To nie jest pierwszy raz, kiedy Chevrolet Camaro znika z rynku. Ale o ile w 2002 r. raczej mało kto płakał po tym modelu, to teraz, pod koniec 2023 r., faktycznie jest za czym tęsknić.
Gdy na telefonicznej konferencji prasowej w 1966 r. połączono 14 amerykańskich miast by opowiedzieć o nowym modelu Chevroleta, po usłyszeniu nazwy jeden z dziennikarzy zadał pytanie: co to jest Camaro? Przedstawiciele General Motors odparli na to, że to takie małe, niebezpieczne stworzenie, które „zjada mustangi”, co było oczywistym nawiązaniem do cieszącego się ogromną popularnością Forda Mustanga, produkowanego od 1964 r.
Większość generacji Chevroleta Camaro cieszy się dziś sympatią i uznaniem
Najgorzej wypada pod tym względem chyba generacja czwarta z lat 1993-2002, choć osobiście chętnie bym takim autem jeździł (o ile miałoby V8 i manual), może ewentualnie świetnie stylizowana, ale w większości wersji słaba generacja trzecia (1981-1992). Ostatnia generacja, szósta, choć powróciła do oferowania klientom silnika 4-cylindrowego (wcześniej takowy był dostępny w Camaro III), to tym razem nie był on jakimś klunkrem bez żadnych istotnych zalet, a 275-konną jednostką zdolną do rozpędzenia tego niezbyt lekkiego auta (1539 kg w coupe, o 120 kg więcej w kabriolecie) do setki w 5,9-6,1 s. Rzekłbym, że to całkiem nieźle jak na podstawową wersję silnikową. A przecież było jeszcze 335-konne V6 i, oczywiście, silniki V8 – 453-konne 6.2 w odmianie SS (od Super Sport) oraz niemal 660-konny silnik o tej samej pojemności w ZL1, oczywiście w tym przypadku zaopatrzony w sprężarkę mechaniczną. Obie V-ósemki Camaro VI dzieliło z Chevroletem Corvette.
Niestety, Camaro ma już – nomen omen – porumakowane
W listopadzie w fabryce Bowling Green wyprodukowano ostatni silnik LT4 dla Camaro ZL1, a w zeszłym tygodniu z taśmy produkcyjnej zjechał ostatni Chevrolet Camaro szóstej generacji – był to wariant ZL1 1LE z manualną skrzynią biegów. Tym samym na placu boju w segmencie pony i muscle carów z 2-drzwiowym nadwoziem pozostają na rynku już tylko bardzo wiekowy, ale nadal rewelacyjny Dodge Challenger (w produkcji od 2008 r.!), oraz świeżutki Ford Mustang typoszeregu S650 – i ich modyfikowane odmiany, oczywiście. Przy czym Dodge też lada chwila uda się na niebiańskie highwaye, pozostawiając Mustanga samego na rynku.

Chevrolet na pożegnanie modelu opracował wersje Collector’s Edition – były dostępne zarówno jako SS (na zdjęciu wyżej), jak i ZL1 1LE (zdjęcie główne).
Oczywiście Chevrolet Camaro ma powrócić
Kiedy i w jakiej formie – na razie nie bardzo wiadomo, ale nazwa nie przepadnie w mrokach dziejów. Sęk w tym, że mówimy o General Motors, więc nie zdziwiłbym się, gdyby odwalono tu coś naprawdę durnego, w rodzaju całkowitej elektryfikacji. Oczywiście nie jest tak, że Chevrolet Camaro wcześniej w ogóle nie widział prądu – widział, i to jak! Była nawet elektryczna wersja eCOPO do wyścigów równoległych. Ale póki jest wybór, to wszystko w porządku. W tym segmencie problem pojawi się, jeśli elektryk będzie jedyną dostępną opcją.
Taki plan miał zresztą Dodge – a przynajmniej tak zapowiadał – ale jak się okazuje, nowy Charger ma być dostępny także jako samochód spalinowy. Co prawda bez silnika V8, ale zawsze coś. Inna rzecz, że to będzie oznaczać, że Ford ze swoim Mustangiem dostępnym z V8 w zasadzie utworzył i spopularyzował ten segment rynku, a za kilka lat Błękitny Owal zgasi światło, gdy skończy się impreza, gdzie wszyscy robią blublublublublublu.
Chevrolet z tej imprezy na razie się wymknął, wołany do domu przez matkę (koncern). Ale to lubiany gość i pozostali mają nadzieję, że uda mu się jeszcze wrócić. Wrócić, by jeszcze ten jeden, ostatni raz ze wszystkimi spędzić trochę czasu i beztrosko pobulgotać wydechem.



