W ostatnich latach na rynkach światowych pojawia się sporo nowych marek samochodów. Na motoryzacyjnym cmentarzysku znajdziemy jednak setki, jeśli nie tysiące producentów, którzy już na zawsze tam pozostaną. Czy któraś z tych marek powinna powrócić? Zapraszam na Garażowe rozmowy.

Plymouth. Saturn. Saab. Holden. Matra.

Te marki – i wiele, wiele innych – gryzą piach. W wielu przypadkach nie zgadzały się finanse i szeroko pojęte zarządzanie, w innych swoje łapska maczali inni – tacy jak koncern General Motors, który ma na tym polu szczególne zasługi.

Oczywiście nie we wszystkich przypadkach był sens te auta ratować

Rozumiem, że można coś lubić czy mieć do czegoś sentyment, ale jeśli dany produkt (samochód) nie jest szczególnie konkurencyjny i nie bardzo są widoki na zmianę tego stanu na lepsze, to czasem trzeba podjąć radykalne działania. Niestety w wielu przypadkach te samochody były naprawdę jakieś i po prostu szkoda, że już nigdy nie zobaczymy ich nowych odmian.

Mercury Comet Cyclone GT Hardtop Coupe eeeeeee makarena

Weźmy na przykład takiego Saturna. To były samochody tanie, ale robione z pomysłem. Klienci bardzo wysoko oceniali obsługę w salonach i brak ciągłych prób zrobienia ich w balona różnymi kruczkami prawnymi i tak dalej. Ostatecznie jednak Saturn stał się amerykańskim klonem Opla i – zgadnijcie co! – trzeba go było zamknąć, bo na co komu Opel w Ameryce. No, chyba że mówimy o Oplu GT, który w swojej drugiej generacji był tam zresztą sprzedawany jako Saturn Sky. I jako Pontiac Solstice. O, Pontiac też nie istnieje, patrzcie no jaki zbieg okoliczności… Inna rzecz, że Pontiaka żałuję głównie ze względu na GTO, które nawet nie było rdzennym amerykańcem, a Holdenem Monaro z kierownicą po drugiej stronie. Ej, czekajcie… Holdena też GM skasowało! No co za…!!!

Teoretycznie nieco mniej smutne jest, gdy jakaś marka przestała istnieć, bo połączyła się lub została wchłonięta przez innego producenta. W praktyce jednak i tak na szybko nie kojarzę przykładów, żeby po takim połączeniu w nowych modelach można było znaleźć jakieś echa starszych aut. Może czasem jakieś detale stylistyczne, ale to trochę za mało.

Które marki chciałbym przywrócić do życia?

Tak.

A tak na serio, to najpierw przychodzą mi na myśl samochody australijskie – wspomniany Holden oraz tamtejszy oddział Forda. Jedni i drudzy produkowali fantastyczne, nigdzie lub prawie nigdzie indziej niedostępne auta, które nierzadko przemawiały do mnie zarówno pod względem swojej stylistyki, jak i przeznaczenia, charakteru. Do dziś marzę o wspomnianym Monaro (gdyby pod moim domem parkował Pontiac GTO, to zmieniłbym mu zderzaki na takie z Holdena lub HSV) lub o Fordzie FG Falconie XR8.

garażowe rozmowy

Szkoda mi też np. Oldsmobile’a

W swoich ostatnich latach nie miał co prawda szczęścia do stylistyki swoich aut, ale nie dość, że był to pierwszy masowy producent samochodów w USA, to jeszcze miał na koncie mnóstwo kultowych modeli (m.in. Cutlass czy Toronado) i nierzadko był odważniejszy od innych w kwestii wprowadzania na rynek nowości lub ciekawych rozwiązań. No i na bazie Northstara stworzył świetnie brzmiącą jednostkę L47 Aurora, która trafiła m.in. do sportowego Shelby Series 1 i do licznych aut wyczynowych.

Żywię też nieszczególnie uzasadnioną sympatię do marki Rover i chętnie widziałbym ją znowu na rynku. W końcu dlaczego tylko ludzie, których stać na Jaguary czy Range Rovery mają doświadczać tej legendarnej brytyjskiej jakości wykonania? Ale w sumie dobra tam, Rovera może nie trzeba przywracać do życia – i tak nie zrobią już czegoś podobnie świetnego i absurdalnego zarazem, jak 75 z V-ósemką pod maską, więc niech leżą.

Albo nie, zmieniłem zdanie. Niech wracają, pojeździłbym sobie takim Roverem Sterling Vitesse w nowszej wersji.

A które marki Wy chcielibyście przywrócić na rynek i dlaczego?

Spodobał Ci się ten tekst? Rozważ postawienie nam wirtualnej kawy – dzięki!

Postaw mi kawę na buycoffee.to