Na Bring a Trailer wpadło w ostatnich dniach tyle fajnych ciekawostek, że nie wytrzymię i muszę się z Wami podzielić tymi propozycjami. Co byście wybrali dla siebie?
Wielu fanów motoryzacji – i to niezależnie od motoryzacyjnego poletka, którym się interesują – w wolnym czasie buszuje sobie po różnorakich portalach ogłoszeniowych. OLX, Allegro, Mobile.de, AutoScout24, Facebook Marketplace i mnóstwo, mnóstwo innych – wszędzie tu można często spotkać różne perełki.
Moim ulubionym portalem ogłoszeniowym pozostaje jednak amerykański Bring a Trailer (czyli dosłownie Bierz lawetę) – nie tylko ze względu na różne wystawiane tu cuda, ale też po prostu ze względu na bardzo dobrą jakość większości ogłoszeń. Opisy, przygotowywane według schematu BaT, dają komplet informacji, do tego jest zwykle od kilkunastu do… kilkuset zdjęć. Żadnego robienia fotek z okna nocą podczas deszczu i tym podobnych zagrywek. Ba, często są też do obejrzenia filmy pokazujące samochód, często też uruchamianie silnika czy samą jazdę. No lepiej się już chyba po prostu nie da.
Dziś mam dla Was kilka fajnych fur z Bring a Trailer
Cechy wspólne? Brak. Stan? Różny. Wartość? Też różna. Usiądźcie wygodnie, a ja zaprezentuję Wam na szybkości, co wytargałem z ogłoszeń.
Propozycja nr 1: Chevrolet Viking 50 z 1958 r.
Pojazd opisany jako projekt, ale jeżdżący o własnych siłach. Poza tym co zawarto w opisie na Bring a Trailer, nie jestem w stanie za wiele powiedzieć o ciężarówce – internet oferuje wyjątkowo skąpe informacje na jej temat, proponując w zamian trochę zdjęć. No, ale zdjęć to ja mam pod dostatkiem na BaT. W każdym razie mamy tu średniej wielkości ciężarówkę Chevroleta z serii Task Force – były oferowane też mniejsze modele serii Apache i większe Spartan. Pod maską znajdziemy 4,6-litrowy silnik V8, który połączono z 4-biegową skrzynią manualną i 2-biegową przekładnią główną. Mamy też cudowny, mocno spatynowany wygląd, którego absolutnie bym nie ruszał. Co bym chciał ruszyć, to silnik – dodatkowy gaźnik, nowe kolektory, ostrzejszy wałek rozrządu, nowy wydech… No i ewentuaaaaalnie jakieś lepsze hamulce, no niech będzie. Tak, to by była bardzo zacna ciężarówka.
Propozycja nr 2: Chevrolet 3100 z 1950 r.
Pozostajemy nie dość że w Stanach, to jeszcze w obrębie jednej marki. Tym razem jednak coś mniejszego, czyli 3100 Panel Truck, od 51 lat w rękach jednego właściciela. Samochód nie jest w stanie oryginalnym – był przemalowany, ma też inny silnik (5.7 V8 przystosowane do pracy na gazie) i system audio. Ma też, o dziwo, tempomat. Zamiast klimatyzacji ma natomiast wiatraczek przymocowany do słupka A.
Biorąc pod uwagę brak przegrody za przednimi fotelami, zapewne nie chciałbym nim przewozić nic poza poduszkami (za wyjątkiem tych ciężkich z pierza – też odpadają), ale wóz jest na tyle ładny, że bym mu to wybaczył.
Propozycja nr 3: Ford-F350 XLT Crew Cab z 1995 r.
- Mamo, czy możemy mieć Testarossę?
- Mamy Testarossę w domu.
Testarossa w domu:
Jestem wielkim fanem przesadzonych, pseudo-sportowych pakietów karoseryjnych do starych amerykańskich pickupów. Są koszmarne, daję 10/10 punktów. Tutaj mamy jeszcze 2 punkty bonusowe za zapatrzenie się we włoskiego wojownika i wykonanie żaluzji. A, i jeszcze 1 punkt dochodzi za silnik Diesla, konkretnie jednostkę Power Stroke 7.3, oczywiście w układzie V8. Czyli mamy już 13 punktów na 10 możliwych, to bardzo dobry wynik. Widziałbym tu jeszcze felgi i lusterka boczne wzorowanych na tych z Ferrari – z pewnością jest to do zrobienia.
