Dwie marki należące do koncernu VAG, Lamborghini i Porsche, zaprezentowały kolejne wersje swoich bestsellerów. Chodzi oczywiście o SUV-y: Porsche zaprezentowało odświeżony model Cayenne GTS, a Lamborghini – nowego Urusa SE.
Łączy je to, że są bardzo szybkie oraz mają ten sam silnik V8, jednak różnią się mocno od siebie. Jeden z nich to auto po liftingu, drugie z nich jest nowością w gamie. W jednym przypadku ta wersja znajduje się w środku gamy, w drugim mamy do czynienia z flagowym wariantem.
W lewym narożniku: Porsche Cayenne GTS
GTS w przypadku modeli Porsche oznacza „złoty środek”. Niezależnie od tego czy chodzi o Cayenne, Panamerę, 911 czy już schodzące ze sceny motoryzacyjnej modele 718 Boxster/Cayman.
Porsche Cayenne GTS jest wersją pozycjonowaną między S a Turbo E-Hybrid bądź Turbo GT w Coupe. To na ten moment również najfajniejsza wersja dostępna w Europie. Niestety po Turbo GT trzeba się już wybrać np. za ocean.
Zmian wizualnych jest stosunkowo niewiele. Tak jak w mniejszym Macanie GTS poprzedniej generacji, mamy teraz z przodu czarny pas przebiegający przez cały zderzak. Czy to wygląda dobrze? Podejrzewam, że jest tyle samo zwolenników co przeciwników tego rozwiązania. Są również przyciemnione reflektory.
Odświeżone Porsche Cayenne GTS ma więcej mocy i trochę rzeczy z Turbo GT
Pod maską jest dobrze znane z innych modeli Porsche (ogólnie innych aut grupy VAG), 4-litrowe, podwójnie doładowane V8. Wcześniej osiągało 460 KM oraz 620 Nm, teraz jest równe 500 KM oraz 660 Nm. Od zera do setki Cayenne GTS rozpędza się w 4,4 s, osiąga prędkość maksymalną na poziomie 275 km/h. Zastosowany tu 8-biegowy automat został poddany poprawkom, które mają sprawić, że ma zmieniać biegi szybciej w trybach Sport oraz Sport Plus.
Porsche nie zapomniało o tym, by samochód był szybki nie tylko na prostej. Cayenne znane jest z tego, że radzi sobie w tym aspekcie bardzo dobrze, ale polift ma sobie radzić jeszcze lepiej. W ramach modernizacji zastosowano tu adaptacyjne zawieszenie PASM, które jest obniżone o 10 mm względem podstawowych wariantów. W aucie pojawił się także układ chłodzenia cieczą skrzyni rozdzielczej, a przednie zwrotnice wraz z łożyskami zapożyczono z wariantu Turbo GT – dzięki temu zwiększone o 0,58° jest ujemne pochylenie kół, co polepsza prowadzenie. Niemieckiego SUV-a postawiono na pięknych, 21-calowych felgach RS Spyder.
We wnętrzu główną zmianą jest nowy zestaw wyświetlacz, który pojawił się podczas zeszłorocznej modernizacji aktualnej generacji Porsche Cayenne.
W prawym narożniku: Lamborghini Urus SE
Mający bardzo wiele wspólnego z Audi RS Q8 bestseller Lamborghini oferowany był do tej pory w dwóch wersjach: podstawowej S oraz hardkorowej Performante. Teraz do gamy dołącza SE. Tak jak pozostałe dwie odmiany oraz opisywane wcześniej Porsche korzysta z tego samego silnika, tylko że Urus jest znacznie mocniejszy. Już wersje S i Performante są przerażająco mocne, mając 666 KM i 850 Nm momentu obrotowego. To co w takim razie można powiedzieć o SE, w którym jest równe 800 KM i 950 Nm momentu obrotowego?
Pierwszą setkę osiąga w 3,4 s, prędkość maksymalna wynosi tu 312 km/h. Dla porównania:
- Urus S próbę 0-100 km/h wykonuje w 3,5 s i rozpędza się do 305 km/h;
- Urus Performante oferuje, odpowiednio, 3,3 s oraz 307 km/h.
