Co łączy bohaterów „Noża w wodzie” Romana Polańskiego z porucznikiem Columbo? Na pewno niebanalny gust motoryzacyjny.
No dobra – Columbo jeździł kabrioletem zaś grany przez Leona Niemczyka Andrzej wybrał klasycznego sedana. Jednak w obu przypadkach był to ten sam model: niegdyś bardzo ceniony, a dziś już nieco zapomniany Peugeot 403.
Motoryzacja w latach 50. ubiegłego wieku przechodziła może nie rewolucję, ale mocno przyspieszoną ewolucję. Silniki dolnozaworowe wypierane były przez układ OHV, masowo odchodzono – przynajmniej w Europie – od konstrukcji ramowej przechodząc na nadwozia samonośne, zaś najmodniejszą odmianą stał się „pontonowy” trójbryłowy sedan.
W te założenia doskonale wpisywał się zaprezentowany w 1955 r. Peugeot 403
Nowy model w znacznym stopniu bazował na pierwszym powojennym Peugeocie – mniejszym i tańszym 203. Tak samo, jak Dwieście Trójka, 403 miał samonośną konstrukcję i silniki z zaworami w głowicy. O niezależnym przednim zawieszeniu nie wspominam, gdyż miały je już Peugeoty z drugiej połowy lat 30. Między innymi właśnie zawieszenie – z przodu na poprzecznym resorze piórowym, z tyłu sztywny most na sprężynach i drążek Panharda – trafiły do nowego modelu prosto ze wspomnianej Dwieście Trójki, tak samo, jak nietypowy w tamtych latach zębatkowy układ kierowniczy.
Za stylistykę, tak samo jak w wielu późniejszych modelach Peugeota, odpowiadała Pininfarina. Poza najmodniejszym podówczas sedanem do produkcji trafiło też kombi w dwóch wersjach – Commerciale z dwoma rzędami siedzeń i Familiale z trzema – a także kabriolet i pick-up. Ten ostatni podbił zarówno francuską prowincję jak i Afrykę, gdzie zakatowane ale wciąż jeżdżące egzemplarze można było spotkać jeszcze do niedawna. Peugeota 403 produkowano do 1966 r., choć już od 6 lat dostępny był jego następca – error model 404.
Peugeot 403 – jak się tu siedzi?
Pierwsze, co zaskakuje po ulokowaniu się za kierownicą Czterysta Trójki, to przestrzeń. Od lat 50. samochody znacznie urosły, jednak w sędziwym Peugeocie wcale nie brakuje miejsca. Jest go więcej niż dość, zarówno na głowę, jak i na nogi. Bardzo przestronne są również fotele, będące w zasadzie przedzieloną na pół kanapą. Z babcinym meblem może kojarzyć się również ich miękkość – zadnie rejony zapadają się wręcz w tapicerkę, która ugina się pod nimi z miłym skrzypnięciem.
Postęp uwidacznia się za to w ergonomii, a w zasadzie jej braku. W latach 50. była ona wciąż raczkującą dziedziną i widać to po rozmieszczeniu poszczególnych elementów w kabinie tego samochodu. Przede wszystkim może przeszkadzać kierownica mocno przesunięta w prawo w stosunku do osi fotela kierowcy. Również cięgła świateł i wycieraczek czy umieszczona głęboko pod kolumną kierownicy stacyjka nie należą do najwygodniejszych. Do tego dochodzi nieodbijająca dźwigienka kierunkowskazów, którą znajdziemy… po prawej stronie kierownicy, tuż przy długiej dźwigni zmiany biegów. Tak się jednak projektowało w tamtych latach – Peugeot nie odstawał pod tym względem od konkurencji.
Nie odstawał również stylistycznie. Wielka, bakelitowa kierownica z chromowanym pierścieniem klaksonu była podówczas normą, tak samo, jak metalowa, lakierowana na kolor nadwozia deska rozdzielcza, „płaski” prędkościomierz czy opisy wskaźników i przełączników w języku kraju producenta. Wszystko to jest niezwykle stylowe i klimatyczne. Do tego dochodzi charakterystyczny zapach starego samochodu, który – przyznaję bez bicia – uwielbiam.
Peugeot 403 oferuje sporo miejsca również z tyłu
Przestrzeni nie brakuje szczególnie na głowę – pasażer tylnej kanapy nie musi zdejmować melonika, i chyba o to chodziło projektantom. Nieco mniej miejsca wygospodarowano na nogi. Samo w sobie nie byłoby to problemem, gdyby nie fakt, że siedzisko kanapy jest niezbyt wysoko nad podłogą, przez co pasażerowie muszą niezbyt wygodnie podkulać nogi. Za to jest tu ogromny, miękki podłokietnik z wbudowaną popielniczką. Jean i Francois mogą tu komfortowo kiepować Gitanesy czy inne Galoise’y.
Skoro jesteśmy przy miejscu z tyłu, warto zahaczyć o bagażnik – a ten pozornie jest spory, miejsce jednak ogranicza pełnowymiarowe koło zapasowe wystające spod czegoś w rodzaju półki. Tak przedzielone kufry były zresztą dość często spotykane w samochodach z tamtych lat.

Tak, bas w usztywnianym pokrowcu wchodzi tu bez większych problemów.
