Czterdziesty drugi odcinek Ekspresówki pełen jest ciekawych doniesień ze świata czterech kółek niczym jesienny las dorodnych borowików. Nie będziemy jednak przynudzać emocjami rodem z grzybobrania, wręcz przeciwnie. Zapraszamy!

Tesla po aktualizacji wprowadza do autonomicznej jazdy tryb Mad Max

Model Y z aktualizacją oprogramowania do wersji 14.1.2 otrzymał tryb „Mad Max”, który, jak czytamy w oficjalnym komunikacie, „charakteryzuje się wyższymi prędkościami i częstszą zmianą pasa ruchu niż Hurry.” Elon Musk zapowiedział tryb Mad Maxa już w 2019 roku, wraz ze wczesną aktualizację Autopilota, twierdząc przy tym, że będzie to idealne rozwiązanie w przypadku intensywnego ruchu drogowego, obserwowanego w miejscach takich jak Los Angeles. O tak, niedopracowany tryb jazdy autonomicznej, któremu zdarza się zignorować znaki, sygnalizację świetlną, przechodniów albo inne pojazdy, zdecydowanie potrzebuje dopalaczy. Czyżby dział jadowitych prawników Tesli nie miał ostatnio co robić z braku pozwów o odszkodowania i trzeba było im znaleźć jakieś zajęcie?

Australia z sukcesem przetestowała fotoluminescencyjne oznakowanie dróg

fot. Tarmac Linemarking/ Facebook

Pomysł jest prosty jak odcinek asfaltu przecinający australijski outback na dystansie kilkuset kilometrów – oznakowanie poziome dróg pokryto fotoluminescencyjną warstwą, która w ciągu dnia absorbuje energię słoneczną, a po zmroku emituje delikatne zielonkawe światło. Zjawisko jest znane i powszechnie wykorzystywane w zegarkach naręcznych, a tutaj rozciągnięto je na dwustumetrowym odcinku Bulli Pass, krętej górskiej drogi na południe od Sydney. W rezultacie po 6 miesiącach liczba sytuacji potencjalnie grożących wypadkiem spadła o 67 proc., jak twierdzi New South Wales Road and Motorists Association. Aż 83 proc. kierowców pytanych o wrażenia z nocnej jazdy po tym odcinku wskazywało większe poczucie bezpieczeństwa. Władze Nowej Południowej Walii zapowiedziały wyposażenie innych niebezpiecznych odcinków dróg w podobne oznakowanie. Testy fotoluminescencyjnego oznakowania przeprowadzono w 2014 r. w Holandii, jednak tamtejsza deszczowa aura uniemożliwiła dostateczne „naładowanie” dodatkowej warstwy, skutkiem czego po zmroku jej widoczność szybko zanikała. 

Lamborghini Temerario rozbija przednie szyby śmiałków jadących za nim

Tu niczego nie brakuje ani się nie urwało, to jest fabryczny zestaw dwóch wyrzutników żwiru i drobnych kamyków.

Nie robi tego bynajmniej za pomocą wymyślnych gadżetów rodem z filmów o przygodach Jamesa Bonda, tylko dwóch adekwatnie szerokich do mocy tylnych opon oraz specyficznie ukształtowanego zderzaka tylnego. Czy raczej miejsca na zderzak, z którego jak z katapulty lub innego trebusza energicznie wylatują kamyki, żwir i tym podobne miniaturowe pociski, zdolne rozbić lub uszkodzić przednią szybę pojazdu, jadącego zbyt blisko za Temerario.

Norwegia ogłosiła ograniczenie, a potem zakończenie przywilejów dla samochodów elektrycznych

Norwegia stanowi doskonały kontrprzykład elektromobilności, ponieważ warunki norweskie są nie do powtórzenia gdzie indziej. Nie ma drugiego kraju o tak niskiej gęstości zaludnienia, małej liczbie ludności, a przy tym eksploatujący węglowodory na potęgę i budującemu dzięki temu swoją zamożność. Tej ostatniej najwyraźniej wystarczy Norwegom bez rządowego wsparcia, ponieważ norweski rząd ogłosił właśnie ograniczenie, a potem całkowite obcięcie przywilejów dla samochodów elektrycznych. W 2026 r. znikną wspomniane przywileje (zwolnienie z podatku drogowego, brak opłat za parkowanie, promy czy autostrady), a w 2027 r. przejdzie do historii zwolnienie z 25-procentowego VAT-u. Norweski minister finansów Jens Stoltenberg określił sytuację jako dojrzały rynek” i złośliwi powiedzieliby, że oznacza to dojrzałość fiskalnych owoców, którymi nakarmi się budżet. Ale ponieważ nie jesteśmy złośliwi, ograniczymy się do cierpliwego obserwowania jak bateriowozy poradzą sobie w warunkach zdrowej i równej konkurencji, pozbawione państwowej kroplówki. Naprawdę nie jesteśmy złośliwi, słowo harcerza.

