Wenecka manufaktura Totem Automobili, specjalizująca się w restomodach na bazie Alfy Romeo, każdy z tworzonych przez siebie samochodów określa mianem Dzieła. Pomalowana w kolor zwany „światła lasu” Farina nie wyglądałaby nie na miejscu w dowolnie wybranej galerii sztuki.
Totem planuje ograniczyć liczbę wyprodukowanych egzemplarzy GT Super do czterdziestu. Każdy z nich z wykonanym z włókna węglowego nadwoziem coupe własnego projektu, przywodzącym na myśl età dell’oro włoskiej motoryzacji – czasy, gdy samochody z Italii kojarzyły się z szykiem, elegancją i prędkością, nie z pocieszną krzątaniną pensjonariuszy domu wariatów, znanego tu i ówdzie jako koncern Stellantis. Każdy stworzony z obsesyjną wręcz dbałością o szczegóły. Każdy łączący nowoczesną technologię z bezpośrednimi, czysto analogowymi wrażeniami z jazdy.
Nie tylko show. Także – mamma mia, jak najbardziej! – go
No właśnie: jazda. Nikt nie miałby pretensji do signorich z Totem Automobili, gdyby poszli po linii najmniejszego oporu i po prostu wstawili do GT Super jakiś taki, może lekko zmodyfikowany, silnik z epoki. Na szczęście jednak postanowili oni wybrać zupełnie inne rozwiązanie. Pod maską ich Dzieła pracuje opracowana przez Italtecnicę 2,8-litrowa, podwójnie doładowana v-szóstka z sześcioma przepustnicami i zarówno bezpośrednim jak i wielopunktowym wtryskiem paliwa. W wersji podstawowej jednostka ta oferuje 591 KM mocy oraz 700 Nm momentu obrotowego. Już te wartości zdecydowanie robią wrażenie, zwłaszcza w tak niewielkim aucie. Na życzenie klienta można je jednak podnieść do odpowiednio 739 KM i 850 Nm.
Ten ogrom mocy i momentu przekazywany jest na tylną oś za pomocą sześciobiegowej przekładni manualnej (nie ma innej opcji!) oraz dyferencjału o ograniczonym poślizgu. Zachwyt miesza się z przerażeniem.
Farina
Oczywiście – tak żeby ukoić ewentualne rozterki leksykalne pewnego znanego blogera motoryzacyjnego – ten konkretny egzemplarz GT Super nie został ochrzczony „Farina” na cześć (uhmmm…) białego proszku. Chodziło raczej o hołd dla Giovanniego Battisty „Pinin” Fariny, absolutnej legendy włoskiego i światowego designu motoryzacyjnego. I trudno zaprzeczyć, iż jest to hołd wyjątkowo udany.
Wspomniany wyżej kolor Luci del Bosco automatycznie przywołuje skojarzenia z włoskimi autami sportowymi z lat 70. Co więcej, fenomenalnie współgra z felgami w barwie zgaszonego złota i satynowo niklowymi detalami ozdobnymi.
Równie pięknie, jak zewnętrze, przedstawia się także wnętrze pojazdu. Skóra Nappa w kolorze kości słoniowej, Alcantara, detale z włókna węglowego, aluminium, stali nierdzewnej i drewna – wszystko to tworzy bardzo spójną, niezwykle szykowną całość. Jakże przyjemnie odmienną od ambientowo podświetlanych szarości spotykanych w dzisiejszych samochodach.
No dobrze, a za ile to tem autem można odjechać?
Nie pytaj, Drogi Czytelniku. Najprawdopodobniej Cię nie stać. Triste ma vero. O ile w ogóle można o czymś takim mówić, za podstawową wersję GT Super Totem winszuje sobie równowartość 625 tysięcy USD. Gdy zaczniesz personalizować dodatki, ostateczna cena śmiało może zacząć oblizywać milion „zielonych”. Ale! Jeśli dysponujesz taką kwotą, równie śmiało może to być najlepiej – a na pewno najładniej – wydany milion dolarów w Twoim życiu. Tylko radziłbym się pospieszyć. Nie wiadomo ile dokładnie egzemplarzy z zapowiadanej czterdziestki zdążyło już opuścić wenecką manufakturę.






