Amerykański dom aukcyjny Hemmings oraz platforma Bring a Trailer oferują w tej chwili dwa cosie, które powinny zadowolić najbardziej wybrednych kolekcjonerów. Są to prawdziwe białe kruki – samochody, które nigdy nie trafiły do masowej produkcji. Zapraszam na bitwę: Exemplar I Concept kontra Cheetah.

W lewym narożniku: Exemplar I Concept

Zaprezentowany w 1967 r. Exemplar I Concept już na pierwszy rzut oka wyróżnia się stylistyką. Przywodzi ona na myśl ówczesne włoskie grand tourery, jak np. Iso. Jego nadwozie narysował Mario Revelli, projektant odpowiedzialny m.in. za stylistykę Fiata 6C 1500, auta produkowanego w czasach międzywojennych.

 

Iso Rivoltę przytoczyłem nieprzypadkowo, ponieważ tak jak auta tej marki, Exemplar pod stylowym nadwoziem skrywa amerykańską technologię. Nawet bardzo amerykańską, ponieważ jest to właściwie Buick Riviera Gran Sport. Pod maską znajduje się 7-litrowe V8 o mocy 365 KM. Auto ma napęd na tylną oś, a moc jest przenoszona poprzez 3-biegowy automat. Jednak nie to w nim jest najciekawsze.

Auto służące za bazę do Exemplara, Buick Riviera Gran Sport z połowy lat 60.

Do zbudowania go wykorzystano między innymi mosiądz i miedź. To są materiały, które w motoryzacji stosowano kilkadziesiąt lat wcześniej.

Mosiądzem pokryto m.in. felgi, grill czy zderzaki. Interesująca jest kombinacja jaką możemy zastać we wnętrzu. Mamy czerwono-czarną skórzaną tapicerkę, a na desce rozdzielczej – wykończenie miedzią. Ze stopu miedzi wykonano też… przednie tarcze hamulcowe.

Exemplar I Concept debiutował na targach w Nowym Jorku w 1968 r. Po niecałych dwóch latach urzędnicy CDA postanowili pojazd zezłomować. Na mocy krajowej ustawy o bezpieczeństwie ruchu drogowego i pojazdów silnikowych z 1966 r., taki samochód nie miał szans na uzyskanie homologacji drogowej.

Zdołał on jednak uniknąć tak przykrego losu. Ówczesny prezes Bridgeport Brass, Herman Steinkraus, uznał Exemplara za tak piękny samochód, że nie chciał dopuścić do jego zniszczenia. Postanowił więc go wykupić – Exemplar przez kolejne dwie dekady był trzymany w jego posiadłości.

W 1990 r. wykupili go bracia Dragone, sprzedając go w 2011 r. W ostatnim czasie auto po przeprowadzonej uprzednio renowacji wygrało konkurs na Amelia Island w swojej klasie.

W chwili opublikowania tekstu najwyższa oferta opiewa na 300 tys. dol. (niemal 1,2 mln zł), ale do końca aukcji pozostały jeszcze niespełna dwie doby.

Zdjęcia: Swingandamiss, BringaTrailer.com

W prawym narożniku: Bill Thomas Cheetah Prototype

Pierwsza część nazwy tego auta zbudowanego w 1964 r. pochodzi od nazwiska jednej z ważniejszych postaci w historii Chevroleta. Pochodzący z Teksasu kierowca wyścigowy a później inżynier przyczynił się do debiutu w wyścigach takich modeli jak Corvair czy przede wszystkim Corvette.

Jak można się domyślić, gdyby nie on to nie powstałoby omawiane poniżej auto. W 1963 r. General Motors postanowił mieć własne lekkie auto sportowe po tym jak rok wcześniej na tory i drogi wyjechała Cobra od Shelby’ego – doprawiona fordowskim V8 wersja brytyjskiego roadstera AC Ace. Z uwagi na ówczesne wymogi homologacyjne planowano budowę 100 egzemplarzy Cheetaha.

Jednak już rok później przepisy zmieniły się i wymagano już 1000 egzemplarzy. W General Motors doszli do wniosku, że będzie to zbyt drogi projekt do realizacji. Do 1966 r. wyprodukowano tylko 16 sztuk, z czego do dziś prawdopodobnie istnieje 11.

Auto zbudowano na ramie z rur chromowo-molibdenowych. Konstrukcja ta charakteryzowała się rozstawem osi wynoszącym 2,28 m. Zastosowano tu niezależne zawieszenie oraz hamulce bębnowe z ówczesnych Chevroletów startujących w serii NASCAR.

Silnik? Nie będzie zaskoczeniem jeśli powiem, że to V8. Dokładniej mówiąc jest to small-block o pojemności 5,4 l, występujący również w Korwecie C2.

Cheetah otrzymał silnik w najmocniejszej ówcześnie dostępnej wersji – moc sięgała 365 KM, a maksymalny moment obrotowy – 476 Nm. Na asfalt liczby te trafiały za pośrednictwem 4-biegowej skrzyni manualnej. Auto waży niewiele, nieco mniej niż 800 kg. Co ciekawe, ma on trzy zbiorniki paliwa, na każdy z nich przypada oddzielny korek wlewu.

Ten konkretny Cheetah ma numer seryjny 126364002. Był to drugi wyprodukowany egzemplarz, przez kilka miesięcy służył jako auto testowe Chevrolet Engineering. Jednym z jego właścicieli był ówczesny prezes GM John F. Gordon. Jest to przy okazji jedyny Cheetah, którego nadwozie wykonano z aluminium. W pozostałych wykorzystywano włókno szklane.

Cena? Tu już trzeba sięgnąć zdecydowanie głębiej do kieszeni – oczekuje się, że klient będzie skłonny wymienić na Cheetaha 2 mln dol. (ponad 8 mln zł).

Zdjęcia: Hemmings

Mosiężne GT czy aluminiowe GM?

Nie ma co ukrywać: to dość trudny wybór. Sam po chwili namysłu wskazałbym na Buicka Rivierę w przebraniu, czyli Exemplara I Concept – ma rewelacyjne wnętrze i prezencję. Poza tym lubię europejskie grand tourery z tych lat, a ten samochód mocno mi się z nimi kojarzy. Cena jeszcze nie wiem jaka będzie, ale zapewne będzie lepsza niż w przypadku wyścigowej wydmuszki od GM.

A sam Cheetah? No jest fajny, tak – ale nie podoba mi się bardziej od auta, dla którego miał stanowić konkurencję – tj. od Shelby Cobry. Tym razem swoje 2 miliony dolców pozostawię w kieszeni.

Spodobał Ci się ten tekst? Rozważ postawienie nam wirtualnej kawy - dzięki!

Postaw mi kawę na buycoffee.to