ponownie wprawić w ruch ten cudowny samochód koncepcyjny, wystawiając go obecnie na aukcję w domu Broad Arrows. Macie jeszcze kilka godzin, by rozważyć zakup. Sugerowana cena docelowa waha się między 250 a 400 tys. dol., co nie jest wygórowaną kwotą za taki pojazd. Jeśli więc macie trochę wolnych środków na dywersyfikację źródeł utrzymania swojej działalności gospodarczej – polecam uwadze.

Spodobał Ci się ten tekst? Rozważ postawienie nam wirtualnej kawy – dzięki!

Postaw mi kawę na buycoffee.to