Przed Wami szósty odcinek Ekspresówki w 2026 roku. Sześć to przy okazji liczba atomowa jednego z dwóch stabilnych izotopów litu, który występuje w przyrodzie. A to prowadzi nas do kolejnych wieści o elektrowozach – o czym szerzej już za chwilę.
Stellantis: panie Areczku, praca zdalna nie jest nawet dla zarządu
Zgodnie z wewnętrznym e-mailem wysłanym do pracowników i wewnętrznymi wytycznymi, Stellantis – właściciel m.in. Jeepa i Rama – poinformował swoich pracowników w USA, że muszą przychodzić do biura pięć dni w tygodniu, począwszy od 30 marca. Dla stanowiska kierowniczych obecność na miejscu przez pięć dni w tygodniu rozpoczyna się już od 16 lutego. Stwierdzono, że decyzja ta poprawi zadowolenie klientów, „wzmocni naszą kulturę innowacyjności” oraz stworzy więcej możliwości mentoringu i rozwoju umiejętności. Korporacyjnego bełkotu jest w tym komunikacie znacznie więcej, ale co ciekawe nawet równoważnikiem zdania nie wspomina on nigdzie o dobroczynnym wpływie na środowisko, jaki miałoby zrezygnowanie z XIX-wiecznego wymogu odbijania karty u bram fabryki.
Porsche rozważa porzucenie elektrycznych modeli Cayman i Boxster jeszcze przed ich premierą
W 2022, na fali zachwytu elektrycznym Taycanem, którym Porsche otworzyło oczy niedowiarkom, rozpoczęto prace nad elektrycznymi wersjami modeli Cayman i Boxster. Pęd ten wyczerpał się jednak szybciej niż akumulator bateriowozu na mrozie i oto najpierw w 2024 r. lifting Taycana spotkał się z mniejszym entuzjazmem niż przypuszczano, co rzecz jasna przełożyło się na bledszą zieleń w Excelu. Korporacyjna bezwładność nakazała jeszcze usunięcie z oferty spalinowej wersji Macana i pozostawienie w Europie wyłącznie elektrycznej, a wtedy Excel rozhisteryzował się na czerwono i we wrześniu 2025 r. Porsche nieśmiało napomknęło, że najmocniejsze warianty Caymana i Boxstera zachowają napęd spalinowy. Jest luty 2026 r. i wróbelki na dachu biura w Zuffenhausen ćwierkają nieśmiało, że rozważana jest całkowita rezygnacja z napędu elektrycznego, a spalinowy nigdzie się nie wybiera, niezależnie od oferowanej mocy. Fajna ta elektromobilność, taka ciągle powtarzająca tę samą historię z przełomu XIX i XX wieku.
Scout ma już 150 000 rezerwacji na swój model elektryczny – 85 proc. to wersja ze spalinowym generatorem
Scott Keogh, prezes firmy Scout przyznał, że około 85 proc. rezerwacji samochodów zapowiadanych na 2027 r. dotyczy wersji EREV – wyposażonych w spalinowy generator, zapewniający zwiększony zasięg. Chodzi o modele pickupa Terra i SUV-a Traveler. Pozostałe 15 proc. dotyczy wersji w pełni elektrycznych – te będą oferować zasięg około 350 mil (560 km). Wersje z czterocylindrowym generatorem zaoferują około 240 kilometrów zasięgu na energii elektrycznej z akumulatora litowo-żelazowo-fosforanowego (LFP) o pojemności około 63 kilowatogodzin, a dzięki generatorowi całkowity zasięg ma wynieść 800 kilometrów. Scout nie jest osamotniony w tym pomyśle – Ford planuje, że następna generacja F-150 Lightning będzie wyposażona w spalinowy generator. To samo dotyczy nadchodzącego zelektryfikowanego Jeepa Grand Wagoneera i pickupa Ram 1500, które trafią na ulice w tym roku. Hyundai i Kia również szykują się do wprowadzenia pojazdów EREV. Fajna ta elektromobilność, taka spalinowa.
