Elektryfikacja, unifikacja, suvizacja, taka sytuacja – to mógłby być bardzo skrótowy opis Capri 2025, ale – niestety… – wypada o nim napisać więcej. W końcu, jak to wyraźnie zaznacza Ford, jest to powrót legendy. Mam tylko nieodparte wrażenie, że to jednak zaklinanie rzeczywistości, w której to po prostu kolejny Generic Electric Crossover numer 5. Przyjrzyjmy się zatem, jaki jest nowy Ford Capri.
„Przywrócenie legendy otoczonej takim kultem jak Ford Capri, to wielka sprawa. Jesteśmy szczęśliwi, że nowy, w pełni elektryczny Capri jest gotów wnieść trochę szaleństwa do świata pojazdów elektrycznych i zapoznać nowe pokolenie kierowców z aurą legendarnego klasyka.”
Tak nowy model przedstawia cytowany w oficjalnej prezentacji Forda Jon Williams, dyrektor generalny Ford Blue i Model E w Europie – czyli ktoś prawdopodobnie całkiem dobrze poinformowany w temacie (Blue to dział spalinowych osobówek, a Model E, jak łatwo się domyślić, aut elektrycznych). Nie wypada spierać się z takim autorytetem, zatem sumiennie poszukajmy tego szaleństwa, na początek sprawdzając czy…
Nowy Ford Capri to „rebeliant w każdym calu”
Jest doskonale wpisującym się w trendy elektrycznym crossoverem o sylwetce podobno inspirowanej coupe. Bardziej konformistycznie się nie da. A nie, przepraszam, można jeszcze wziąć jakąś dawną, lubianą nazwę i… i to też Ford zrobił, zresztą nie pierwszy raz. Pierwszy raz jednak aż tak bezczelnie – owszem, Mustang Mach-E jest też bardzo podobnym, elektrycznym crossoverem, ale nie zastąpił klasycznego modelu. Puma? Ech, nadal jest spalinowym, małym, modnym samochodzikiem, i nawet też miała wersję sportową. Bronco za to wróciło jako dokładnie to, czym było, za co chwała producentowi. Za Capri chwały brak – za to może będą zielone słupki w Excelu?
Ale dobrze, nie znęcajmy się już nad istotą recyklingu kultowych modeli (aż tak). Nowy Ford Capri, tak jak pierwowzór, będzie modelem na rynek europejski i uzupełni tu elektryczną ofertę marki, dołączając do Mustanga Mach-E (który nie za bardzo jest Mustangiem) i Explorera (nie mylić z pół metra większym spalinowym Explorerem). Z tym drugim jest zresztą bardzo blisko spokrewniony, bowiem tak jak i on jest po prostu fordowską wariacją na temat Volkswagena ID – w przypadku Explorera jest to ID.4, zaś nowe Capri to ID.5 w przebraniu. Nie brzmi to zbyt szalenie, chyba że za szaleństwo uznać opieranie swojego nowego modelu na kilkuletnim już i nieszczególnie popularnym aucie.
A ile tych cali ma „rebeliant”? Spokojnie, nie będę Was męczył „jednostkami wolności”. Nowy Ford Capri mierzy 4634 mm długości, 1872 mm szerokości (bez lusterek) i 1626 mm wysokości, a osie dzieli 2767 mm. Czyli coś pomiędzy kompaktem a klasą średnią, ze wskazaniem na to drugie. Zabawna wydaje mi się wartość prześwitu – 135 mm. Dla porównania, obecna Toyota Corolla ma ok. 13 cm, i oczywiście nie jest SUV-em. Mniej zabawna jest masa na poziomie 2098-2190 kg, ale taki urok elektryfikacji, suvizacji… Ale przynajmniej zapowiada się dość praktycznie, gdyż bagażnik pomieści 572 litry do półki.
Zaraz, czy ja właśnie zacząłem ględzić o względach praktycznych legendy, dziedzica kultowego coupe? Przejdźmy szybko do napędów!