Nowelizacja europejskich przepisów – cyfrowe prawo jazdy, ogólnounijny zakaz prowadzenia pojazdów, kategoria B od 17 lat

Nagłówek w telegraficznym skrócie (kto jeszcze pamięta, co to był telegraf?) podsumowuje zatwierdzoną ostatnio przez Parlament Europejski nowelizację przepisów. Daje ona państwom członkowskim 3 lata na dostosowanie się i wprowadzenie cyfrowego prawa jazdy, wyświetlanego w aplikacji na smartfona i uznawanego wszędzie na terenie Unii. Podobnie międzynarodowy charakter będzie mieć zakaz prowadzenia pojazdów, wydany w jednym kraju i obowiązujący we wszystkich państwach unijnych. Trzecim najistotniejszym punktem jest umożliwienie 17-latkom posiadania prawa jazdy kategorii B. Postulowane wcześniej rozszerzenie tego przepisu na kategorię C zostało odrzucone w głosowaniu i pojazdy powyżej 3,5 t DMC będzie można prowadzić dopiero po ukończeniu 18. roku życia.

8 fabryk samochodów w Europie do zamknięcia – przewiduje firma konsultingowa AlixPartners

Głównym powodem tak ponurych wniosków są poczynania chińskich producentów, coraz odważniej moszczących się na europejskich rynkach. Koncerny z Państwa Środka chętnie uszczknęłyby dla siebie 10 do 15 proc. tego lukratywnego tortu, co dla producentów w Europie oznaczałoby o 1 do 1,5 mln mniej sprzedanych samochodów. Ci ostatni ograniczają produkcję, wykorzystując tylko część możliwości swoich fabryk (średnio jest to 55 proc., a w przypadku Stellantisa zaledwie 45 proc.). Zamknięcie nierentownych zakładów to konieczność wypłacania odpraw oraz długotrwałe negocjacje ze związkami zawodowymi, z drugiej strony utrzymywanie fabryk, które niczego nie produkują, oznacza duże straty. Powstawanie fabryk chińskich producentów w Europie w niczym nie pomaga producentom rodzimym, za to znakomicie ułatwia Chińczykom sprzedaż aut nieobłożonych cłem jako te wyprodukowane lokalnie na Starym Kontynencie. Gdyby kasandryczne analizy AlixPartners miały się ziścić, będzie to oznaczało utratę do 10 tysięcy miejsc pracy na każdą zamkniętą fabrykę i łączne koszty na poziomie 1,5 mld euro.

Produkcja Alfy Romeo Giulia przedłużona do 2027 roku

ekspresówka

Giulia miała zniknąć z oferty już w tym roku, by ustąpić miejsca zapowiadanemu modelowi elektrycznemu. Te ambitne plany rozbiły się o takie przyziemne i niemal niegodne wzmianki aspekty jak nędzny popyt na bateriowozy w ogóle, chińska konkurencja w tym zakresie podgryzająca wtyczki ładowarek europejskim firmom oraz ślamazarne… przepraszam, typowo włoskie podejście do opracowywania nowych modeli. Dlatego zarówno Giulia jak i Stelvio, dzielące platformę Giorgio, pozostają w produkcji i ofercie do 2027 r. Co ciekawe zapowiadani następcy niekoniecznie będą samochodami elektrycznymi, ponieważ Alfa Romeo dopuszcza zastosowanie rzędowego sześciocylindrowego silnika „Hurricane” z modelu Dodge Charger Sixpack lub jednostki V6 Maserati w wersjach Quadrifoglio. Ale to dopiero za dwa lata, a póki co kawa? Si si, kawa.

I tym dolce vita arcywłoskim akcentem kończymy ten odcinek Ekspresówki. Nic tylko wziąć Temerario i ruszyć tłustymi boczurami przez jakieś australijskie serpentyny, by wyrzucać spod tylnych kół roje miniaturowych meteorytów wieczorową porą, a potem wzbudzać popłoch wśród kierowców Priusów, zapewniając ich, że ten ryczący kilkusetkonny potwór to też hybryda.

Spodobał Ci się ten tekst? Rozważ postawienie nam wirtualnej kawy - dzięki!

Postaw mi kawę na buycoffee.to