Agencja Ochrony Środowiska brnie dalej w zmniejszenie ochrony tegoż środowiska
EPA – Environmental Protection Agency – jeszcze do niedawna groziła kierowcom całym arsenałem kar za majstrowanie przy systemach oczyszczania spalin samochodów. Ale ponieważ panuje tam obecnie prezydent Reese’s, to EPA zmieniła kurs i cofa poprzednie zalecenia. Producenci aut dostali już polecenie, by po wyczerpaniu się zapasu AdBlue w dieslach nie był uruchamiany tryb awaryjny. Teraz planuje się zakazanie ograniczania prędkości i mocy. Innymi słowy: nie będzie już tak naprawdę niczego, co zachęciłoby Boba do uzupełniania roztworu mocznika w jego Ramie Eco-Diesel. Eco, he he he. A Wy módlcie się podczas ferii zimowych, czy się AdBlue nie skrystalizowało. I nie zapomnijcie o papierowych słomkach.
Zima zaskoczyła
Tym razem nie drogowców, a kierowców autobusów. Konkretniej: kierowców autobusów elektrycznych, które – nadmieńmy w ramach ciekawostki – od 1 stycznia 2026 r. są jedynymi realnie dostępnymi dla miast o liczbie mieszkańców przekraczającej 100 tysięcy. Oczywiście można też kupić pojazdy na wodór, ale nie oszukujmy się – na obecnym etapie rozwoju tej technologii mało kto bierze je pod uwagę.
Temperatury sięgające w niektórych częściach Polski -19 stopni Celsjusza sprawiły, że w wielu miastach realny zasięg autobusów elektrycznych skrócił się o 30-40 proc., nierzadko wywołując wymuszone postoje skutkujące koniecznością holowania – choćby w naszej stolicy. Lepiej było tam, gdzie można się spotkać np. z gęstą siecią ładowarek pantografowych (Jaworzno)… albo po prostu spalinowym ogrzewaniem kabin autobusów (Gdańsk). Inaczej do sprawy podeszła Zielona Góra, gdzie ktoś tak po prostu pomyślał nad wymaganymi parametrami autobusów elektrycznych, z odpowiednim zapasem. Pompy ciepła i akumulatory z gwarancją wydajności energetycznej wystarczyły, by udało się przetrwać najzimniejsze dni bez większego stresu. Bez większego stresu, czyli tak jak się to zwykle dzieje w przypadku autobusów spalinowych (o ile sprawdziło się AdBlue).
Nie ma takiego reklamowania
We Włoszech chińska marka BYD prowadziła kampanię nazwaną Purefication. Nazwa jest nieprzypadkowa: w reklamach obiecywano, że jeśli klient kupujący samochód BYD odda w rozliczeniu jakikolwiek samochód koncernu Stellantis zasilany wadliwym silnikiem 1.2 Puretech z paskiem rozrządu pracującym w kąpieli olejowej, to dostanie rabat na maksymalnie 10 tys. euro. Jak można było się spodziewać, komuś – albo nawet paru komusiom – takie reklamy się nie spodobały i zawiadomił Istituto dell’Autodisciplina Pubblicitaria – nazwa nie wymaga chyba tłumaczenia. IAP przyjrzało się sprawie i po prostu nakazało zaprzestania publikowania i emisji tych reklam. Warto tu dodać, że za rozwój BYD-a w Europie odpowiada Alfredo Altavilla, który wcześniej zajmował wysokie stanowiska w Fiat-Chrysler Automobiles (FCA) i w samym Fiacie. Czyżby Stellantis mu czymś zalazł za skórę? No nie może być!
Tym akcentem kończymy szóstą Ekspresówkę w tym roku, radując się na myśl, że nikt już tego biednego koncernu Stellantis nie będzie atakować w tak podły sposób. No bo w końcu ile można wszędzie truć, jakie to te silniki są niedorobione. Nawet jeśli to najprawdziwsza prawda.


