Za oknem robi się coraz cieplej. Niektórzy już wyciągają z garaży swe klasyki. Też chcesz wyciągnąć a nie masz czego? Nic straconego – oto co oferuje graciarski rynek.

Zima powoli dobiega końca zaś aura z tygodnia na tydzień staje się coraz bardziej wiosenna. Wkrótce rozpoczną się pierwsze spoty youngtimerów i klasyków. Zresztą już teraz coraz częściej właściciele przewietrzają swe sędziwe automobile. Nie dalej jak przedwczoraj widziałem na mieście pięknie utrzymanego żółtego Wartburga na blachach w tym samym kolorze oraz wczesną Suprę 3. generacji. Trudno się dziwić – aktywne obcowanie z całkowicie „analogową” motoryzacją jest frajdą, którą trudno porównać z czymkolwiek innym. Chcesz zaznać takiej frajdy a nie masz odpowiedniego narzędzia? Czytaj dalej!

Youngtimerów i klasyków na portalach aukcyjnych są setki

Dlatego trzeba było poczynić kilka założeń.

Przede wszystkim mają być to samochody gotowe lub prawie gotowe do jazdy. Nie muszą być ideałami. Konieczność wykonania niewielkich napraw jest dopuszczalna, jednak wóz wymagający kompleksowego remontu odpada. Chcemy móc cieszyć się naszym nowym nabytkiem tej wiosny, nie na emeryturze, gdy uda się zgromadzić fundusze i upolować (lub rzemieślniczo dorobić) wszystkie części. Auto ma być albo zarejestrowane, albo gotowe do rejestracji. Braki w dokumentach z miejsca dyskwalifikują.

Cena? Tym razem postanowiłem ograniczyć kwotę do 25 tys. zł. To dość realistyczna suma, która przy okazji pokazuje, jak drastycznie zmienił się rynek youngtimerów i klasyków w ciągu kilku ostatnich lat.

No i najważniejsza kwestia – wiek. Tym razem założyłem minimum 40 lat, czyli samochody wyprodukowane najpóźniej w 1984 r. Czemu? Otóż takie wozy w prawie każdym województwie łapią się na żółte tablice (z wyjątkiem mazowieckiego, gdzie wojewódzki konserwator, prawdopodobnie po wymieszaniu spirytusu z energetykiem i środkami na przeczyszczenie, wymyślił, że dodatkowo dany samochód nie mógł być masowo produkowany). Ponadto z urzędu uzyskują status pojazdów historycznych, więc mogą na luzaku wbijać do tzw. stref czystego absurdu transportu – przynajmniej w Warszawie. A już sam ten fakt jest wystarczającym argumentem za zakupem grata.

Zapraszamy na pierwszą część przeglądu.

Poniżej średniej krajowej netto dominują gruzy

Niestety – czasy, gdy można było kupić fajnego, sprawnego youngtimera lub klasyka za piątkę, minęły. Dziś za równowartość średniej wypłaty możemy podjąć zamęczonego grata u kresu swej drogi lub niezbyt chyba kompletnego „Warburga z silnikiem dwu subowym”. Jak się jednak okazuje, zdarzają się wyjątki.

Nie jestem pewien, czy należy do nich Passat B2 w najsłuszniejszej ze wszystkich wersji kombi. Za niecałe 3000 zł otrzymujemy samochód, który najlepsze lata ewidentnie ma za sobą. Najważniejsze jednak, że jeździ, ma papiery i ważne badanie techniczne. Do tego to kawał naprawdę trwałego i bardzo praktycznego żelaza. Jeśli zatem chcemy za niewielką kwotę móc poklekotać wolnossącym dieslem choćby pod miejskim ratuszem – jest to jakiś sposób.

Zdjęcie pobrane z ogłoszenia zgodnie z prawem dopuszczalnego cytatu. Autor: Darek

Nieco lepiej prezentuje się wystawiona za 4500 zł Mazda 626 GC. Jest to o tyle zastanawiające, że starsze modele tej marki znane są z tendencji do ekspresowego utleniania się, tu zaś rdzy nie widać. Zalecałbym jednak dokładne obejrzenie auta od spodu – jeśli podwozie nie wygląda jak ser szwajcarski, może to być naprawdę niezły wybór.

Wśród tanich klasyków występuje spora podaż Fordów

Za taką samą kwotę, co Mazdę, można podjąć nieco zmęczoną Sierrę na czarnych blachach. Oczywiście, jak to w starszych Fordach, wredny rudzielec panoszy się już tu i ówdzie. Nie jest jednak tak źle, jak mogłoby się wydawać – sprzedający zamieścił zdjęcia podwozia (co według mnie kilkukrotnie podnosi wartość ogłoszenia), które wygląda na integralne. Nie zmienia to faktu, że nieco lepszym wydatkiem zdaje się droższy o 4 tysiące bardzo ładny egzemplarz z automatyczną skrzynią. Niestety został on ściągnięty z Niemiec, więc jeszcze pozostają formalności związane z rejestracją.

