Odkąd Zjednoczenie Graciarzy Pomorza zaczęło organizować Festiwal Pojazdów Nieznanych, Nieudanych i Zapomnianych, bardzo chciałem się tam znaleźć, ale wciąż coś stawało mi na przeszkodzie. Skuteczną metodą okazało się dopiero zaproszenie mnie jako współprowadzącego.
Przełom sierpnia i września zapowiada nieodległy koniec sezonu graciarskiego. Co prawda w tym roku nie zapowiada się na rychły koniec upałów (kilkudziesięcioletnie układy chłodzenia lubią to), ale za miesiąc-półtora przyjdzie jednak czas odstawić ukochane klasyki i youngtimery na zasłużone zimowanko. Aby odsunąć od graciarskiej braci te ponure myśli (oraz osłodzić zakończenie wakacji), Zjednoczenie Graciarzy Pomorza jęło organizować imprezę o pięknej nazwie Festiwal Pojazdów Nieznanych, Nieudanych i Zapomnianych. Pierwsza edycja odbyła się w 2021 roku i od razu pokazała, gdzie teraz kręcą się najlepsze eventy dla miłośników motoryzacji nieco starszej i pozbawionej zbędnego prestiżu. Zresztą już od samego początku istnienia Festiwalu jedną z jego atrakcji stanowili goście a zarazem współprowadzący. W poprzednich latach byli nimi Złomnik i Motobieda. W tym jednak miało się to zmienić.
Gdy wiosną skontaktował się ze mną Marcel ze Zjednoczenia Graciarzy Pomorza, znany szerzej jako Szykejn, moja żuchwa przydzwoniła o podłoże. Ja? Gościem specjalnym i współprowadzącym Festiwal? Przecież moje zasięgi i rozpoznawalność (a także profesjonalizm) są na nieporównywalnie niższym poziomie, niż w przypadku mych poprzedników. A jednak – jak się okazało, kilka osób ponoć zażyczyło sobie mego udziału, stąd propozycja. Ja natomiast zwyczajnie nie mogłem jej odrzucić. Pozostało jedynie zarezerwować sobie termin i na dzień przed imprezą wyruszyć na Pomorze.
Festiwal czas zacząć
Następnego dnia rano wszystko było już gotowe: rozstawiona scena z nagłośnieniem, namioty pod którymi mogli schronić się pracujący przy organizacji ludzie oraz te przeznaczone dla partnerów i sponsorów imprezy. Oczywiście na miejscu były też wehikuły Graciarzy Pomorza i paru innych osób, które przybyły pomóc w organizacji.

Kriština Szykejna i Jowi oczywiście stała na posterunku niemalże pod samą sceną

Podobne Daihatsu Applause otrzymało puchar elegancji na Festival Of The Unexceptional. Zapewne zebrało spory aplauz. [śmiech z taśmy]

Kategorie: z lewej „miałem i chciałbym znowu”, z prawej „nie miałem i chciałbym natychmiast”.

Nasz redakcyjny Kapitan Manuel też uczestniczył w organizacji, zaś jego Peugeot 505 bez zająknięcia przywiózł go z grodu Kraka.
Już przed południem rozpoczęło się wpuszczanie uczestników
Większość wehikułów, które przybyły na miejsce, trudno byłoby zaliczyć do którejkolwiek z kategorii zawartych w nazwie imprezy, ale przyjechało kilka, powiedzmy, rzeczywiście mniej znanych (lub udanych). Przykładem może być choćby należący do jednego z ZGP-owców Polonez Atu Plus przerobiony na swoistego pickupa. Takie El Camino z Biedry.
Innym przykładem pojazdu (bo wielu – w tym ja – powtarza, że to nie samochód) wpisującego się w definicję przedostatniego członu nazwy festiwalu była Syrena Bosto. A w zasadzie półtorej Syreny Bosto, gdyż z części bagażowej innego egzemplarza właściciel wykonał całkiem sensowną przyczepkę. Ten zresztą egzemplarz otrzymał nagrodę za „najbardziej hardkorowe daily”, gdyż jak najbardziej służy do ciśnięcia na co dzień. Nie rozumiem, ale szanuję.