Pełna unifikacja elektryfikacji, czyli co napędza nowe Capri
Zapowiedziano dwa dostępne napędy, które dokładnie pokrywają się z tymi dostępnymi w Volkswagenach ID.5 Pro oraz GTX – w Fordzie nie mają one własnych nazw. Pierwsza opcja to pojedynczy silnik z tyłu o mocy 286 KM i momencie obrotowym 545 Nm sparowany z baterią o pojemności 77 kWh netto. Daje to przyspieszenie do setki w 6,4 s i oficjalny zasięg do 627 km.
Druga opcja to też drugi silnik, tym razem na przedniej osi, wytwarzający 109 KM i 134 Nm, co razem z niezmienionym tylnym daje systemową moc 340 KM i moment obrotowy 679 Nm. Akumulator jest nieznacznie większy – 79 kWh netto. Efekt: 5,3 s do setki i maksymalnie 592 km na jednym ładowaniu. Obie wersje rozpędzają się maksymalnie do 180 km/h, ładują się też w podobnym czasie – 26-28 minut od 10 do 80 proc., mimo że mocniejsza ma też większą moc ładowania – 185 kW, wobec 135 kW w słabszej. To rzecz jasna wartości dla prądu stałego, zaś dla przemiennego jest typowe 11 kW.
Ogólnie rzecz biorąc – wstydu nie ma (szczególnie jeśli chodzi o zasięg, przynajmniej w teorii), ale jednak w połączeniu ze sportową nazwą pozostaje pewien niedosyt – brak jakiejś topowej wersji o naprawdę wysokich osiągach. W końcu setkę w 5 sekund z hakiem to i Skoda Superb może zrobić.
Nowy Ford Capri jest „czarujący” i „atletyczny”, a może zwyczajny i generyczny?
Nie ma co się łudzić, że samochód elektryczny – a już tym bardziej napędzany tak SUV – będzie w jakikolwiek sposób smukły. Odpada więc ten aspekt podobieństwa do pierwowzoru. Jednak Ford postarał się, by w nowym Capri nie zabrakło nawiązań do starego – w formie przedniego pasa, wyraźnie zaznaczonych błotnikach, czy charakterystycznie zaokrąglonej linii okien.
Problem w tym, że to wszystko zostało nałożone na dość masywną i bulwiastą – nawet jak na elektrycznego crossovera – sylwetkę Volkswagena ID.5. I choć doceniam starania Forda, i uważam, że fragmentami wyszło naprawdę estetycznie, tak w równym stopniu jest to nudne. Oryginalne Capri miało w sobie pewną zadziorność, której nowemu wcieleniu brakuje – wygląda ono raczej jak niedrogi crossover na rynki wschodzące na bazie Peugeota 208. Podejrzewam, że jednak nie taki był zamiar.

„Niecodziennie dostajesz szansę na przeprojektowanie ikony. Chcieliśmy przekazać ten pikantny smaczek następnemu pokoleniu” – Thomas Morel, kierownik działu projektowania nadwozi.
Chciałbym powiedzieć, że na plus mogę zaliczyć paletę kolorów, ale trochę do tego brakuje. A konkretnie – więcej opcji. Zaprezentowane żółty i niebieski lakier prezentują się nieźle, ale poza nimi dostępny jest jeszcze tylko czerwony i monochromatyczny zestaw czerni, szarości i bieli. Chociaż, dobra, ten fajny żółty jest domyślnym lakierem bez dopłaty, więc jest szansa, że trochę takich Capri wyjedzie z salonów – za to jednak plus.
Z innej beczki – ciekawe, jak będą wyglądać pięknie błyszczące plastiki u dołu nadwozia po paru spotkaniach z kamykami czy żwirem spod kół – najwyraźniej nieszczęsne piano black jest wiecznie żywe, i atakuje coraz to durniejsze obszary aut.