Jako niezła propozycja jawi się Fiesta pierwszej generacji. 45-letnie auto kusi czerwonym wnętrzem i – z tego, co widać na nielicznych niestety zdjęciach – niezłym stanem blacharskim. Rejestracja samochodu z 1979 r. na żółte blachy nie powinna być problemem – no chyba, że jesteśmy na Mazowszu, tu akceptują jedynie produkcję jednostkową.

Ford Fiesta

Zdjęcie pobrane z ogłoszenia zgodnie z prawem dopuszczalnego cytatu. Autor: P.P.H.U.

Przegląd rynku: youngtimery i klasyki do 10 tys. zł. Tu już da się coś upolować

Zaskakująco dobrze prezentuje się biała Jetta 1. generacji wystawiona za 6900 zł. Sprowadzony z Niemiec egzemplarz nie straszy rdzą ani nadmiernym wymęczeniem. Niestety sprzedająca nic nie wspomina o stanie technicznym oprócz tego, że wóz jest „kompletny”.

Trochę rudzielca znajdziemy na zielonym Mercedesie 190 z pierwszego roku produkcji. Sprzedający chce za niego taką samą kwotę, czyli 6900 zł. W zamian otrzymujemy podobno sprawny technicznie wóz w bardzo rzadkiej wersji z klimatyzacją i szyberdachem – w tamtych latach zazwyczaj występowało jedno albo drugie. A najczęściej ani to, ani to. Jeśli podwozie auta wygląda lepiej, niż ranty drzwi czy prawy tylny błotnik, może być to naprawdę dobry strzał. Oczywiście można też zainwestować w remont blacharski, jednak będzie on kosztował kilkukrotnie więcej niż samo auto.

youngtimery przegląd rynku

Zdjęcie pobrane z ogłoszenia zgodnie z prawem dopuszczalnego cytatu. Autor: Konrad

Wystawione za 7500 zł Audi 80 właściciel określa jako „bazę na klasyka”. Samo to sformułowanie zazwyczaj zapala czerwoną lampkę, jednak wóz nie wygląda na zardzewiały, a jeżeli jest do tego sprawny technicznie – nie ma powodów by się go bać. To prosta, dość solidna konstrukcja, a większość części da się dość łatwo znaleźć.

Trudniej będzie z częściami do Toyoty Camry generacji V10 (niestety nie oznacza to typu silnika). Również stan nadwozia może budzić wątpliwości. Wóz nie sprawia wrażenia, jakby miał się rozpaść, jednak widoczne są ślady dość, rzekłbym, pobieżnych napraw blacharskich. Nie zmienia to faktu, że każdy fan japońszczyzny na widok tego modelu dostaje ślinotoku, zaś cena 7900 zł nie wydaje się wygórowana.

youngtimery przegląd rynku

Zdjęcie pobrane z ogłoszenia zgodnie z prawem dopuszczalnego cytatu. Autor nie podpisał się.

Za identyczną kwotę można podjąć 3-drzwiowego Kadetta D w świetnym miedzianym kolorze. Widziałem ten egzemplarz na żywo i rzeczywiście na pierwszy rzut oka prezentuje się nieźle. Tu jednak trzeba doliczyć koszt rejestracji w Polsce.

Powyżej 10 tysięcy wybór już jest naprawdę spory

W tej kwocie da się upolować już prawdziwego klasyka. Raczej nie będzie on wystawowym ideałem, ale powinien bez problemu nadawać się do weekendowych przejażdżek. Przykładem jest choćby niezwykle ciekawy Peugeot 404, opisywany niegdyś w lokalnej prasie. Znany ze swej pancernej konstrukcji wóz został wyprodukowany w 1963 r. Wizualnie jest mocno spatynowany (co dla wielu jest zaletą), tapicerka jest poszarpana, ale sprzedający twierdzi, że podwozie i mechanika są zdrowe. Dobry stan podłogi potwierdza zresztą zdjęcie. W samochodzie został wymieniony układ napędowy. Pod maskę trafił diesel z Peugeota 504 a dźwignia zmiany biegów powędrowała niestety na podłogę. Mimo tego za równe 10 tys. jest to bardzo ciekawa propozycja. Szkoda, że zmienione z początkiem roku przepisy w zasadzie uniemożliwiają zachowanie czarnych tablic.