Ktoś może się zastanowić i spytać „skoro jest znacznie więcej mocy, to czemu nie jest znacząco szybsze od pozostałych odmian?”
Diabeł tkwi w szczegółach. Próbę 0-200 km/h Lamborghini Urus SE wykonuje w 11,4 s – o 1,1 s szybciej od Urusa S.
Mocy jest więcej, ale jest też haczyk
Wersja SE jest hybrydą typu plug-in. Na całą moc składa się silnik spalinowy generujący 620 KM i 800 Nm momentu obrotowego oraz silnik elektryczny osiągający 189 KM i 483 Nm. Pojawiła się tu bateria o pojemności 25,7 kWh. Pozwala ona przejechać w trybie elektrycznym do 60 km. Czy
Jest to drugi hybrydowy model w gamie Lamborghini, obok hiper-samochodu Revuelto
Naturalnie auto przybrało nieco na wadze, która wynosi teraz 2540 kg. To nigdy nie było lekkie auto, jednak nie-hybrydowy Urus waży 2150 lub 2200 kg, co oznacza ponad 300 kilogramów mniej. To nie wróży zbyt dobrze wrażeniom z jazdy, jeśli ktoś miałby porównanie z wolniejszymi Urusami.
Włosi zdają sobie jednak sprawę z tego, że przerabiając auto spalinowe na hybrydę typu PHEV trzeba zmodyfikować podwozie, by kierowca jak najmniej odczuł przyrost masy. Auto otrzymało zupełnie nowe zawieszenie, pozwalające na zmianę skoku zawieszenia w zakresie od 15 do 75 mm. Pojawił się również nowy system wektorowania momentu obrotowego pomiędzy przednią a tylną osią. Zdaniem producenta to rozwiązanie w połączeniu ze szperą ma sprawiać, że Urus SE będzie wykazywał się podatnością na bycie nadsterownym.
Można dostrzec, że auto ma trochę inny przód. Przede wszystkim osłona chłodnicy wygląda inaczej, jakby chciano w ten sposób trochę nawiązać do Revuelto. Zmieniła się również tylna część auta, gdzie mamy czarny pas łączący tylne światła. Jest nowy dyfuzor oraz lotka mająca generować docisk o 35 proc. większy niż w Urusie S. Pojawiły się również nowe 23-calowe felgi „Galanthus”, które naprawdę dobrze wyglądają.
We wnętrzu głównymi zmianami są większy, 12,3-calowy ekran czy nowy kształt kratek nawiewu.
Ile to wszystko kosztuje?
Zaskoczeniem nie będzie gdy powiem, że będzie drogo. Za Porsche Cayenne GTS zapłacimy minimum 677 tys. zł za zwykłe lub minimum 693 tys. zł za wariant Coupe.
Jeszcze nie ma oficjalnej ceny za Lamborghini Urusa SE, jednak skoro Urus Performante bez opcji kosztuje 1,84 mln zł, to spodziewałbym się, że zostanie przekroczona bariera 2 mln zł.
Kto wygrywa? SUV grupy VAG
Mówiąc bardziej poważnie, wskazuję na Porsche Cayenne GTS. Już wcześniej ten samochód był bardzo dobry, z kolei lifting to drobna aktualizacja, sprawiająca że będzie tylko lepszy.
Jest to również najlepsza wersja Cayenne jaką możemy kupić w Europie. Owszem, Turbo E-Hybrid ma 740 KM, jednak waży więcej z racji bycia hybrydą plug-in.
Urusowi SE nie brakuje mocy, choć na papierze nie wyróżnia się w próbach pomiarowych na tle tańszych wersji. Poza tym nie byłem nigdy jakimś wielkim fanem stylistyki Urusa. Zgadzam się, że wygląda jak prawdziwe Lamborghini, ale zdecydowanie ładniejsze od niego jest auto na którym bazuje, Audi RS Q8.
Muszę jednak przyznać, że wariant SE trochę mi się podoba. Doceniam również te drobne smaczki stylistyczne nawiązujące do Revuelto.





