Lexus LBX to niewielki crossover bazujący na Toyocie Yaris Cross. Coś dla tych, którzy nie potrzebują auta większego, ale nie chcą rezygnować z marki premium. Japończycy dokonali nad wyraz interesującego połączenia: pożenili dzikiego GR Yarisa z LBX-em. Efektem tych prac jest Lexus LBX Morizo RR.
Wiecie, kiedy ostatnio Lexus oferował manualną skrzynię biegów? W 2013 r. – wtedy zakończono produkcję 2. generacji modelu IS. Skrzynia manualna była dostępna dla benzynowego silnika o pojemności 2,5 l, a także w dieslach – z którymi zwykle manuala w tej marce kojarzymy, jako że większość egzemplarzy IS-ów 250 miała automaty. Oznacza to, że przekładnia ręczna utrzymała się w tej marce zaledwie o 3 lata dłużej od… odtwarzacza kaset, który odszedł w niepamięć wraz z zakończeniem produkcji modelu SC 430 w 2010 r.
Ale teraz skrzynia manualna powraca
I nie chodzi wcale o jakiś bazowy, najtańszy wariant najmniejszego modelu tej marki. Owszem, część tego zdania jest prawdziwa – ale tylko część. Faktycznie mówimy bowiem o najmniejszym w gamie Lexusa modelu LBX… ale mówimy zarazem o jego topowej wersji.
Lexus LBX Morizo RR nie jest może jakimś szczególnym zaskoczeniem, ponieważ od kilku miesięcy było wiadomo, że marka pracuje nad takim autem – ale właśnie pokazano wariant produkcyjny. Jedynym większym zaskoczeniem jest tu dla niektórych fakt, że auta nie nazwano LBX F – w zamian nadano mu ksywkę Akio Toyody, który ściga się dla Gazoo Racing Team właśnie jako Morizo.
Lexus LBX Morizo RR ma kompletny układ napędowy z Toyoty GR Yaris
Oznacza to, że pod maską pracuje tu 1,6-litrowy, 3-cylindrowy silnik osiągający w tym przypadku 304 KM i 400 Nm, co powinno wystarczyć na sprint do 100 km/h w 5,2 s. Warto nadmienić, że to o 0,3 s szybciej od wspomnianego Yarisa, który po liftingu oferuje na europejskim rynku 280 KM, ale przy okazji jest nieco lżejszy – Lexus w wersji z manualem waży 1440 kg, podczas gdy Yaris nie przekracza 1370 kg.
Będzie też do wyboru automat
To nowa, 8-biegowa przekładnia, która na torze powinna umożliwić jeszcze szybszą jazdę, pomimo większej o 30 kg masy własnej samochodu. Przyznam jednak, że dla samej wyjątkowości takiego połączenia i zwykłej przyjemności z jazdy sam wybrałbym przekładnię manualną – jeździłem przedliftowym GR Yarisem i uważam, że miał naprawdę doskonałą skrzynię biegów.
W porównaniu do zwykłych LBX-ów, Morizo RR ma przekonstruowane zawieszenie i nowy układ hamulcowy, a sama platforma TNGA-B przeszła tyle zmian, że Lexus określa ją mianem dedykowanej temu modelowi. Całości dopełniają kute, 19-calowe felgi oraz nowy pakiet aerodynamiczny, do którego zalicza się m.in. wlot powietrza typu NACA w płycie pod silnikiem. Lexus zadbał też o lepsze tłumienie wibracji i hałasów.
W Japonii nowy Lexus LBX Morizo RR jest już dostępny
Jego cena to 6,5 mln jenów, co przelicza się na 162,7 tys. zł – całkiem fajna zważywszy na to, że u nas najtańszy LBX kosztuje nieco ponad 150 tys. zł (w Japonii ceny startują od 4,6 mln jenów, tj. nieco ponad 115 tys. zł według obecnego kursu waluty). Jest też droższa, limitowana do 100 egzemplarzy wersja Bespoke Build, którą można w większym zakresie dopasować do swojego gustu – ale ten wariant, kosztujący 7,2 mln jenów, mogą kupić wyłącznie klienci, którzy zostaną wylosowani w loterii organizowanej przez japoński oddział marki. Samochody zaczną trafiać do klientów pod koniec sierpnia.

Jedyny problem jaki mam z tym autem to to, że Lexus zrezygnował z loga z tyłu swoich samochodów na rzecz dużego napisu. Nie przepadam za tą modą.
W tej chwili nie jest jeszcze stuprocentowo pewne, czy Lexus LBX Morizo RR trafi do Europy. Pierwsze zdjęcia prasowe przedstawiają jedynie auta z kierownicą po prawej stronie, ale według źródeł szanse na obecność mocarnego LBX-a w Europie są spore. Poczekamy, zobaczymy.






