Co pięć lat, gdy Golf GTI obchodzi okrągły jubileusz, Volkswagen prezentuje jego specjalną edycję. A skoro zbliża się 50 rocznica sportowej linii, to pojawił się jej nowy, wyjątkowy przedstawiciel – Golf GTI Edition 50.
Po raz pierwszy jubileuszowa edycja zaistniała w 1996 roku, gdy pojawił się Golf GTI 20 Jahre – to oznacza, że już nawet nie zwykłe GTI, ale i te rocznicowe mają całkiem długą tradycję. A choć Golf GTI kończy 50 lat dopiero w przyszłym roku, to firma z Wolfsburga postanowiła to uczcić już teraz Golfem GTI Edition 50. Przyjrzyjmy się bliżej, co Volkswagen sprawił na urodziny swojej legendzie.
Z zewnątrz – bardzo mało zmian

W porównaniu z zwykłym Golfem GTI, różnic w wyglądzie jest bardzo mało. Można dostrzec przebiegające u dołu drzwi czarne pasy, czarne felgi z czerwonymi obramowaniem oraz znajdujące się na lotce logo „GTI 50”, ale to w zasadzie tyle.

Trochę skromnie jak na wariant jubileuszowy, ale można się było się tego spodziewać. Na przykładzie Audi RS4 25 Years łatwo było stwierdzić, że nie ma co oczekiwać po VAG-u szaleństw w wyglądzie edycji okolicznościowych. Zresztą, pasuje to do Golfa GTI, który nigdy nie był tak krzykliwy jak np. żegnająca się z rynkiem europejskim Honda Civic Type R.
Jednak nie należy oceniać książki po okładce – najważniejsze jest to, co stało się wewnątrz auta.
GTI Edition 50 to najmocniejszy przednionapędowy Golf w historii
Pod maską znajduje się stary znajomy – czterocylindrowe 2.0 TSI o oznaczeniu EA888. To silnik bardzo dobrze znany z potencjału tuningowego, na co przykładem może być chociażby Skoda Superb o mocy aż 560 KM. Tu jest może nieco skromniej, ale nie ma na co narzekać.
Dla przypomnienia – standardowy Golf GTI ma teraz 265 KM i 370 Nm, a mocniejszy wariant GTI Clubsport ma równe 300 KM i 400 Nm. W przypadku Edition 50 mamy 325 KM i 420 Nm momentu obrotowego. To taki sam moment obrotowy jak w Golfie R, mocniejszym przy tym od GTI Edition 50 o całe 8 KM. Jest to więc najmocniejszy Golf GTI w historii – do tej pory ten tytuł należał do Golfa VII GTI Clubsport S, który miał 310 KM i 380 Nm momentu obrotowego.
Tak jak w każdym aktualnym GTI, napęd jest przenoszony na przednią oś poprzez siedmiobiegową dwusprzęgłową skrzynię DSG.
W efekcie jest naprawdę szybko, zarówno na prostej jak i w zakrętach

Pierwszą setkę nowe GTI osiąga w 5,5 s, a jego prędkość maksymalna wynosi 270 km/h. Ktoś mógłby kręcić nosem na te wyniki, skoro nieznacznie mocniejszy Golf R osiąga 100 km/h w czasie 4,6 s, o prawie sekundę szybciej. Należy jednak pamiętać, że Golf GTI w przeciwieństwie do „R-ki” nie ma napędu na 4 koła, co spowalnia trochę zryw z miejsca. Za to dzięki temu jest lżejszy – aktualny podstawowy Golf GTI waży 1459 kg, natomiast waga Golfa R wynosi 1555 kg.
Ma to swoje przełożenie np. w czasie na torze. VW Golf GTI Edition 50 okrążył Nürburgring (nitkę 20,8 km) w czasie 7:46,13 – jest to najlepszy wynik w historii VW Golfa. Pokonał dotychczasowego rekordzistę, Golfa R 20 Years Edition, który miał czas 7:47,31 (na tej samej wersji toru). Pokonał również zwykłego Golfa R, który miał wynik 7:51,00.
Oczywiście wciąż są szybsze auta FWD, jak np. Honda Civic Type R, która osiągnęła czas 7:44,88. Nie zmienia to jednak tego, że Volkswagen może być z siebie zadowolony.
Kilkadziesiąt kilogramów mniej, zmiany w podwoziu i… nieszczęsny układ wydechowy

Tak dobrego wyniku nie można sprowadzić jedynie do podniesienia mocy przy zachowaniu niższej wagi niż w Golfie R z racji napędu tylko na przód. Standardowo auto jest wyposażone w pakiet Performance – w zawieszeniu zastosowano sztywniejsze sprężyny, zmieniono również nastawy amortyzatorów. Do tego zawieszenie obniżono o 15 mm.
Golf GTI Edition 50 stoi na 19-calowych alufelgach, na które naciągnięto opony Bridgestone Potenza Race. Zdaniem producenta na samych kołach udało się zgubić 16,4 kg. Pojawił się tutaj również tytanowy układ wydechowy, który jest lżejszy od standardowego zestawu o 30 kg. Szkopuł w tym, że to zestaw firmy Akrapović. Co z nimi jest nie tak? Na ogół sprawiają, że auto brzmi gorzej niż w serii. Szczególnie w wypadku Golfa GTI/R – choć 2.0 TSI ma wiele zalet, to nie należy do nich dźwięk.

Szczególnych zmian nie ma za to we wnętrzu. Zasadniczo jedyną różnicą w środku w porównaniu z zwykłym GTI jest emblemat „GTI 50”, widoczny np. na kierownicy. Oczywiście, jak to w GTI, jest szkocka krata na tapicerce.

Tu ją lepiej widać.
Nieważne ile będzie kosztować Golf GTI Edition 50, i tak bardziej się opłaci niż wersja GTE
Biorąc pod uwagę, że Golf R kosztuje 195 tys. zł (Golf R Black Edition to koszt 211 tys. zł), z kolei za GTI Clubsport zapłacimy 181 tys. zł, można wywnioskować, że Golf GTI Edition 50 będzie kosztować ok. 190-200 tys. zł. Wiem, dwieście „kafli” za Golfa brzmi abstrakcyjnie, ale takie mamy czasy.
Zresztą, nieważne ile będzie kosztować, w końcowym rozrachunku GTI Edition 50 bardziej się opłaci niż kosztujące 193 tys. zł hybrydowe GTE, które jest zdecydowanie wolniejsze (0-100 6.6 s, v-max 230 km/h), a do tego zdecydowanie za ciężkie jak na hot-hatcha FWD (1670 kg).
Szczerze mówiąc, wybrałbym go zamiast „R-ki” ale nie wiem, czy warto dopłacić względem GTI Clubsport

Choć Edition 50 wizualnie nie różni się szczególnie od podstawowego GTI, to skrywa pod sobą naprawdę sporo przydatnych zmian. Jednocześnie jestem przekonany, że wciąż będzie równie dobry w codziennym użytkowaniu, co zawsze było jedną z głównych zalet Golfa GTI.
Ale i tak zastanawiam się, czy warto dopłacić kilkanaście tysięcy względem GTI Clubsport, które na papierze ma bardzo podobne osiągi.
Nie zmienia to jednak faktu, że Golf GTI Edition 50 to bardzo udany prezent na 50 urodziny linii GTI.
Spodobał Ci się ten tekst? Rozważ postawienie nam wirtualnej kawy – dzięki!
