Kolor nadwozia samochodu w ogromnej mierze odpowiada nie tylko za to, czy dane auto będzie się nam podobać czy nie, ale też za tzw. krajobraz motoryzacyjny, który widzimy na co dzień. Ogromnie się cieszę, że producenci aut coraz częściej oferują, a czasem nawet forsują wybór oryginalnych, żywych barw.

Wyjdźcie z domu lub z biura albo popatrzcie przez okno. Co zobaczycie? Ano to, że najpopularniejszy kolor nadwozia to albo ten bez dopłaty (zwykle biały, czerwony lub korporacyjny niebieski), albo wymagający dopłaty przy zakupie nowego auta, a przez to taki, który ma się kojarzyć z pieniędzmi. Czyli premium. Czyli czarny lub srebrny. Powolutku coś zaczyna się w tym temacie ruszać, a ja gorąco tej zmianie kibicuję – zasługujemy na więcej żółtych, zielonych, pomarańczowych i fioletowych samochodów.

Kolor nadwozia – jaki jest najpopularniejszy?

Wszelkie statystyki nie pozostawiają wątpliwości: w ujęciu globalnym najpopularniejszym kolorem samochodu jest zwykła biel. Tutaj trudno mieć nawet jakieś większe uwagi, bo te dane zapewne obejmują wszelkie pojazdy używane w celach zarobkowych – co oznacza, że na białym nadwoziu po prostu najlepiej widać ewentualną reklamę, nazwę firmy czy dane kontaktowe. Dalej mamy jednak czerń, srebro, szarość… W zasadzie w top 10 jedynymi barwami choć trochę wyróżniającymi się tym, że nie wpędzają w depresję, są odcienie czerwieni – choć tak po prawdzie to też nie każda czerwień jest ładna. Przykładowo dosyć popularny lakier z palety BMW jest… no… nie wiem, czy już nie wolałbym czarnego, doprawdy. A ja naprawdę nie lubię czarnych aut.

kolor nadwozia

No dobra, może jednak jest lepsza od czerni, przynajmniej konkretnie na serii 3 F30. Ale niewiele lepsza.

Chcieliby, lecz boją się

Odnoszę wrażenie, że wiele osób ma potrzebę wyróżnienia się z tłumu, ale boi się to zrobić. Nawet jeśli idą do salonu po auto fabrycznie nowe, to kupują coś z lakierem popularnym do bólu, bo łatwiej będzie potem odsprzedać albo w razie stłuczki nie będzie problemu z częściami blacharskimi lub doborem lakieru. Albo wmawiają sobie, jak wspomniałem wyżej, że czarne Audi wygląda jak milion dolarów, a np. w beżowym metaliku nie. Bzdura – tym bardziej, że ten beżowy ma w Audi bardzo ładną barwę i znakomicie pasuje chociażby do A4. Nudny kolor? Ogólnie i w teorii tak. W praktyce, na aucie którego się niemal nie widuje w kolorach innych niż czarny i srebrny, to niemalże odpowiednik wyjścia na ulicę w fioletowym garniturze ze skóry krokodyla. Podobny garnitur widziałem ostatnią także pod postacią Mercedesa klasy S W222, który był… no, trudno powiedzieć, to było coś pomiędzy kolorem srebrnym a błękitnym, z wyraźnie zaznaczonym tym drugim. I wiecie co? Wyglądał świetnie! I tak samo było czuć piniondz jak w przypadku czarnej eSki.

Ciekawe czy ktokolwiek, kiedykolwiek takie Audi A4 zamówił.

Jasne, zdarzają się też osoby, dla których kolor nadwozia to kwestia zupełnie nieistotna lub najzwyczajniej w świecie faktycznie lubią ten srebrny, szary, czarny czy nawet biały lakier – i co do nich nie mam żadnych uwag. No, chyba że kupują Nissana w bazowej bieli, która jest paskudnie pożółkła (polecam poszukiwania poprzedniego Qashqaia w bieli i porównania tej bieli z normalną bielą). Wygląda to tak, jakby ktoś do zbiornika z farbą… a, nieważne. Ale cała reszta powinna wziąć się w garść i zacząć pytać w salonach o coś bardziej oryginalnego. Przede wszystkim dlatego, że auto kupujemy dla siebie, a nie dla kolejnych właścicieli. Nabywców aut używanych ta uwaga dotyczy w zdecydowanie mniejszym stopniu, bo tutaj najważniejszy jest jednak stan pojazdu – często nie ma sensu silić się na poszukiwania różowego auta w zielone ciapki, jeśli w okolicy trafi się srebrny w idealnym stanie.

Tezę zawartą w powyższym nagłówku doskonale obrazuje przykład produkowanego od kilkunastu lat Fiata 500. Auto wygląda genialnie i moim zdaniem jest to jeden z najbardziej udanych projektów w historii motoryzacji. Swego czasu Cinquecento było dostępne w wielu różnych kolorach, z różnymi felgami, a także – co bardzo istotne – z szerokim wyborem naklejek, które można było umieścić na nadwoziu. Od włoskich flag po wyścigowe szachownice, wszystko przygotowane ze smakiem i idealnie dopasowane do miejskiego Fiata. 500 do dziś sprzedaje się bardzo dobrze, mimo kilkunastu lat na karku, na ulicach widać takich aut mnóstwo. Ale przyjrzyjcie się im: jak wyglądają? Zdecydowana większość z nich jest biała (ewentualnie czerwona), bez jakiejkolwiek kalkomanii, zwykle na felgach stalowych z kołpakami, prawda? Takie to dolce vita, ale w polskich realiach – czyli po dodaniu stresu i strachu, czy aby nie będzie to przesada.

kolor nadwozia

Na to wszystko wchodzą cali na biało pomarańczowo producenci aut

W ostatnich latach można zaobserwować bardzo ciekawy trend: by zachęcić klientów do wyboru nowego modelu, a być może także dlatego, by nowy produkt bardziej wyróżniał się na drogach i napędzał wycieczki klientów do salonów, niektórzy producenci bez dopłaty oferują wyróżniające się, bardzo ładne kolory. Idealnym przykładem takiego postępowania producenta (a może importera? Mniejsza z tym) jest Renault Clio. Obecnie cena takiego auta startuje w Polsce od nieco ponad 74 tys. zł. Jaki kolor nadwozia jest w standardzie? POMARAŃCZOWY METALIK. Najzwyklejsza, niemetalizowana biel wymaga dopłaty 1200 zł, a inne kolory – w tym czernie i szarości – od 2200 do 2800 zł. Innymi słowy, najciekawszy lakier w gamie jest jedynym dostępnym bez dopłaty. I to działa, bo faktycznie takich pomarańczy trochę po drogach jeździ. Niektórzy je biorą, bo to bardzo ładny kolor, a inni – bo mają kolor auta gdzieś i w żadnym wypadku nie zamierzają dopłacać do innego. W obu przypadkach efekt jest taki, że na ulicach jest weselej.

kolor nadwozia

Ale nawet jeśli te ciekawe lakiery są za dopłatą, to i tak jest nieźle – wiele modeli samochodów nawet na to nie może liczyć i w gamie ma biel, drugą biel, trzy szarości, piętnaście odcieni srebrnego i osiem czarnego. Grunt, żeby ten wybór był – ale i żeby jakoś zachęcić klienta do wyboru właśnie takiego auta. Jak nie ceną, to chociaż zdjęciami prasowymi.

Po latach kolorystycznej nudy, powracamy do lat motoryzacyjnej świetności

Świetności w kwestii kolorystyki, ma się rozumieć. Szczególnie wyróżniały się tu m.in. samochody amerykańskie w latach 60. czy 70. XX w. – gama kolorów często liczyła kilkanaście i więcej opcji, w tym takie w rodzaju fioletu czy różu. I nikomu nawet brewka nie pykła, nawet w przypadku modeli sportowych.

kolor nadwozia

Dodge Challenger T/A z 1970 r. Ten kolor nosi nazwę Panther Pink. / fot. Mecum Auctions

Martwi mnie, że kolejne prototypy ponownie odchodzą od tego trendu

Jest tyle możliwości, a tu znowu te biele i czernie. Jeśli już jest jakaś odmiana, to pod postacią koloru miedzianego, który z kolei też już zdążył się nieco przejeść, bo jest regularnie używany w konceptach co najmniej od kilkunastu lat, a pod strzechy miedź wprowadziła m.in. Cupra. No nie powiem, żebym był fanem takiej kolorystyki, no ale OK, powiedzmy, że też jest to jakaś odmiana na plus.

W każdym razie liczę na to, że opisany wcześniej trend nie skończy się, zanim na dobre się zaczął. Byłaby wielka szkoda. Szczególnie w dobie szalejącej depresji i wszechobecnej szarości. Jeśli mamy taką możliwość i jeśli podobają nam się auta w żywszych kolorach, nie bójmy się – zadbajmy o tę odrobinę kolorytu na drogach.

Przecież to rozwiązanie nie ma wad.

Spodobał Ci się ten tekst? Rozważ postawienie nam wirtualnej kawy - dzięki!

Postaw mi kawę na buycoffee.to