Propozycja nr 4: Clenet Series I Roadster z 1978 r.
Tak, wiem – w tytule aukcji jest 1979 r., ale z treści dowiadujemy się, że pojazd zbudowano w listopadzie ’78. Normalna amerykańska rzecz, wiadomo.
Przyznam, że do dziś nie znałem marki Clenet. Mowa o amerykańskim, nieistniejącym już zakładzie, który budował samochody w neoklasycznym stylu. Najwięcej zbudowano egzemplarzy pierwszego modelu, czyli właśnie Series I – z bram firmy wyjechało 250 sztuk tych aut. Pod długą maską pracuje 5,8-litrowy silnik Forda, który współpracuje z 3-biegowym automatem. To akurat nic szczególnie ciekawego, ale chciałbym zwrócić Waszą uwagę na pewien drobny detal: widoczne po bokach elementy układu wydechowego są fałszywe, jak zresztą zapewne w większości podobnych konstrukcji. Prawdziwy wydech znajduje się pod autem i wygląda dalece mniej ozdobnie. Po stronie zalet zapiszemy, że Clenet nie wygląda jak Nestor Baron i nie jest napędzany silnikiem Poloneza (jak Nestor Baron).
Propozycja nr 5: Beardmore Mk 7 Paramount Taxi z 1958 r.
Więcejbrody Najważniejsza Taksówka Siódmej Serii, to brzmi dumnie. Nie żebym wyobrażał sobie, że w Londynie zawsze jeździły charakterystyczne taksówki znane po prostu jako London Taxi, ale Beardmore to kolejny pojazd, o którego istnieniu dowiedziałem się właśnie dzięki BaT. Pod maską pyrkocze sobie wesoło diesel Pyrkinsa (hyhyhy), a opłatę za kurs nalicza klasyczny taksometr. Czego chcieć więcej? Chyba tylko nowych uszczelek obok okien. W zestawie jest nawet niezły pakiet książek nt. londyńskich taksówek.
Propozycja nr 6: Newell Motorcoach z 1992 r.
Jeśli coś wygląda jak autobus i jest wielkości autobusu, to zwykle jest autobusem – ale nie w tym przypadku. W tym przypadku mamy bowiem do czynienia z kamperem, który – jak się spodziewam – w Europie służyłby głównie do tego, żeby blokować wjazdy na wszelkiej maści kempingi. Ma też inne zalety, jak np. 12,1-litrową V-ósemkę Detroit Diesel, napędzającą tego drogowego behemota. Najbardziej podoba mi się podłoga wykończona marmurem – i mniejsza o część mieszkalną. Marmur ma pod stopami także kierowca, ponieważ tak trzeba żyć (i wgniatać nierówności w ziemię).
Propozycja nr 7 (a także 8 i 9): Toyota Town Ace Super Extra 4WD z 1992 r.
Gdy coś nazywa się Super Extra, to nie sposób przejść obok tego obojętnie – szczególnie gdy mowa o minivanie z krainy ramenem płynącej. Napęd na obie osie, szklany dach, możliwość obracania foteli w 2. rzędzie… a do tego wszystkiego słynne japońskie pokrowce na fotele, i to oryginalne, z logo Toyoty. No nie widzę powodu, by tego nie chcieć – choć jeśli dla kogoś te pokrowce są zbyt odważne, to może jeszcze pomyśleć nad HiAce Grand Cabin G z 1996 r. Albo – jeśli inne marki wchodzą w grę – nad Mitsubishi RVR Hyper Sports Gear Z z 1997 r. Uwielbiam te nazwy, co jedna to lepsza.
Teraz zdałem sobie sprawę, że sam nie mam pojęcia, co bym wybrał
Kusi absurdalność Newella i F-350, a taksówka jest urocza. Może dałoby się to jakoś połączyć: Beardmore Mk 7 z marmurową podłogą i żaluzjami z Ferrari?…




