Witam serdecznie w pierwszym odcinku cyklu OBR, czyli Okresowego Badania Rynku. Do tej pory ciekawostki rynkowe gościły na łamach Petrolheart okazjonalnie. OBR będzie w założeniu cyklicznym przeglądem ogłoszeń poszukiwaniu ciekawych perełek motoryzacyjnych z całego świata, okraszony garścią istotnych informacji, a żeby nie było zbyt formalnie – ubarwiony umiarkowanie obiektywnym komentarzem autora.
Większość z nas zaczyna planowanie upragnionego urlopu od wybrania miejsca wypoczynku, przejrzenia lokalnych atrakcji, dodatkowych wycieczek. Środek transportu jest dla wielu ludzi istotny jedynie z punktu widzenia wygody, ekonomii czy nieskomplikowanej logistyki dotarcia z punktu A do punktu B.
A gdyby z samej podróży uczynić przygodę?
Holenderski rynek motoryzacyjny jest bardzo specyficzny. Kraj niewielki i nizinny, wielokrotnie wymieniany jako idealny dla wielbicieli rowerów, jest też domem dla miłośników wszelkiej maści pojazdów zabytkowych. Holendrzy pokonują nimi setki i tysiące kilometrów rocznie po drogach całej Europy. Citroenem HY w Bieszczady? Oczywiście. A może Mercedesem SSK nad jezioro Como? Żaden problem. Dla Holendrów wiek pojazdu nie jest przeszkodą, a dodatkowym atutem.
Dziś przyjrzymy się dwóm aukcjom z tego kraju. Najpierw coś brytyjskiego
Bedford CA Dormobile to jeden z pierwszych w świecie pojazdów z kategorii na którą dziś mówimy kamper. Dorm po łacinie oznacza sen, zatem w nazwie kryje się podpowiedź, że mowa o ruchomym miejscu do spania.
Dostawczy mops
Zaprezentowany w 1952 r. i produkowany aż przez 17 lat, Bedford serii CA był jednym z pierwszych brytyjskich powojennych pojazdów dostawczych. Oprócz bycia narzędziem pracy dla wielu rozkwitających po wojnie firm, Bedford CA był też wykorzystywany jako pocztowóz Royal Mail oraz jako pojazd serwisowy pomocy drogowej RAC (Royal Automobile Club). Bedforda nie sposób pomylić z niczym innym – ma charakterystyczny przód przywodzący skojarzenia z pyskiem mopsa oraz przesuwane drzwi przednie, ułatwiające wsiadanie w ciasnych uliczkach.
Napędzany benzynowym silnikiem o pojemności 1,5, a później 1,6 l i początkowo wyposażony w skrzynię biegów o trzech przełożeniach nie był demonem prędkości. Nie odstawał jednak znacząco od innych typowych pojazdów z dróg Europy lat 60. Na Europie zresztą się nie kończyło – prezentowany wóz był również oferowany w Kanadzie jako Envoy CA.
Pierwotnie dostawczą wersję Bedforda CA przerabiano w różnych firmach na osobową, zachowując bazową formę nadwozia bez zmian. Montaż okien w części towarowej powodował, że brytyjski urząd skarbowy traktował finalny produkt jak duże auto osobowe. To skutkowało nałożeniem dodatkowego podatku, od którego samochody dostawcze były zwolnione.
To nie pojazd, to dom na kołach
Aby temu zaradzić, w 1957 r. firma Martin-Walter z Folkestone podjęła się bardziej kompleksowej przeróbki, bazując na nadwoziu Bedforda CA. Zamontowano kuchenkę gazową, zlew, szafki kuchenne, toaletę, łóżka, a co najważniejsze – podwyższany dach z charakterystyczną materiałową wstawką, aby we wnętrzu można było swobodnie stanąć. Argument, iż powstały pojazd jest bliższy do pełnoprawnego domu na kołach, aniżeli urzędowej definicji pojazdu osobowego zadziałał. Urząd uległ i Dormobile był od tej pory zwolniony z podatku. Tak narodziła się nowa kategoria pojazdów, która w niedługim czasie miała zmienić sposób podróżowania na świecie.
Egzemplarz wystawiony na aukcji pochodzi z 1961 r. i należy do pierwszej serii Bedforda CA, wyróżniającej się m.in. charakterystycznym wąskim wlotem powietrza do chłodnicy. Ma symboliczny przebieg (7861 mil, czyli niecałe 13 tys. km) i pomimo wieku przedemerytalnego wydaje się być w bardzo dobrym stanie.
Z lakonicznego opisu mechaniki wynika, iż pojazd jest sprawny, choć brak szczegółowych informacji. Natomiast zarówno burgundowy lakier, jasna tapicerka siedzeń i elementy wyposażenia części mieszkalnej (kuchenka, zlew czy lodówka) są gotowe by wyruszyć w podróż. Mimo ponad 70 lat, jakie upłynęły od rozpoczęcia produkcji, brytyjski klub zrzeszający miłośników dostawczaków Bedforda i jego przeróbek działa prężnie, co ułatwia utrzymanie wozu w sprawności.
Aukcja kończy się dziś, w piątek 19 kwietnia o godzinie 20.