Peugeot 404

Zdjęcie pobrane z ogłoszenia zgodnie z prawem dopuszczalnego cytatu. Autor: Kamil

Po dołożeniu nieco ponad tysiąca złotych można skusić się na Opla Rekorda D. Litera ta nie oznacza jednak silnika diesla – pod maską pracuje dwulitrowy benzyniak sprzęgnięty z automatyczną skrzynią. Wedle słów sprzedającego blacharka jest w bardzo dobrym stanie, co w przypadku starszego Opla stanowi pewien ewenement. Auto pochodzi z Niemiec i ponoć było garażowane. Jeśli mamy ochotę na dużego, wygodnego sedana z automatem – czemu nie.

Za 11,5 tys. zł możemy kupić Skodę 100 na czarnych blachach. Czeski klasyk pochodzi z 1972 r. i prezentuje się na tyle dobrze, że chyba można śmiało jechać nim na Morawy by walczyć z bestią, która vystupuje z bažin.

youngtimery przegląd rynku

Zdjęcie pobrane z ogłoszenia zgodnie z prawem dopuszczalnego cytatu. Autor: Rafał

W chwili pisania tego tekstu było także dostępne ogłoszenie z Volvo 66 za 12 tys. zł, czyli przebrandowanego ostatniego osobowego modelu DAF-a. Był to bezpośredni poprzednik serii 300, nie cieszącej się zbytnią estymą wśród miłośników Volvo. Sam jednak miałem model 340 i bardzo miło go wspominam. Było to nader pocieszne jeździdło, świetnie sprawdzające się w mieście dzięki bezstopniowej skrzyni Variomatic i rewelacyjnej wręcz zwrotności. Variomatica miała oczywiście również błękitna 66 z ogłoszenia, można zatem jeździć nią równie szybko do przodu jak i do tyłu.

Mój osobisty faworyt został wyceniony na 500 zł więcej

Jest nim wyjątkowo ładnie utrzymany Citroen GS z 1978 r. Model wyglądający na mniejszą, bardziej pękatą wersję legendarnego CX-a tak naprawdę jest o 4 lata starszy od większego brata. Zaprezentowano go w sierpniu 1970 r., zaś kilka miesięcy później zdobył prestiżowy wówczas tytuł Samochodu Roku 1971. Dziś wyróżnienie to mało kogo już interesuje, wtedy jednak coś znaczyło.

Oferowany egzemplarz to wersja po pierwszym lifcie, czyli niestety z mniej ciekawą deską rozdzielczą. Do 1977 r. GS-y były wyposażone w bębenkowy prędkościomierz – tak samo, jak przedliftowy CX lub niektóre Lancie z lat 60. Tu mamy już tradycyjne wskaźniki. Na szczęście cała reszta to typowe citroenowskie wariactwo ze wspaniałym hydropneumatycznym zawieszeniem na czele. Jest też chłodzony powietrzem 4-cylindrowy bokser, stanowiący rozwinięcie silnika z kultowej 2CV-ki, i nadwozie typu fastback, czyli dwubryłowa sylwetka z małą pokrywą bagażnika.

Czerwony GS trzy lata temu przeszedł kompleksowy remont blacharski i mechaniczny, zaś żądana kwota zapewne nie pokrywa nawet jego kosztów. Według właściciela należałoby wymienić przeguby, drążki kierownicze i przednie fluid blocki – co ciekawe, są one od ręki dostępne w ofercie pewnej brytyjskiej firmy specjalizującej się właśnie w tym modelu. Poza tym samochód był bez problemów używany na co dzień – a to już o czymś świadczy.

youngtimery przegląd rynku

Zdjęcie pobrane z ogłoszenia zgodnie z prawem dopuszczalnego cytatu. Autor: romet rider

Miałem kilka lat temu możliwość przejechania się innym egzemplarzem tego modelu i mogę zaświadczyć, że to niesamowicie przyjemny w prowadzeniu i bajecznie wygodny sprzęt. Do tego od dziecka jestem fanem „hydrocytryn”, zaś GS jest niesłusznie – według mnie – niedocenionym modelem. Jeśli ktoś ma gdzie serwisować hydropneumatyczne zawieszenie i nie boi się nietypowej konstrukcji – to doskonały pomysł na niedrogiego klasyka.

Ma może ktoś wolne 12500 zł i zgodzi się na niespieszną spłatę w ratach?

 

Zdjęcie główne zostało pobrane z ogłoszenia zgodnie z prawem dopuszczalnego cytatu. Autor: Felicia.

Spodobał Ci się ten tekst? Rozważ postawienie nam wirtualnej kawy - dzięki!

Postaw mi kawę na buycoffee.to