Choć wygląda jak Centenario po liftingu, nowe Lamborghini Fenomeno bazuje na Revuelto, a nie Aventadorze. I choć zabrzmi to banalnie, to nie można mu odmówić… cóż, bycia fenomenalnym.
Elektryfikacja w motoryzacji nie przyniosła nam powszechnej „bezemisyjnej” mobilności. Zabrała za to elitarność ekstremalnym przyspieszeniom. Dziś nie wystarczy wydać bardzo dużych pieniędzy, aby nikt inny nie mógł zrobić Twojego auta na przysłowiową ćwiartkę. Elektryczne, bezdźwięcznie wypolerowane mydełko zostawia w tyle większość produkcyjnych aut z potężnymi silnikami. Pozostaje zatem pytanie, jak wyróżnić się z tłumu aut szybkich, lub piekielnie szybkich? W teorii wystarczą zaskórniaki, drobne 3,5 miliona dolarów.
Nowe Lamborghini Fenomeno ma szansę być jednym z najszybszych aut na świecie
Przynajmniej jeśli weźmiemy pod uwagę wiele obiecującą, diabelnie szybką aparycję. Tą bowiem zdecydowanie przyćmiewa swoich starszych braci, w tym choćby bazujące na Aventadorze Veneno. Podobnie jednak jak Veneno – trafi do bardzo ograniczonego grona nabywców. Do 29 nabywców, mówiąc konkretniej, choć zbudowanych zostanie 30 aut – jedno trafi do fabrycznego muzeum.
Jeśli przyjrzymy się estetyce nowego modelu, zdecydowanie dojrzymy dość nietYpowY motYw
Od przedniego zderzaka, przez przednie lampy, wloty powietrza aż po tylne światła zdecydowanie widzimy inspirację literą Y. Co prawda współcześnie inspiracje znakami widać w motoryzacji dość często, jednak nie mam wątpliwości, że w tym przypadku zrobiono kawał dobrej robotY. Nadal co prawda nie może w mojej subiektywnej ocenie startować do Countacha LPI 800-4, ale musiałbym skłamać gdybym powiedział że mi się nie podoba.
Moc? Revuelto z plusem
Miłym akcentem jest też delikatne podniesienie mocy niesamowitego układu napędowego pozbawionego w dalszym ciągu doładowania. Hybryda silnika V12 o pojemności 6,5 litra oraz motoru elektrycznego oddaje do naszej dyspozycji 1080 (!) koni mechanicznych, choć silnik benzynowy wzmocniono tu zaledwie o 10 koni względem Revuelto. Tak czy owak takie parametry pozwalają na osiągnięcie pierwszej setki po 2,4 sekundy, zaś przyspieszanie kończy się na 350 km/h. Przy okazji auto dostało większą baterię trakcyjną – pojemność 7 kWh może się wydawać niewielka w przypadku hybrydy plug-in, ale to niemal dwukrotnie więcej, niż w Revuelto (3,8 kWh). Tym samym w praktyce według Lamborghini samochód powinien być bezemisyjny przez około 20 km (WLTP).
Nie jest to aż tak głupie jak mogłoby się wydawać, wszak nie musimy torturować niedogrzaniem cudownego V12 jadąc po bułki do lepszej piekarni. Choć argument zdaje się być cokolwiek banalny, musimy pamiętać że wolnossące dwunastki są gatunkiem niemal wymarłym na wolności i nic nie zapowiada tego by ich populacja miała się gwałtownie zwiększać. Zatem zapewnienie im optymalnych warunków pracy jest podejściem dość racjonalnym. Jeśli też tak myślisz – prawdopodobnie nie otrzymałeś korespondencji od Lamborghini zapraszającej Cię do nabycia tego dzieła sztuki. Nie martw się – ani ja, ani nikt kogo znasz też jej nie dostał.
Na tym wszystkim nie ucierpiała masa własna – choć nowa bateria jest pomimo takich samych wymiarów jak w Revuelto nieco cięższa, zrównoważono to karoserią z włókna węglowego oraz… wyrzuceniem adaptacyjnych amortyzatorów (w zamian zastosowano zawieszenie regulowane ręcznie). Nowością są też karbonowo-ceramiczne hamulce nowej generacji (CCM-R), które mają wystarczać na dłużej i zapewniać większą siłę hamowania. Z masą na sucho na poziomie 1772 kg, nowe Lamborghini Fenomeno ma najlepszy w historii marki stosunek mocy do masy.
Lamborghini w ostatnich kilkunastu latach co i rusz prezentuje limitowanki. Przyznam jednak, że Fenomeno to chyba jedno z najlepszych ich dzieł. Teraz jeszcze trzeba tylko mieć nadzieję, że ci, którzy wspomniane zaproszenia do zakupu dostali, będą tych aut faktycznie używać. Bo tak w zasadzie… dlaczego by nie?