Angielski spokój
Jeżeli tylko macie możliwość dołączenia tak unikatowego pojazdu do swojej kolekcji, każda podróż będzie niezapomnianą przygodą i okazją do przybicia niejednej piątki innym miłośnikom klasyków napotkanych po drodze i na kempingach. Kierownica po prawej nie jest tutaj specjalnym utrudnieniem. Najtrudniejszy w tym wypadku manewr – wyprzedzanie – ze względu na podróżne tempo Bedforda nie będzie zdarzał się zbyt często. Najważniejsze za kierownicą Dormobile’a to zachować typowo angielski spokój i nie ulegać chwilowym pokusom.
Pozostaje zabrać ze sobą kilka albumów Beatlesów czy też Rolling Stones, wedle uznania – i na chwilę przenieść się w czasie o całe sześćdziesiąt lat.
Pug kontra Pug
Jeśli ta propozycja jest dla niektórych zbyt odważna, mamy w zanadrzu kontrapunkt. Musimy się tylko przenieść na przeciwną stronę kanału La Manche, zwanego na Wyspach zwyczajnie The Channel.
Pug to po angielsku „mops”, czyli potoczne określenie Bedforda CA, ale też skrócona forma potoczna używana na określenie dowolnego Peugeota.
Peugeot 505 to ostatni seryjny, spalinowy Peugeot z tylnym napędem
Była to limuzyna oraz kombi klasy średniej-wyższej, produkowana w latach 1979-1992 we Francji oraz m.in. Argentynie – nawet do 1995 r. Kilka milionów wyprodukowanych egzemplarzy przez długie lata po zakończeniu produkcji przeżywało drugą młodość na drogach i bezdrożach Afryki czy Ameryki Południowej.
Tak jak wiele innych pojazdów z tej epoki, wersja kombi była dostępna w wersji z trzema rzędami siedzeń
Na aukcji możemy stać się właścicielem jednego z nich. 505 w takiej wersji, nazywane Familiale, mieściło łącznie 8 osób. W odróżnieniu od np. Mercedesa W124, trzeci rząd siedzeń nie był jednak odwrócony tyłem do kierunku jazdy.
Peugeotowi 505 Familiale daleko do pełnoprawnego kampera, ale pięć podstawowych miejsc zapewnia królewską wygodę podróży. Tylna ławka w trzecim rzędzie ma rozmiar bardziej odpowiedni dla dzieci niż dorosłych, ale stanowi niezastąpione rozwiązanie gdy potrzebujemy zabrać ponadnormatywną liczbę osób.
Jest to też jeden z niewielu samochodów o konstrukcji zawieszenia zależnej od rodzaju nadwozia. Sedan ma tylne zawieszenie niezależne na sprężynach śrubowych, a kombi – sztywny most z resorami piórowymi. Imponujący jest też rozstaw osi wersji kombi wynoszący aż 2,9 m – to o 5 cm więcej niż w dwóch ostatnich (europejskich) generacjach Forda Mondeo. Samochód z aukcji posiada również hak, zatem można go wykorzystać do ciągnięcia przyczepy kempingowej.
Prezentowany Peugeot 505 Familiale ma ciekawą i bogato udokumentowaną historię
Wyprodukowany został w 1991 r. Pochodzi z amerykańskiego rynku, a od 1995 r. jest w Holandii, gdzie od ok. 20 lat pozostaje w rękach jednej rodziny. Zachowała się oryginalna literatura, jest też dokumentacja napraw.
Napęd egzemplarza wystawionego na aukcji zapewnia szybkie, a zarazem dostojne przemieszczanie się – pod maską znajduje się jednostka benzynowa o pojemności 2,2 l z turbodoładowaniem, a moc jest przenoszona na koła poprzez automatyczną skrzynię biegów.
Warto dodać, że Peugeot z aukcji ma właściwie pełne wyposażenie, wliczając w to klimatyzację, podgrzewane przednie fotele, o takich drobiazgach jak elektryczne szyby nie wspominając.
Przebieg jest niewielki, biorąc pod uwagę legendarną trwałość modelu 505 – 95 tys. mil (niespełna 160 tys. km) to zaledwie rozgrzewka. Wnętrze jest zachowane w bardzo dobrym stanie i niemodyfikowane, jeśli nie liczyć tuningowego smaczku – dołożonego wskaźnika doładowania. Samochód posiada holenderski przegląd techniczny ważny do listopada br.
Aukcja kończy się chwilę po licytacji Bedforda – dziś o godzinie 20:20.
Dla nonkonformistów
Jeśli lubicie iść pod prąd, chcecie spędzić każdą podróż w wersalskim komforcie i statecznie połykać kolejne kilometry, a jednocześnie niestraszne są Wam zawiłości i przygody towarzyszące zdobywaniu części, to Peugeot 505 Familiale jest niezwykle kuszącą propozycją.
Dusza miłośnika dawnej motoryzacji jest niespokojna i żąda przygód i wrażeń z samego podróżowania. Muszę się przyznać, że sam do planów wakacyjnych zaliczam również wybór stosownego pojazdu. Ostatecznie jeśli samochód zabytkowy traktujemy jako hobby, to czas wolny jest najlepszym momentem na cieszenie się nim w stu procentach. Warto wziąć to pod uwagę przy planowaniu tegorocznych wakacji.











