W przypadku ekskluzywnych marek pojęcie ,,podstawowego modelu” dotyczy na ogół samochodu sportowego. McLaren ma model Artura, Aston Martin oferuje Vantage’a, u Lamborghini od niedawna jest to Temerario. Teraz przyszła pora na zmianę warty w Ferrari – oto nowe Ferrari Amalfi.
Przy czym nowe nie tak całkowicie – Amalfi już na pierwszy rzut oka wydaje się starym znajomym. Sama nazwa nawiązuje do gminy we Włoszech, która jest znana jako miejsce turystyczne z przepięknymi widokami. To kontynuacja (niedługiej) tradycji Ferrari, żeby model entry-level miał nazwę geograficzną, tak jak Roma, Portofino czy California. A skoro wspomniałem Romę…
Ferrari Amalfi z zewnątrz to właściwie Roma po liftingu

Ferrari Amal…. chyba pomyliłem zdjęcia.
Jeżeli przyjrzymy się stylistyce modelu Amalfi, to można pomyśleć, że to głęboki lifting produkowanego do zeszłego roku modelu Roma. Czym więc różni się Amalfi od Romy? Z przodu mamy przeprojektowany grill, który jest teraz stalową siatką, oraz charakterystyczny dla najnowszych Ferrari detal, czyli czarny pas łączący reflektory.

Teraz właściwa fotografia, to Ferrari Amalfi.
Z tyłu trochę łatwiej dostrzec zmiany wizualne, choć projekt nie odbiega szczególnie mocno od Romy. Dzielone na dwie części lampy zostały nieco przeprojektowane, miejsce na tablicę rejestracyjną przeniesiono z klapy bagażnika na zderzak, widoczny jest również aktywny spojler. Można powiedzieć, że Włosi wzięli Ferrari Romę, dodali kilka akcentów z młodszych modeli i proszę bardzo, nowy model Ferrari.

Tył Ferrari Amal… a nie przepraszam, znowu Roma – dla porównania.

Teraz to już tył Amalfi.
Czy to źle? Nic z tych rzeczy, ponieważ bardzo udany projekt Ferrari Romy został nieco odświeżony. Czy Amalfi jest ładniejsze? Jeśli chodzi o przód bardziej mi się podoba Amalfi, ale tył wygląda lepiej w poprzedniku. Biorąc pod uwagę, że marka kiedyś miała w ofercie Ferrari 575M Maranello, czyli de facto 550 Maranello po głębokim liftingu, to taki zabieg nie powinien dziwić. Zresztą literka „M” w nazwie pochodziła od słowa Modificata.

Według mnie wciąż ma w sobie tyle samo uroku co 550 Maranello.
Podstawowy model nie musi oznaczać najmniejszego silnika – napęd Ferrari Amalfi
Pod maską nadal znajduje się podwójnie doładowane V8 o pojemności 3,9 litra. Nadal, bo to ten sam silnik, który występował w Romie. Moc wzrosła z 620 do 640 KM, ale moment obrotowy pozostał taki sam – 760 Nm. Wzrost mocy udało się zyskać dzięki zmianom w turbosprężarkach, nowemu ECU czy nowym wałkom rozrządu, które mają być lżejsze o 1,3 kg. Czerwone pole silnik osiąga teraz przy 7600 obr./min. Napęd jest przenoszony na tylną oś poprzez ośmiobiegową skrzynię biegów F1 DCT. Najciekawsze jest to, że wyżej pozycjonowane modele, jak 296 GTB czy flagowe F80, mają mniej cylindrów, bowiem tam znajdują się V-szóstki z układem hybrydowym.