Właśnie, nagrody
Jednym z elementów Festiwalu jest przyznawanie nagród w rozmaitych, zazwyczaj wymyślanych na bieżąco kategoriach. Gdy zjawia się pojazd, któremu organizatorzy lub goście chcą przyznać jakąś nagrodę, kategorię wymyśla się naprędce, byle by pasowało. Na przykład nagrodę dla wozu, który nigdzie indziej nie dostałby nagrody, ale tutaj dostanie, otrzymał Peugeot 306 z tuningiem a’la ATS Piła 2004, oczywiście napędzany nieśmiertelnym wolnossącym XUD-em 1.9. Kategorii zresztą było więcej, ale o tym za chwilę.
Poza tym odbywały się krótkie, kilkunastominutowe panele dyskusyjne. Była m.in. rozmowa z ludźmi prawdziwie wolnymi, czyli skodziarzami (wszak trudno ich uznać za szybkich) czy z właścicielami tanich kabrioletów na bazie popularnych modeli z lat 90. Odbyła się też dyskusja o wyższości Saaba nad Volvo (lub na odwrót), gdzie honoru pilotów bronił Bartek z AUTOironicznych, ja zaś teoretycznie opowiadałem się po stronie pancernej kanciastości, jednak zgodnie z prawdą wyszło na to, że więcej nas łączy niż dzieli. Miłośnicy francuskiej motoryzacji (do których poniekąd sam się zaliczam) opowiadali o tym, co się ostatnio zepsuło i w którym kręgu piekieł trzeba było szukać części, zaś rozmowa z użytkownikami starszych Fiatów po raz kolejny udowodniła, że Multipla to rozum i godność człowieka. W przerwach DJ Paweł Sztark raczył publikę tłustymi bitami z lat 70. i 80.
Najważniejsi byli jednak ludzie i – rzecz jasna – przepiękne graty, którymi przybyli na zlot

Tą Rondą jeździłem niegdyś po rondach.

R25 z uturbionym silnikiem PRV jest przykładem na to, że czasem warto poprzestać na prostszych wersjach.

Ależ bym posłuchał japońskiego Jazzu. Tylko proszę nie wyskakiwać z Casiopeą – to bardziej fusion, więc nie ta marka.

To jeden z przykładów samochodów, które nie były ani nieznane, ani zapomniane. Nieudane chyba też nie.

Znany mi już skądinąd zwycięzca pucharu dla samochodu, który najbardziej przypomina windę.

Anglia w wersji kombi nie latała nad Hogwartem, ale to właśnie ona otrzymała ode mnie nagrodę „najbardziej testowałbym”.
Podsumowując – Festiwal Pojazdów Nieznanych, Nieudanych i Zapomnianych to chyba najtłustsza graciarska impreza w Polsce
A na pewno jedna z najtłustszych. Zjednoczenie Graciarzy Pomorza pokazało, jak zrobić event, na który będą chcieli przyjeżdżać uczestnicy z całej Polski – a nawet spoza niej. W tym roku do Rumi (gdyż tam odbywał się Festiwal) wpadli choćby goście z Wielkiej Brytanii. Zresztą stamtąd chyba zaczerpnięto pomysł. Widać, że pomorscy graciarze wzorowali się nieco na legendarnym już Festival Of The Unexceptional. Nie należy jednak używać tego jako argumentu przeciw – wzorzec jest bardzo dobry. Tak czy inaczej, sporo straciłem, nie przyjeżdżając na poprzednie edycje. Na szczęście nie zapowiada się, by ekipa ZGP zarzuciła organizację Festiwalu w przyszłych latach. Sam na pewno będę chciał tam wrócić za rok – tym razem jako zwykły uczestnik. Oby tylko udało się zdobyć grata. Nawet nie musi być nieznany, zapomniany a tym bardziej nieudany.
A na deser – krótki film z Festiwalu:










