Są kraje po których trudno się było spodziewać, że wyprodukują samochód – a już w szczególności samochód sportowy. Spójrzmy na taką Danię, z której pochodzi marka Zenvo produkująca ponad 1000-konne potwory, produkująca ponad 1000-konne potwory jak TSR-S, TSR-GT czy Aurora. Do tego grona dołącza Portugalia, z której pochodzi Adamastor Furia.
Z czym kojarzy się Portugalia? Z Cristiano Ronaldo, z Porto i winem o tej samej nazwie, z pastéis de nata, z Lizboną i tamtejszymi tramwajami i z wieloma innymi rzeczami, ale niekoniecznie z motoryzacją. To może się jednak zmienić za sprawą marki Adamastor z portugalskiej Perafity. Skąd w ogóle taka a nie inna nazwa? Z portugalskiego eposu narodowego, Luzjady – Adamastor jest jednym z bohaterów tego utworu i zarazem symbolem sił natury, które musieli pokonać portugalscy żeglarze w czasie swoich podróży.
Trochę Aston Martin, trochę GTA
Gdy zobaczyłem po raz pierwszy zdjęcia Furii, od razu przyszło mi na myśl, że przypomina Astona Valkyrie. Zresztą nie tylko ja mam takie skojarzenia, ale czy to źle, zwłaszcza w odniesieniu do nowego gracza na rynku? Tu i tak najważniejszy jest zresztą nie wygląd, a funkcjonalność – o ile pod pojęciem funkcjonalności rozumiemy przydatność na torze. A za tę odpowiada m.in. rozbudowany pakiet aerodynamiczny – właściwie cały Adamastor Furia to jeden wielki pakiet aero. Szczególnej uwadze polecam rozmiar tylnego dyfuzora. Mówiąc wprost: jeśli coś ma być ekstremalnie skuteczne na torze, to najprawdopodobniej będzie wyglądać podobnie do Astona i Adamastora, na podobnej zasadzie jak najbardziej ekonomiczne hybrydy kończą zwykle z sylwetką Toyoty Prius.
Gdzie tylko się dało, Portugalczycy użyli włókna węglowego. Wieść niesie, że dodają nawet sproszkowanego karbonu do wspomnianych we wstępie babeczek podczas prac nad samochodem. Wymiary tego ważącego 1050 kg (w stanie suchym) auta to, odpowiednio, 4,56, 2,21 oraz 1,1 m (długość, szerokość, wysokość). Rozstaw osi wynosi 2,8 m. Brakuje mi tu jeszcze tylko pakietu aero z samochodów WEC klasy LMH (Le Mans Hypercar) – bardzo by pasowało.
Pod spodem Ford, ale nie Twój Focus
Adamastor Furia korzysta z silnika Forda, ale nie jest to ani 2,3-litrowy EcoBoost, ani tym bardziej 1,6-litrowy wolnossak. Portugalczycy użyli 3,5-litrowej V-szóstki pochodzącej z Forda GT. A że jest ona podwójnie turbodoładowana, to do dyspozycji kierowcy jest 750 KM i 1000 Nm. Napęd trafia wyłącznie na tylną oś za pośrednictwem sekwencyjnej skrzyni biegów (liczby przełożeń producent na swojej stronie internetowej nie podaje). Osiągnięcie 100 km/h ma zajmować 2,5 s, a 200 km/h – 7 s. Prędkość maksymalna wersji drogowej wynosić będzie około 300 km/h.
Ale w autach tego typu ważne są nie tylko surowe osiągi, ale też możliwość wytracania prędkości – a za to odpowiadają hamulce od AP Racing. Z kolei rozbudowana aerodynamika gwarantuje odpowiedni docisk – przy 250 km/h jego wartość wynosić ma… 1799 kg. To trochę tak, jakbyście na dachu położyli Forda Mustanga. Zresztą znając kierowców Mustangów, to pewnie i tak sam by tam wjechał – najpewniej podczas wyjazdu z parkingu.
Żeby wpaść w Furię, potrzeba 1,9 miliona dolarów
Co więcej, trzeba się trochę pospieszyć, bo wyprodukowanych zostanie jedynie 60 egzemplarzy. Oprócz wersji drogowej będzie też taka przeznaczona wyłącznie na tor. Adamastor będzie musiał walczyć z innymi, bo rynek podobnych pod względem idei samochodów jest dziś zaskakująco zatłoczony. O ile taki KTM X-Bow GT-XR jest może nieco zbyt słaby, by stanowić alternatywę, to tego samego nie można powiedzieć o Pradze Bohemie czy o jeszcze bardziej ekstremalnym – i jeszcze droższym – Czingerze 21C.
W sprzedaży może pomóc zwiększenie rozpoznawalności marki. Portugalczycy chcą sprawdzić swoje dzieło w przyszłorocznej edycji 24-godzinnego wyścigu Le Mans. Trzymam za to kciuki i będę obserwować.
Trzymam kciuki jeszcze za jedną kwestię: niech to auto będzie lepiej znosić katowanie na torze niż wczesne egzemplarze Zenvo czy Caparo. Ale w zapewnieniu odpowiedniej niezawodności może pomóc silnik plebejskiego Błękitnego Owalu.