Włoskie V8.
Na papierze nastąpiły małe zmiany w osiągach, przynajmniej na pierwszy rzut oka. Pierwszą setkę Ferrari Amalfi osiąga w 3,3 s i rozpędza się do 320 km/h. W porównaniu z Romą poprawiono przyspieszenie 0-100 o 0,1 s. Większa zmiana dotyczy przyspieszenia 0-200 – teraz na osiągnięcie dwóch setek potrzeba równe 9 s. Starszy model Roma był wolniejszy o 0,6 s. Lepsze przyspieszenie jest efektem zmian w skrzyni biegów, ze szczególnym wyróżnieniem zmodyfikowanych przełożeń trzeciego oraz czwartego biegu.
Skuteczniejsza aerodynamika i „przyjazne” Ferrari

Aktywne skrzydło może teraz wysuwać się w trzech płaszczyznach: niskiej (LD), średniej (MD) oraz wysokiej (HD). Działa ono tak, że na prostej drodze jest ustawione w pozycji LD czy MD, natomiast w zakrętach przełącza się w HD przez co siła docisku zwiększa się o 110 kg. Opracowano również od nowa układ ABS. W Amalfi mamy do czynienia z „ABS Evo”, które dostosowuje się do danego trybu jazdy. Obie te zmiany znane są już z modelu 296 Speciale. Standardowo auto porusza się na 20-calowych felgach, na które w zależności od wyboru naciągnięte są opony Bridgestone Potenza Sport lub Pirelli P Zero. Jeśli chodzi o wagę samochodu, to wynosi ona 1470 kg. Całkiem nieźle – to wynik na poziomie bardziej „zadziornego” auta jakim jest Porsche 911 GT3.
Według Ferrari ma to być auto przystępne dla nowej klienteli, m.in. przez to jak łatwe jest w prowadzeniu pomimo swojej mocy. Wiem, że zależy to od kontekstu (choćby tego, kto konkretnie kupi ten nowy model Ferrari), ale tylnonapędowy sportowy samochód mający ponad 600 KM, który jest prosty w prowadzeniu, brzmi trochę zastanawiająco.
W środku Amalfi czeka miła niespodzianka

Możemy zauważyć, że na konsoli środkowej znajduje się nowy ekran od systemu infontainment, który teraz ma przekątną 10,25 cala oraz jest ustawiony poziomo. Po lewej stronie mamy 15,6-calowy ekran od wskaźników, a po prawej 8,8-calowy ekran „pasażerski”. Zastosowanie nowego ekranu od multimediów sprawiło, że sam kształt deski rozdzielczej mocno się zmienił.

Tak wyglądało wnętrze przed liftin… w poprzedniku.
Pojawiła się również nowa kierownica i pewien detal – przycisk „START” uruchamiający auto. Mała rzecz, a cieszy, biorąc pod uwagę, że fizyczne przełączniki są coraz rzadsze w współczesnej motoryzacji. Jedną z opcji na wyposażeniu jest zestaw Burmeister z 14 głośnikami i mocą 1200 W. Na pewno jest to sprzęt bardzo dobry jakościowo, ale w takim aucie chyba częściej bym słuchał muzyki spod maski.

Red. Michalski z chęcią by spróbował czy wejdzie chociaż bas w miękkim pokrowcu. Pojemność 273 litry.
Nowe Ferrari Amalfi można mieć za mniej niż ćwierć miliona euro, ale niewiele mniej. Za włoskie GT trzeba będzie zapłacić minimum 240 tys. euro. Dla porównania – jest to cena na poziomie aktualnego Astona Martina Vantage. Już teraz można je zamawiać, natomiast pierwsze auta do klientów mają trafić na początku przyszłego roku.
Traktuję Ferrari Amalfi jako większą modernizację kilkuletniego modelu, ale udaną

Odświeżono stylistykę, jednocześnie nie odbierając uroku oryginału z 2020 roku. Silnik stał się nieco mocniejszy, dokonano przydatnych zmian w mechanice oraz aerodynamice. We wnętrzu pojawiła się mała rzecz, która cieszy oraz, jakkolwiek to nie zabrzmi, estetyczniejszy ekran od infontainmentu w porównaniu z tym w Romie. Najważniejsze jednak, że wciąż jest to samochód, który chciałoby się mieć w swoim garażu.