Pokaż kotku, co masz w środku – wnętrze i wyposażenie Forda Capri 2025

„Uważam, że w środku jest dokładnie to, czego kierowca pierwszego Capri mógłby oczekiwać w przyszłości” – Amko Leenarts, dyrektor działu projektowego.
Tak się przyglądam i przyglądam, i szczerze mówiąc nie widzę różnic między Capri a (elektrycznym) Explorerem. Nawet schowek ukryty za uchylającym się ekranem centralnym (o przekątnej 14,6″), który Ford przedstawia jako część „rebelianckiej” natury Capri i „łamania wszystkich reguł” jest najwyraźniej identyczny – choć samo rozwiązanie jest ciekawe i wydaje się całkiem praktyczne. Podobnie praktyczny może być centralny schowek zwany MegaConsole o pojemności aż 17 litrów, choć z drugiej strony podejrzewam, że w realnym życiu będzie zwykle tak załadowany drobiazgami, że odnalezienie konkretnego będzie niczym wyprawa po skarb przez dżunglę.
Z innych miłych elementów wyposażenia standardowego:
- fotochromatyczne lusterko wsteczne,
- podgrzewane fotele przednie, kierownica i lusterka zewnętrzne;
- dostęp bezkluczykowy,
- bezprzewodowe Android Auto i Apple CarPlay,
- fotele przednie z masażem i pamięcią ustawień,
- tempomat adaptacyjny…
… plus parę bardziej oczywistych detali jak dwustrefowa klimatyzacja, nawigacja, czujnik deszczu czy ładowarka indukcyjna (do telefonu, nie samochodu). Za to bardzo niemiłym brakiem w standardzie jest pompa ciepła – nie wiedzieć czemu stanowi wyposażenie opcjonalne, kosztujące 6300 zł. A skoro o opcjach – Capri będzie dostępne w dwóch wersjach wyposażenia, nazwanych, jakże fantazyjnie, „Capri” i „Capri Premium”. Jeśli ktoś dostał za wymyślenie tego choć 5 dolarów, to były zmarnowane pieniądze.
Wersja Premium dorzuca 20-calowe felgi (19 cali w standardzie), oświetlenie ambientowe, lepszy system nagłośnienia firmowany przez Bang&Olufsen (10 głośników plus subwoofer i soundbar kontra podstawowe 7 głośników plus soundbar), reflektory matrycowe i otwieranie bagażnika gestem. Bardzo ładnie i przyjemnie, ale ekscytacji czy szaleństwa nie stwierdzono.
Kiedy, za ile, i czy to naprawdę powrót legendy, czyli podsumowanie
Ford się pospieszył i nawet udostępnił już konfigurator, który informuje o odbiorze skonfigurowanych samochodów za 24 tygodnie. Co prawda marka nie informuje poza tym o dacie, od której będzie można kupić nowe Capri, ale myślę, że można spodziewać się dostępności pierwszych „gotowców” w salonach pod koniec tego roku lub, na równi z zamawianymi egzemplarzami, na początku przyszłego. Obie wersje wyposażenia można połączyć z oboma napędami, co daje następujące kombinacje:
- Capri RWD – od 226 770 zł
- Capri AWD – od 246 770 zł
- Capri Premium RWD – od 243 770 zł
- Capri Premium AWD – od 263 770 zł
I tu właśnie widzę główny problem nowego Forda – w cenie podstawowej wersji można dostać Teslę Model Y w wersji Long Range AWD. Co prawda wbrew nazwie zasięg ma wyraźnie krótszy (o ok. 100 km), ale za to jest szybsza od Capri AWD i… jest modną Teslą, a nie „zwyczajnym” Fordem. Trochę wątpię, by zrównoważył to dość toporny recykling kultowej niegdyś nazwy, nawet z widocznymi nawiązaniami stylistycznymi – to jednak zupełnie nie to auto, zupełnie nie ten charakter i nie ten wizerunek. Teraz to po prostu zwykły, rodzinny elektryk, niewyróżniający się zbytnio na tle konkurencji.