Peugeot 403 – co go napędza?
W Czterysta Trójce występowały jedynie trzy silniki. Podstawową opcją była benzynowa półtoralitrówka, stanowiąca rozwierconą nieco wersję jednostki 1.3 z modelu 203. Ten drugi, mniejszy silnik po zaprzestaniu produkcji Dwieście Trójki też trafił do 403. Występował również popularny głównie wśród taksówkarzy diesel 1.8. Zdecydowanie najpopularniejsza była jednak ta pierwsza wersja – i ona właśnie siedziała pod maską widocznego na zdjęciach egzemplarza.
Była to na owe czasy dość nowoczesna jednostka z rozrządem OHV. Moc 65 KM z pojemności 1468 cm³ była podówczas uznawana za całkiem wysoką – wiele silników uzyskiwało taki wynik ze znacznie wyższej pojemności. Do tego silniki te, jak zresztą cała konstrukcja tego modelu, wsławiły się ponadprzeciętną trwałością.

Ten słoiczek to zbiornik płynu do spryskiwaczy – ogórki tam raczej nie wejdą.
Przed wyruszeniem w drogę zapnij… a nie, czekaj
Nie. Tu nie ma pasów. Nie ma również bocznych lusterek – to były lata 50., możemy jedynie z tym handlować albo ingerować w oryginalność wozu. Pozostaje odpalić silnik z kluczyka lub z korby. Tak – pod chromowanym grillem znajdziemy otwór na korbę rozruchową. Zresztą półtoralitrowa jednostka bez względu na wybraną metodę pali z półobrotu. Teraz jeszcze wbijamy jedynkę i…
… i ruszamy do tyłu.
Ogromnie cieszyłem się na możliwość powachlowania wajchą przy kierze. Niestety, nie okazało się to tak proste, jak mi się wydawało. Tam, gdzie spodziewamy się jedynki, jest bieg wsteczny, ta pierwsza zaś znajduje się na dole. Dwójka i trójka leżą w jednej pionowej płaszczyźnie, zaś czwórka – do góry i do przodu. Wymaga to nieco przyzwyczajenia, ale da się opanować – tym bardziej, że sama dźwignia działa całkiem precyzyjnie. Zaskakuje też całkiem przyjemna praca pedałów gazu i sprzęgła.
Inaczej rzecz się ma z hamowaniem. Mamy tu standard z tamtej epoki, czyli bębnowe hamulce bez wspomagania. Działają one na zasadzie „ile wyciśniesz, tyle wyhamujesz”. O ile w leciutkim Maluchu nie stanowi to problemu (jeśli pominąć ich ogólną skuteczność), o tyle w sporym Peugeocie wymaga przyłożenia dużej siły.
Odrobinę siły potrzeba też do manewrowania – wspomaganie w tamtych czasach było jeszcze rzadkością
Nie jest to jednak ogromnym problemem, tym bardziej, że zwrotność okazuje się całkiem przyzwoita. Większym zaskoczeniem jest natomiast zachowanie 65-letniego samochodu przy prędkościach podróżnych. Nie trzeba tu walczyć o utrzymanie pasa ruchu, niepotrzebne są ciągłe korekty, i choć precyzja ustępuje konstrukcjom młodszym o kilka dekad, stary Peugeot prowadzi się zdecydowanie przyjemniej choćby od późnych Dużych Fiatów. A przypominam, że produkcja 125p zakończyła się 25 lat po tym, jak ostatnia Czterysta Trójka zjechała z taśmy.
Skoro wspomniałem o prędkości podróżnej, to w przypadku sędziwego Peugeota wynosi ona ok. 60-70 km/h. Oczywiście da się nim pojechać znacznie szybciej – jednak przekroczenie 100 km/h będzie wymagało dłuższego urlopu oraz prostej, na której da się zmierzyć krzywiznę kuli ziemskiej. Do tego powyżej tych prędkości robi się zwyczajnie głośno. Na szczęście Peugeot 403 nadrabia to rewelacyjnym wręcz komfortem resorowania. Czuć, że zaprojektowano go do jazdy po nędznych tużpowojennych drogach francuskiej prowincji. I w takich warunkach, przy jeździe niespiesznym tempem przez malownicze wsie i miasteczka, Czterysta Trójka czuje się zdecydowanie najlepiej.
Oczywiście nie ma co się oszukiwać – taki wóz nie jest dla każdego
Dynamika i hamulce mocno odstają od tego, co oferują w miarę współczesne auta, ergonomia wymaga przyzwyczajenia a brak bocznych lusterek czy pasów – ciągłego zachowywania szczególnej ostrożności. Stary Peugeot rekompensuje to jednak zaskakującą wygodą, sporą przestrzenią i tą specyficzną frajdą z jazdy, którą daje tylko klasyk. Prowadzi się zaskakująco przyjemnie, a jego właściwości jezdne zachęcają do relaksującego cruisingu. Do tego ceny ładnie utrzymanych egzemplarzy, choć w ostatnich latach poszły w górę, nijak nie mają się do kwot, które sprzedający żądają choćby za równoletnie (i zbliżone jakościowo) Mercedesy 180. A przecież niegdyś nazywano Peugeoty „francuskimi Mercedesami”.





