Choć siódemka jest w naszej kulturze uznawana za szczęśliwą liczbę, to obawiam się, że nie wszyscy bohaterowie tego wydania Ekspresówki mogą mówić o szczególnie dobrym humorze. Jakże mi przykro!

Ford stracił miliardy dolarów i będzie to kontynuować

Naprawdę nie mam pojęcia, dlaczego im się nie wiedzie.

Sprawa wiąże się oczywiście z bardzo mocnym pójściem w elektryki i związane z tym nietrafione inwestycje, co jak na razie zaocowało największym od czasu globalnego kryzysu finansowego z lat 2007-2009 wypływem pieniędzy z firmy. Pomimo przychodów na poziomie 187,3 mld dol., strata netto za rok 2025 wyniosła 8,2 mld dol. Za ponad połowę z tego odpowiada komórka zajmująca się autami elektrycznymi (4,8 mld dol.). Jeszcze ciekawsze jest to, że przez cztery lata działalności ten dział stracił… 16 mld dol. Ford spodziewa się, że w najbliższych latach będzie nadal na minusie – pomimo redukcji i likwidacji różnego rodzaju planów, rentowność może nadejść dopiero w okolicach 2029 r. Jakby tego wszystkiego było mało, to w rankingu producentów, którzy sprzedają najwięcej aut, z szóstego miejsca zepchnął go BYD z wynikiem 4,6 mln aut w 2025 r. (Ford: 4,4 mln). Powiedziałbym, że Ford strzelił sobie w stopę. Z haubicy. Po raz któryś z kolei. Oni to chyba lubią.

Stellantis chciałby przestać tracić miliardy dolarów, więc zagląda w stronę Brazylii

I o dziwo nie chodzi nawet o wznowienie produkcji i importu Fiata Uno Clip. Ponieważ jednak Stellantis ma problem nie tylko podobnego typu jak Ford, tj. z ogromnymi nakładami na samochody lokalnie bezemisyjne, ale także dodatkowy, z koszmarnie awaryjnymi silnikami Puretech, to koncern chciałby popracować nad tym, by wymogi Euro 7 spełniały jednostki FireFly. Czyli z tej rodziny, którą znamy choćby z Fiata Pandiny i nieprodukowanego już u nas Fiata 500 Hybrid, ale też tej, która ma się bardzo dobrze za oceanem, napędzając tam między innymi… Peugeoty 208. Dobrze rozumiecie: z tym szmelcem większa część świata nie musiała się nigdy użerać, a teraz jest wreszcie nadzieja, że i u nas zastąpi go coś lepszego.

ekspresówka

Chodzą słuchy, że nadaje się do użytku w charakterze przycisku do papieru – ale niczego nie można być pewnym.

Co więcej, Stellantis stawia też na diesle – po cichu wracają do oferty w wielu modelach, mają też być nadal rozwijane. Trzymamy kciuki, bo i tak tylko to nam pozostaje.

To koniec systemu start-stop. Przynajmniej w USA

Wspominaliśmy już parę razy o EPA i prezydencie Trumpie dążących do wprowadzenia dużych zmian dotyczących konstrukcji samochodów. No i mamy kolejną ważną sprawę – może nawet najważniejszą. Mianowicie, przestanie być wymagany montaż systemu start-stop, co w pakiecie z resztą aktu deregulacyjnego w teorii ma obniżyć średnią cenę nowego samochodu o 2400 dolarów. Powiem tak: rozumiem niechęć wielu osób do start-stopu. Wiem, że wymaga on szeregu dodatkowych czujników, droższego akumulatora, że szybciej zużywa samochód i tak dalej. Ale wiem też, że… ten system da się po prostu zrobić dobrze – a że nie wszyscy to potrafią, to inna rzecz. No i zdziwię się, jeśli faktycznie ceny nowych aut spadną o te niespełna dwa i pół amerykańskiego patyka. W każdym razie ciekawi mnie, co będzie się działo w Stanach, gdy Trump przestanie być prezydentem. Powrót do start-stopu i wzrost cen o 2400 dolców?

Chiny stawiają na koło

Tesla Model S

Koło kierownicy, ma się rozumieć. Tamtejszej motoryzacji i szeroko pojętym przepisom można zarzucić wiele, ale po tym, jak wprowadzono zakaz stosowania chowanych klamek zewnętrznych, postanowiono tam też zakazać wolantów zastępujących tradycyjne kierownice. Trudno mi tu jakoś szczególnie protestować, ponieważ:

  • jeśli chcemy uniknąć krzyżowania rąk, to układ kierowniczy nie może wymuszać kilkuset stopni obrotu wolantu;
  • jeśli tego krzyżowania rąk unikniemy, to lekki ruch wolantu może oznaczać zdecydowaną i gwałtowną zmianę kierunku ruchu samochodu;
  • powyższych problemów można się pozbyć stosując układy kierownicze o zmiennym przełożeniu bądź układy steer-by-wire – co w obu przypadkach jest po prostu drogie.

Mówiąc wprost: stosowanie zwykłych kierownic to potencjalnie wyższy poziom bezpieczeństwa i mniejsze koszty. Nie widzę wad. Dość ciekawe w tym wszystkim jest to, że wolanty nie zostaną zakazane wprost – po prostu nowe przepisy, które mają wejść w życie z początkiem 2027 r., przewidują przeprowadzenie testów uderzeniowych w 10 różnych punktach kierownicy – w tym na szczycie koła kierownicy. A wolant, cóż… takiego miejsca po prostu nie ma.

Lego wprowadziło do sprzedaży zestaw z Fordem Model T

ekspresówka

Tych aut natłuczono tyle, że nie należą one do ekstremalnie drogich klasyków, ale mimo wszystko mówimy o kwotach co najmniej pięciocyfrowych za egzemplarze w skali 1:1. Jeśli jednak komuś wystarczy mniejszy odpowiednik, może być zainteresowany duńską nowością: kosztującym 570 zł zestawem, który pozwala na zbudowanie Modelu T z klocków. W sumie to jakoś nigdy się nad tym człowiek nie zastanawiał, że tego w gamie Lego brakuje, a gdy już się pojawiło, to można zadawać sobie pytanie: ale jak to, dopiero teraz?

Tym akcentem kończymy Ekspresówkę numer siedem. Ford powinien zdecydowanie wprowadzić te zestawy z Lego do oferty w salonach, to może by nie miał tak koszmarnych strat. Stellantis, jak to Stellantis, będzie tam sobie coś kombinował i i tak coś po drodze zepsuje, ale cieszmy się ze zbliżającego się końca silników 1.2 Puretech/Turbo. Tęsknić nie będziemy.

Spodobał Ci się ten tekst? Rozważ postawienie nam wirtualnej kawy - dzięki!

Postaw mi kawę na buycoffee.to